🎈 Czym Się Różni Katolik Od Chrześcijanina

Różnice są znaczne. W tej chwili katolicy wykorzystują Biblię 1000 lecia (czytania podczas Mszy św.), ale korzystać można z dowolnych tłumaczeń (Wikipedia wymienia 22 tłumaczenia). Świadkowie Jehowy używają Biblii Nowego Świata. Wiadomo, że żadne tłumaczenie Biblii nie jest idealne, jednak jedną sprawą są nieścisłości w

Ew. Mat. 23:1-10 Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Pytanie: Czym się różni Katolik od Chrześcijanina? 1 L. Piotra 4:14-16 Błogosławieni [jesteście], jeżeli złorzeczą wam z powodu imienia Chrystusa, albowiem Duch chwały, Boży Duch na was spoczywa. Nikt jednak z was niech nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako [niepowołany] nadzorca obcych dóbr! Jeżeli zaś [cierpi] jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu! Dużo jest rozbieżności i dużo jest różnicy między Katolikiem a Chrześcijaninem. Ponieważ nie mamy miejsca ani czasu, aby mówić o tym długo, zobaczmy parę podstawowych i zasadniczych różnic. Przewodnikiem i podstawą nauczania Katolika jest KKK - Katechizm Kościoła Katolickiego. Podstawą i przewodnikiem Chrześcijanina jest Pismo Święte - Biblia. Tu na pewno ktoś powie: „tak zgadza się, wy macie swoją książkę, a my mamy swoją książkę”, więc o co chodzi? Gdyby te dwie książki nauczały tych samych zasad i podstaw nie byłoby kłopotu. Poza tym, gdyby te dwie książki nauczały tego samego, jedna z tych książek nie byłaby potrzebna. Katechizm i Biblia. Katolicy nauczają Katechizmu, Chrześcijanie nauczają Biblii. Jeżeli Katechizm i Biblia zawiera rozbieżności, jeżeli nauka Katechizmu różni się od nauki Biblijnej, to teraz następne pytanie: która książka, Katechizm czy Biblia naucza prawdy? Bo jest tylko jedna prawda. Czym się różni Katolik od Chrześcijanina? Biblia i tradycja. Katechizm, czyli podstawy nauczania Katolika twierdzi, że Biblia i tradycja religijna powinny być przyjmowane jednakowo. Tak jak czytamy w Katechizmie: „Toteż obydwoje [tzn. Pismo Święte i Tradycje] należy z równym uczuciem czci i poważania przyjmować i mieć w poszanowaniu. KKK, #82” Jednak, Pan Jezus potępia tych którzy trzymają się tradycji religijnej. (Ew. Marka 7:6-9 i 13) Nie tak dawno, bo 60-70 lat temu, Biblia była książką zakazaną Katolikom do czytania. Biblia była książką zabronioną Katolikom do czytania. A jak było u Chrześcijan? Biblia była i jest jedynym pisanym autorytetem do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości - (2 Tym. 3:16) - Katolik oddaje cześć i chwałę, również przez śpiew i muzykę stworzeniu a nie Stwórcy, albo jednocześnie stworzeniu i Stwórcy. Chrześcijanin oddaje cześć i chwałę Stwórcy, również przez śpiew i muzykę. - Katolik modli się do stworzenia a nie Stwórcy, Katolik modli się do ludzi a nie do Boga, albo modli się do ludzi i do Boga. Chrześcijanin modli się do Stwórcy, nie do stworzenia, Chrześcijanin modli się do Boga, a nie do ludzi. - Katolik modli się do posągów z kamienia, drewna, metalu. Katolik modli się do kamienia, do drewna, do metalu. Chrześcijanin modli się do żywego Boga. Do tego i takiego Boga jakiego pokazuje Jezus Chrystus w Piśmie Świętym. - Nadzieja w zbawienie i życie wieczne Katolika jest przez dobre uczynki i własne zasługi. Katolik miesza łaskę z dobrymi uczynkami. W ten sposób eliminując i unieważniając łaskę Bożą. ( Zbawienie i życie wieczne Chrześcijanina jest z łaski. Wyłącznie i tylko z łaski, przez całkowite i pełne zaufanie Jezusowi Chrystusowi. Zbawienie i życie wieczne Chrześcijanina jest tylko i wyłącznie przez zasługi Jezusa Chrystusa. (1 Kor. 6:19-20) - Głową Kościoła Katolika jest człowiek. Głową Kościoła Chrześcijanina jest Bóg w osobie Jezusa Chrystusa. Ojcem świętym Katolika jest Ojciec Święty, człowiek na ziemi. Ojcem świętym Chrześcijanina jest Ojciec Święty, Bóg w niebie. - Wiara Katolika, religia Katolika zbudowana jest na człowieku, na apostole Piotrze, który jest uznawany jako skała Kościoła. Wiara chrześcijanina jest zbudowana na Bogu w osobie Jezusa Chrystusa, który jest skałą i kamieniem węgielnym Kościoła. Według tego co pisze apostoł Piotr. (1 Piotra 2:6-8) - Katolik musi zarabiać sobie na życie wieczne z Bogiem. Chrześcijanin otrzymuje zbawienie i życie wieczne z Bogiem darmo, z łaski, bo Jezus już za to drogo zapłacił. (Efez. 2:8-9) - Katolik nigdy nie wie co stanie się z nim gdy umrze. Chrześcijanin, który zaufał Jezusowi Chrystusowi wie gdzie będzie po śmierci, według przyrzeczenia Jezusa Chrystusa. (Ew. Jana 5:24, 14:1-3) - Człowiek święty w Kościele Katolickim to człowiek, który przez własne zasługi i dobre uczynki zasłużył sobie na to. Jego zasługi i dobre uczynki zostały sprawdzone przez ludzi i ogłoszono go świętym. Człowiek święty, Chrześcijanin święty, to taki o jakim pisze Pismo Święte. Był grzesznikiem, któregoś dnia opamiętał się, przyszedł w pokorze i zaufaniu do Jezusa Chrystusa, otrzymał z łaski darowanie wszystkich grzechów, przez zasługi i dobre uczynki nie własne, ale Jezusa i od tego czasu w oczach Bożych jest święty. (1 Kor. 6:9-11 - byliście grzesznikami, ale jesteście świętymi) - Katolik, to człowiek religijny. To człowiek, który należy do religii. Chrześcijanin to człowiek nowo narodzony w Jezusie Chrystusie. To człowiek, który należy do osoby Jezusa Chrystusa. Który Jezus, to ten autentyczny, żywy Jezus? Jezus katolicki, to taki Jezus, którego trudno zrozumieć, a nawet trudno wypowiedzieć słowami. Jezus katolicki, to Jezus zamieniony przez „transsubstancjacje.” Jezus katolicki to Jezus mistyczny. Co to znaczy mistyczny? Gdy zapytasz księdza, nie potrafi on jasno i prosto ci wytłumaczyć. Chrześcijanin wierzy w żywego, autentycznego Jezusa. Takiego Jezusa jaki sam siebie przedstawia On w Biblii. Ten Jezus nie zmienia się nigdy. Jest On taki sam „wczoraj, dzisiaj i na wieki.” Jest On taki jaki był dwa tysiące lat temu, jaki jest dzisiaj i jaki będzie zawsze. Papież Jan Paweł II nazywał Chrześcijan Biblijnych „odłączeni bracia.” To znaczy, że Chrześcijanie Biblijni są braćmi odłączonymi od Katolików. Przyjmijmy i uznajmy, że ta nazwa i to określenie jest prawidłowe. Przyjmijmy i uznajmy, że Chrześcijanie Biblijni są wobec Katolików „odłączonymi braćmi.” Jeżeli tak, to potrzebujemy poznać w jaki sposób to odłączenie nastąpiło. Poznajmy trochę historii i zobaczymy wyraźnie. Najpierw Katolicy odłączyli się od zasad, od nauki i od autorytetu Pisma Świętego. To odłączenie nastąpiło nie z woli ludu, nie z woli laików, ale przez zakazy i nakazy władzy religijnej w Rzymie. To odłączanie się postępowało powoli na przestrzeni wieków, a wyraźnie zaczęło się w V wieku. Reformacja Kościoła, która zaczęła się od Lutra spowodowała, że część Katolików powróciła do zasad, do nauki i do autorytetu Pisma Świętego. Większość Katolików jednak pozostała odłączonymi od zasad, od nauki i od autorytetu Pisma Świętego. Ostatnio Kościół Katolicki, szczególnie amerykański Kościół Katolicki w USA coraz częściej i coraz bardziej powraca do nauki Pisma Świętego. Jeżeli Kościół Katolicki powróci w całości, w stu procentach do nauki Pisma Świętego, to znaczy jeśli przyłączy się do nauki Pisma Świętego, pragnienia Papieża Jana Paweł II-go spełnią się. „Odłączeni bracia,” znów będą mogli być przyłączeni do nauki Jezusa i apostołów. Czytaj codziennie Pismo Święte. Poznaj dokładnie naukę Bożą, poznaj żywego Boga. Bo jest nauka religii i nauka Boża zbawienia darmo z łaski przez zasługi Jezusa Chrystusa. Wtedy nikt z ludzi nie oszuka cię, nie wprowadzi w błąd. Pamiętaj, chodzi o wielką stawkę, bo chodzi o twoje życie. Teraz i w wieczności. Drukuj E-mail

Czym się różni biblioterapia od czytelnictwa? W biblioterapii najważniejszy jest nacisk terapeutyczny, czytelnictwo zaś może, choć nie musi, być terapeutyczne, gdyż jego głównym celem jest zaspokajanie potrzeb kulturalnych, naukowych i rozrywkowych. Czy książka w biblioterapii naprawdę może zmieniać rzeczywistość wychowawczą Można usłyszeć, że wszystkie religie są jednakowo dobre, bo ich wyznawcy uznają Boga. W tym stwierdzeniu z całą pewnością wyznawcy różnych religii są sobie bliscy. Wobec tego rodzaju twierdzeń niezbędne jest też wiedzieć, że między religiami istnieją zasadnicze różnice. Dotyczą one między innymi ujmowaniem związków łączących Boga z człowiekiem, wyjaśnień przeznaczenia i przyszłości człowieka, a także możliwości znalezienie Boga, dochodzenia do Niego. Chrześcijaństwo w odróżnieniu od każdej innej religii jest religią objawioną - religią, której początek dał Bóg. Znaczy to, że Bóg objaśnił istotę związków łączących z Nim człowieka. On też sam odkrył przed ludźmi rąbek swej tajemnicy. Wreszcie On odkrył przed człowiekiem prawdę o jego przeznaczeniu i sposobach osiągnięcia celu, dla którego żyje. PYTANIA O WIARĘ Z byciem chrześcijaninem winno ściśle się łączyć rozumienie, czym chrześcijaństwo jest. "Chrześcijańska wiara nie oznacza jedynie intelektualnych po­szukiwań. Nie jest też nagromadzeniem informacji na doktrynalne tematy. Wierny religii Chrystusa, naznaczony chrztem jako zna­kiem i zadatkiem zbawienia, nie tylko "wyciąga ręce ku niebu", jak jego siostra i brat innej religii, ale nawiązuje osobowy kontakt z samym Bogiem. Jako stworzenie nigdy nie przekracza jednak tzw. granicy bytu, która oddziela go od Stwórcy. Ten, który żyje łaską chrztu świętego nigdy nie będzie siebie utożsamiał z Bogiem, tak jak chciałby tego np. hinduizm, czy też nowe ruchy i kulty pseudo- religijne typu New Age. Fakt ten stanowi o specyfice wiary chrze­ścijańskiej, która ze swej natury jest dialogiem zbawienia między Bogiem a człowiekiem - istotą powołaną przez Niego do życia i do miłości oraz wdzięczności za wszelkie Boże dary. Wiara chrześci­jańska różni się od przekonań buddysty, który w swojej religii nie wypowiada się na temat Boga, a źródeł zbawienia, czyli wyzwole­nia się z wszechogarniającego go cierpienia, szuka tylko i wyłącz­nie w sobie. Różni się też od przekonań muzułmanina, w którego wierze nie ma miejsca na wcielenie Boga oraz na zbawcze wydarze­nie krzyża. Jest inna od przekonań Żyda, który nie rozumie krzyża i który wciąż czeka na przyjście Mesjasza, nie uznając w Jezusie Chrystusie Pana i Zbawcy. Wiara chrześcijańska jest słuchaniem Boga, ale również rozmową z Tym, Którego nie sposób pojąć, zrozumieć, a Którego można jedy­nie ukochać. Chrześcijańska wiara jest sposobem wyrażania miłości, czyli bezgranicznego oddania się Temu, Którego się nie widzi, a Któ­rego obecność "przeczuwa się" na wszelkich ścieżkach, szlakach, również w labiryntach i na bezdrożach życia. Patronką, Nauczycielką wiary chrześcijanina jest Najświętsza Maryja Panna, Ta Która bezgra­nicznie ufając Bogu stała się Matką wszystkich wierzących. Fundamentem przekonań Chrystusowej uczennicy i ucznia jest Krzyż. Jest on źródłem, korzeniem zaufania i wierności. Wiara zna­czona jest i ożywiana życiodajną mocą Świętego Drzewa - Drzewa Życia i wyzwolenia. W żadnej religii Bóg nie przybliżył się do czło­wieka tak, jak w chrześcijaństwie. Wierzący ma niegasnącą nadzieję bowiem wie, iż Bóg w Osobie Jezusa Chrystusa jest z nim solidarny. Chrześcijanin żyjący wiarą "czyniącą cuda" i "przenoszącą góry" nie zatrzymuje się w miejscu. Nie wpada w zachwyt nad samym sobą. Nie czeka biernie na Boże dary i łaskę, lecz podejmuje z Bo­giem "bogatym" w dobro, współczucie i miłosierdzie, nieustanną współpracę. Wiara to praktyka, pragmatyka życia. Uczynki, decy­zje moralne tego, który przyjął Jezusa jako swojego Pana, Zbawcę, Brata i Przyjaciela są świadectwem jego wewnętrznych przekonań. Wiara nie jest czczą deklaracją, lecz motywuje postawę chrześcijani­na w różnych sytuacjach i okolicznościach życia. Jego myśli, mowa i uczynki winny być świadectwem jego wiary. Ona - wzmacniana światłem Ducha Świętego, kształtuje i uwrażliwia sumienie danej osoby, która staje się przez to świadkiem Jezusa Chrystusa" (E. Sakowicz, Religioznawstwo, Polihymnia, Lublin 2009, 24-25). (Czytaj więcej w: Taka jest wiara Kościoła", s. 27-29). Katechizm Kościoła Katolickiego 186: Od początku Kościół apostolski wyrażał i przekazywał swoją wiarę w krótkich i normatywnych dla wszystkich formułach. Ale już dość wcześnie Kościół chciał także zebrać to, co istotne dla jego wiary, w organicznych i uporządkowanych streszczeniach, przeznaczonych przede wszystkim dla kandydatów do chrztu: Ta synteza wiary nie została ułożona według ludzkich opinii, ale z całego Pisma świętego wybrano to, co najważniejsze, aby podać w całości jedną naukę wiary. Jak ziarno gorczycy zawiera w maleńkim nasionku wiele gałęzi, tak samo streszczenie wiary zamyka w kilku słowach całe poznanie prawdziwej pobożności zawartej w Starym i Nowym Testamencie. KKK 187: Takie syntezy wiary nazywamy "wyznaniami wiary", ponieważ streszczają wiarę wyznawaną przez chrześcijanina. Nazywamy je również Credo, ponieważ zazwyczaj zaczynają się od słów: "Wierzę". Nazywa się je także "symbolami wiary". Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
\n \n \nczym się różni katolik od chrześcijanina
Zobacz 13 odpowiedzi na pytanie: Czy was też smuci to,że życie większości "chrześcijan" nie różni się od życia ateisty? Postawmy sobie pytanie o los wieczny tych setek i tysięcy, a może milionów pokoleń, które żyły przed Chrystusem. Dla wierzącego chrześcijanina jest to pytanie ogromnie ważne, skoro wiara uczy nas, że tylko w Chrystusie człowiek może osiągnąć zbawienie: "Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12; por. 1 Tm 2,5n). Zacznijmy od zwrócenia uwagi na pewne spłycenie, jakie w naszej świadomości społecznej dokonało się w czasach Oświecenia. Mianowicie dopiero wtedy zaczęło się mówić o Panu Jezusie, że jest On założycielem chrześcijaństwa. Wprawdzie nie jest to określenie fałszywe, zawiera się w nim jednak ukryte zaproszenie do traktowania chrześcijaństwa jako zjawiska czysto ludzkiego, jak gdyby było ono tylko jedną wśród wielu religii świata. Otóż warto wiedzieć, że w starożytności chrześcijańskiej popularnością cieszyła się prawda, iż Kościół istnieje od początku świata, tyle że do czasów Chrystusa Pana istniał jedynie w formie niewidzialnej. Świadectwo tej wiary znajdziemy w najstarszej zachowanej do naszych czasów homilii chrześcijańskiej, napisanej przed rokiem 150: "Pełniąc wolę Ojca naszego, Boga, należeć będziemy do Kościoła naszego pierwotnego, Kościoła duchowego, stworzonego pierwej niż słońce i księżyc. (...) Kościół nie istnieje dopiero od dzisiaj, ale od początku. Był on bowiem duchowy, tak właśnie jak nasz Jezus. Objawił się zaś w ostatnich dniach, ażeby nas zbawić. Otóż Kościół, który był duchowy, objawił się w ciele Chrystusowym, aby nam pokazać, że kto go zachowa w ciele i go nie zbezcześci, otrzyma go w Duchu Świętym". Zauważmy, że założenie Kościoła przez Pana Jezusa przyrównuje autor tej homilii do tajemnicy Wcielenia. Tak jak Chrystus Pan nie zaczął istnieć w momencie swego poczęcia, bo jest On Przedwiecznym Synem Bożym, ale wówczas zaczęło się tylko Jego istnienie widzialne, w naturze ludzkiej - podobnie jest z Kościołem: istniał on od początku świata, a Pan Jezus w tym sensie go założył, że nadał mu postać instytucji i wspólnoty, która istnieje również w wymiarze widzialnym. Takie spojrzenie na Kościół było wśród pierwszych chrześcijan bardzo rozpowszechnione, jak o tym świadczą jeszcze dwa inne, też pochodzące z połowy II wieku, dokumenty: Pasterz Hermasa (Wizja 2,4,1) oraz Apologia św. Justyna Męczennika (1,46,2). Św. Justyn, chyba jako pierwszy w historii Kościoła, mówi o żyjących w czasach przedchrześcijańskich chrześcijanach anonimowych: "Pouczono nas, że Chrystus to pierworodny Syn Boży i równocześnie Słowo, w którym uczestniczy cały ród ludzki. Otóż ci, co prowadzili życie ze Słowem zgodne, są chrześcijanami, nawet jeśli uchodzili za ateistów, jak na przykład wśród Greków Sokrates, Heraklit i do nich podobni". Jak widzimy, św. Justyn wyraźnie stwierdza, że nie jest to jego osobisty pogląd, ale że takie pouczenie otrzymał od Kościoła. Otóż jeśli sobie uprzytomnimy, że tajemnica Kościoła jest to tajemnica powołania do zbawienia, to okaże się, że już Apostoł Paweł kilkakrotnie wspominał, że istnieje ona od wieków, a Chrystus Pan nadał jej widzialność i całą skuteczność (Rz 16,25n; Ef 3,9n; Kol 1,26). Dzisiaj, kiedy nawet gorliwi katolicy zbyt mało zauważają w Kościele jego wymiar nadprzyrodzony, szczególnie warto sobie przypomnieć tę starą prawdę, że Kościół również w tym nie jest podobny do żadnej instytucji czysto ludzkiej, iż jest transcendentny wobec dziejów: istnieje wcześniej, niż te dzieje się zaczęły i nie przestanie istnieć, kiedy one dobiegną kresu. Kościół jest bowiem wielką wspólnotą Bożych przyjaciół, przeznaczoną do życia wiecznego. Żeby się jeszcze więcej nacieszyć tą prawdą o Kościele istniejącym przed wiekami, przeczytajmy jeszcze tekst Euzebiusza z Cezarei, napisany około roku 300: "Chociaż niewątpliwie jesteśmy nowymi ludźmi i chociaż narody dopiero teraz poznały to rzeczywiście nowe imię chrześcijan, przytoczymy dowody na to, że naszego życia i obyczajów, opartych na zasadach bogobojności, nie utworzyliśmy dopiero teraz, lecz że od pierwszej, rzec można, chwili istnienia rodu ludzkiego szczęśliwie się rozwinęły z pojęć, wrodzonych pobożnym ludziom danego czasu. (...) Gdyby kto powiedział, że oni wszyscy, od Abrahama idąc w górę aż do pierwszego człowieka, dla swej niewątpliwej sprawiedliwości są chrześcijanami z uczynków, chociaż nie z imienia, nie rozminąłby się z prawdą. Imię to bowiem mówi wyraźnie, że chrześcijanin, dzięki poznaniu Chrystusa i dzięki Jego nauce odznacza się roztropnością, sprawiedliwością, wstrzemięźliwym życiem, mężną cnotą, wreszcie wyznawaniem czci jednego i jedynego, najwyższego Boga. W tym wszystkim zaś oni płonęli gorliwością nie mniejszą od naszej. (...) Dlatego należy uznać, że pierwotną, najstarszą, wiekiem najpoważniejszą, przez ludzi miłych Bogu takich jak Abraham odkrytą religią jest ta, którą teraz właśnie wszystkim narodom głosi nauka Chrystusowa. (...) Dlaczegóż by więc nie można przypuścić, że my, którzy się wywodzimy od Chrystusa, mamy ten sam sposób życia i ten sam wyraz religii, jaki mieli niegdyś owi Boży przyjaciele? A zatem nie jest nową ani obcą, ale naprawdę pierwotną, jedyną i prawdziwą formą służby Bożej ta właśnie, którą nam podała nauka Chrystusa" "Od Abla sprawiedliwego aż do końca świata - wypowiada tę samą prawdę św. Augustyn - jak długo ludzie rodzą się i są rodzeni, wszyscy sprawiedliwi przechodzący przez to życie stanowią jedno ciało Chrystusa" Warto wiedzieć, że prawdę tę przypomniał również ostatni sobór, w Konstytucji dogmatycznej o Kościele (2), wykorzystując zresztą te właśnie sformułowania św. Augustyna. I to jest pierwsza część odpowiedzi na nasz problem: Kościół jest tajemnicą istniejącą przed wiekami, a zatem do zbawienia byli wezwani również wszyscy ludzie, żyjący przed Chrystusem. Ci, którzy rzeczywiście szli przez życie drogą zbawienia, zawdzięczali to łasce, której Bóg im udzielał ze względu na przyszłe zasługi Chrystusa Pana. "Bo nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni". Tę prawdę, że ci ludzie ery przedchrześcijańskiej, którzy rzeczywiście zbawienia dostąpili, zawdzięczają je całkowicie Chrystusowi, a osiągnęli je dopiero po Jego zbawczej śmierci, wyznajemy w słowach "Symbolu apostolskiego": "Zstąpił do piekieł". Żeby nie wydłużać tego listu, nie będę tu omawiał tekstów biblijnych na ten temat, bo są one łatwo dostępne (1 P 3,18-22; Ef 4,8-10; Hbr 11,39n; Ap 1,18). Od razu przejdę do przedstawienia paru szczególnie charakterystycznych pouczeń, jakie na temat prawdy o zstąpieniu Ukrzyżowanego do otchłani zostawili nam Ojcowie Kościoła. Zacznę od pochodzącego z ok. 180 roku świadectwa św. Ireneusza, duchowego wnuka Apostoła Jana, bo jest ono napisane jakby specjalnie w odpowiedzi na nasz problem: "Chrystus przyszedł nie tylko dla tych, którzy uwierzyli Mu od czasów cesarza Tyberiusza. Nie jest też tak, żeby Ojciec troszczył się tylko o ludzi, którzy żyją obecnie. On troszczy się w ogóle o wszystkich od początku ludzi, którzy według swoich możliwości i w swoim czasie bali się i kochali Boga, byli sprawiedliwi i troskliwi wobec bliźnich oraz pragnęli zobaczyć Mesjasza i usłyszeć Jego głos. (...) Dlatego Pan zstąpił pod ziemię, aby również im zwiastować nowinę o swoim przyjściu, że jest odpuszczenie grzechów dla tych, którzy w Niego wierzą". Obraz Chrystusa Pana, ogłaszającego przebywającym w otchłani zmarłym dobrą nowinę, zaczerpnięty został z 1 P 3,19. Otóż byłoby dużym uproszczeniem przypisać pobłażliwie ten obraz nadmiarowi wyobraźni eschatologicznej u pierwszych chrześcijan. Funkcją tego obrazu jest przekazanie nam prawdy, że z chwilą zbawczej śmierci Chrystusa Pana zbawienie nie ogarnęło bynajmniej automatycznie wszystkich ludzi, którzy umarli przed Nim, ale było ono przedmiotem wyboru każdego, kto je rzeczywiście przyjął. Klemens z Aleksandrii, piszący jakieś dwadzieścia lat po Ireneuszu, wyraźnie powiada, że Chrystus Pan zstąpił do otchłani nie tylko dla sprawiedliwych Starego Testamentu, ale dla wszystkich ludzi spragnionych zbawienia: "Pan nie z żadnej innej przyczyny zstąpił do Hadesu, jak tylko po to, aby i tam głosić Ewangelię. (...) Sprawiedliwy, dopóki istotnie jest sprawiedliwy, nie różni się od innego sprawiedliwego, czy to byłby człowiek Prawa Mojżeszowego czy Hellen. Bóg jest Panem nie tylko Judejczyków, ale wszystkich ludzi, a bardziej bezpośrednio jest Ojcem tych, którzy Go poznali" Podobnie pisał ok. 247 roku uczeń Klemensa, wielki Orygenes: Pan, "kiedy stał się duszą pozbawioną ciała i przebywał wśród pozbawionych ciała dusz, przyciągnął ku sobie te spośród nich, które tego chciały albo o których znanym sobie sposobem wiedział, że są tego godne" Zachowało się nawet świadectwo, że już katechumenów pouczano o tym, iż dobrodziejstwo zbawienia ogarnęło również zmarłych, żyjących przed czasami Chrystusa Pana. Oto co na ten temat mówił swoim katechumenom św. Cyryl z Jerozolimy: "Zstąpił do piekieł, aby i tam zbawić sprawiedliwych. Bo powiedz mi: Chciałbyś, aby żyjący stali się uczestnikami łaski, a ci, którzy od Adama tak długi czas byli w więzieniu, nie mieli otrzymać wolności?". Bo Chrystus Pan jest naprawdę kimś nieskończenie więcej niż założycielem religii chrześcijańskiej. "On jest prawdziwie Zbawicielem świata" (J 4,42). Również Zbawicielem wszystkich pokoleń, które były przed Nim. opr. aw/aw
Sprawdź zatem czym różni się osa od szerszenia - ta wiedza może okazać się bardzo pożyteczna. Jak wygląda osa? Charakterystycznym znakiem os jest ich smukłość
Ktoś powiedział mi kiedyś: chcesz wiedzieć, na czym polega różnica między chrześcijańskim Zachodem i Wschodem? Na Zachodzie odprawia się Eucharystię na winie białym, przejrzystym i wytrawnym – pragmatycznie i prosto; zaś na Wschodzie do Eucharystii używa się wina czerwonego, gęstego i słodkiego – symbolicznie i na bogato. To symbol tej różnicy: ta sama Eucharystia, lecz jakże różny styl! Różnica między Wschodem i Zachodem nie idzie w chrześcijaństwie dokładnie po linii podziału wyznaniowego. Na Wschodzie obok chrześcijan oddzielonych od Stolicy Apostolskiej są także katolicy obrządków wschodnich. Nie jest to również różnica geograficzna, ponieważ wiele wspólnot chrześcijan wschodnich żyje w zachodniej części świata, a „zachodniacy” są też licznie obecni nawet w dalekiej Azji. Ktoś powie, że wszystko tłumaczy historia, a w niej przed wiekami zależność chrześcijaństwa zachodniego od Rzymu i cesarstwa zachodniego, a wschodniego – od Bizancjum i tamtejszych cesarzy. Różnice polityczne mają oczywiście znaczenie, choćby dlatego, że na Zachodzie łatwiej było Kościołowi bronić swojej niezależności od władzy świeckiej, a na Wschodzie ta zależność od władców była coraz ściślejsza. W Rosji na przykład skończyła się pełną podległością Cerkwi wobec cara. Decydująca była także odmienna kultura, z której wynikły bardzo odmienne wrażliwości duchowe. Odległe od siebie Zachód i Wschód nie utraciły jednak zupełnie szansy spotkania i wzajemnego dopełniania, a czasami prostowania. To w tym kontekście święty Jan Paweł II upominał się o to, by Kościół oddychał obydwoma płucami – wschodnim i zachodnim. Liturgia Dotyczy to na przykład liturgii. Różnice są tu znaczące: obrządek rzymski narodził się w starożytności w Afryce Północnej i zawsze bardzo różnił się od liturgii wschodnich. Od początku był zwarty i powściągliwy, oszczędny w słowach, pełen dostojeństwa i powagi. Od początku też podkreślano w nim precyzję słów i ścisłe trzymanie się przyjętego kanonu. Obrządki wschodnie natomiast są o wiele bardziej wylewne, przeciągłe, ekspresyjne, skłonne do przepychu, kierujące myśl ku liturgii niebiańskiej. Na terenie kultu Bożego Wschód i Zachód szły swoimi drogami. Jednak dzisiaj – kiedy liturgia zachodnia choruje na desakralizację i często wygląda jak „robiona” przez ludzi – doświadczenie liturgii wschodnich przypomina o „odgórności” świętej Liturgii, o tym, że jest ona dziełem Bożym i powinna także w swoim rytuale zachować właściwości sacrum. Lekcja płynąca ze Wschodu mówi nam, że w liturgii mniej ważna jest śmiałość dokonywania zmian, a bardziej liczy się odwaga trwania przy rzeczach świętych nierozumianych przez świat. Z tą lekcją człowiek Zachodu może i powinien wrócić do swojego dziedzictwa: zobaczyć, jakie dobro do modlitwy katolików dzisiaj może wnieść „starsza forma” rytu rzymskiego, ta wprowadzona ponownie do zwykłego życia kościelnego w roku 2007 przez Benedykta XVI. Przecież – tak jak pisał w roku 2001 w przesłaniu do Kongregacji Kultu Bożego sam Jan Paweł II – te same wartości duchowe, „najgłębsze poczucie pokory i szacunku wobec świętych misteriów”, wyróżniają od wewnątrz zarówno tradycyjny mszał rzymski, jak i starożytne liturgie wschodnie. Sztuka Podobnie ważna będzie lekcja dotycząca sztuki sakralnej czy promieniowania rzeczy świętych w kulturze. Wschodnia ikona pozostaje zawsze wyzwaniem dla obecnej mentalności zachodniej, nastawionej na swobodną ekspresję, zgłębianie efektów zmysłowych, portretowość lub abstrakcję. Ikona uczy przedstawiania świętych postaci w taki sposób, aby ich człowieczeństwo nie przesłoniło cichego głosu nadprzyrodzoności. Kontakt z ikoną nie będzie zatem dla chrześcijanina zachodniego tylko spotkaniem jakiejś orientalnej egzotyki. Będzie przypomnieniem rzeczy, które sztuka religijna na Zachodzie musi ponownie przeżyć i zgłębić, jeśli chce rzeczywiście promieniować Boskim światłem, a nie tylko geniuszem artysty. oceń artykuł
Dlatego wieczorem i w nocy ikona jest wystawiana na środek świątyni do adoracji. W katolickich kościołach na święta Bożego Narodzenia są ustawiane szopki, które ukazują wiernym ewangeliczną scenę narodzin Chrystusa. Natomiast w Cerkwi na święta jest wystawiana ikona Narodzenia Chrystusa, przed którą wierni oddają pokłony i
W Środę Popielcową wierni podczas liturgii pochylają głowę w pokorze, a kapłan symbolicznie posypuje ją popiołem, pochodzącym z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku. Środa Popielcowa nazywana jest również Popielcem lub Wstępną Środą. To dzień, kiedy w Kościele katolickim rozpoczyna się 40-dniowy okres Wielkiego Postu. Symboliczne posypanie głowy popiołem i powstrzymanie się od niektórych potraw rozpoczynają okres pokuty, przygotowujący do Świąt Wielkiej Nocy. Rytuał posypywania głowy popiołem Posypywania głów popiołem na znak pokuty, to obrzęd znany w wielu tradycjach. Wzmianki o nim znajdziemy już w Starym Testamencie - wspominają o nim Księgi Jonasza i Joela, ale stosowany był także w starożytnej Grecji i Egipcie i tradycyjnych obrzędach arabskich. Wszędzie tam był on znakiem żałoby i pokuty. Znany był również wśród tradycyjnych plemion indiańskich, gdzie obrządki związane z ogniem były ważnym elementem szamańskich rytuałów. Popiół w tradycji żydowsko-chrześcijańskiej ma przypominać o przemijaniu i ułomności ludzkiego życia, oznacza też żałobę i ból. Ale nie tylko. Popiół jest także znakiem oczyszczenia i zmartwychwstania. Przecież Bóg stworzył człowieka z prochu ziemi i odrodził go w Chrystusie do nowego życia. Śniadanie Wielkanocne: Co podać na stół? Środa Popielcowa Zwyczaj posypywania głów popiołem podczas liturgii Wstępnej Środy przyjął się w Kościele w XI w. Jako oficjalny element obrządku został wprowadzony przez papieża Urbana II w 1099 r. Reforma liturgiczna Soboru Trydenckiego uprawomocniła zaś nazwę „Środa Popielcowa” w 1570 r. W Środę Popielcową wierni podczas liturgii pochylają głowę w pokorze, a kapłan symbolicznie posypuje ją popiołem, pochodzącym z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku. Podkreśla w ten sposób związek pomiędzy pokutą wiernych, a męką i śmiercią Chrystusa. Kapłan wypowiada przy tym słowa: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” lub „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Tradycyjny obrzęd ma za zadanie przypomnieć, że życie ziemskie mija, a silna wiara, ćwiczenia duchowe, dobrowolne wyrzeczenia i bezinteresowne dawanie pomagają osiągnąć życie wieczne. Znaczenie postu W Kościele katolickim dni lub okresy pokuty stanowią specjalny czas przygotowania do najważniejszych świąt. W tym czasie wierni odbywają swoistą podróż duchową, dzięki pokucie i uczestnictwie w liturgii. Dobrowolne wyrzeczenia i post mają za zadanie wzmocnić ich wiarę i pokorę. Środa Popielcowa rozpoczyna okres Wielkiego Postu. Przez 40 dni wierni przez modlitwę i powstrzymywanie się od niektórych pokarmów przygotowują się do najważniejszych świąt w Kościele katolickim, jakimi są Święta Wielkiej Nocy. Przeczytaj także: Co można jeść w Środę Popielcową? Post ścisły – co to znaczy? Czym się różni post jakościowy od postu ilościowego? Zobacza także: GALERIĘ Bezmięsne kotleciki - 10 przepisów na warzywne pyszności QUIZ. Co wiesz o tradycjach wielkopostnych? Pytanie 1 z 9 Kiedy zaczyna sie Wielki Post? W tłusty czwartek W Wielki Czwartek W Środę Popielcową
ŚMIERĆ CHRZEŚCIJANINA I POGRZEB KATOLICKI. Chory, którego zgon jest bliski, chyba najbardziej potrzebuje naszego psychicznego wsparcia. Jednak niektórzy z nas nie czują się na siłach sprostać tej „ostatniej posłudze miłości” - odczuwają lęk. Poza tym często staje się to w nowoczesnych szpitalach niemal niemożliwe.
Stosunek do chrześcijaństwa wciąż wyznacza główne kontury światopoglądowej mapy Polski. Na tej mapie niedawno pojawiły się dwa znamienne zjawiska: postchrześcijaństwo i antychrześcijaństwo. Czym one są i na czym polega ich wyzwanie dla chrześcijan? Henryk Przondziono /Foto Gość Postchrześcijanami są ludzie, którzy już przestali lub przestają być chrześcijanami, ale jeszcze nie stali się kimś innym. Większość z nich jeszcze częściowo wierzy, lecz nie praktykuje, lub częściowo – siłą przyzwyczajenia – praktykuje, lecz już nie wierzy. Postchrześcijanie wychowali się w Kościele, a obecnie są już jedną nogą gdzie indziej. Myślą w kategoriach niechrześcijańskiej nowoczesności, choć wciąż znajdują się w cieniu Kościoła. Religia nie stanowi osi ich życia, ale obchodzą chrześcijańskie święta, organizują przyjęcia pierwszokomunijne (zwłaszcza dla rodziny z tzw. wsi i małych miast z południowo-wschodniej Polski), z sentymentem zwiedzają zabytkowe kościoły, lubią filmy z motywem dobra i poświęcenia, sympatyzują z ideą miłości bliźniego (o ile nic nie kosztuje i pokrywa się z ideą tolerancji), a czasami na wakacjach przy zachodzie słońca marzą o Transcendencji. Postchrześcijan łączy z Kościołem nić przyzwyczajenia. Nie walczą z Kościołem, choć są wobec niego bardzo krytyczni („gdyby nie księża, pedofilia i polityka, pewnie częściej chodzilibyśmy do Kościoła”). Z drugiej strony duszpasterze są zadowoleni, że postchrześcijanie nie dokonują apostazji i czasem jednak do kościoła zaglądają. Można z nimi porozmawiać, gdyż z chrześcijanami łączy ich wspólny podświadomy kod kulturowy. Zresztą w praktyce, na podstawie pojedynczych zewnętrznych zachowań, trudno odróżnić postchrześcijanina od chrześcijanina. Świat chrześcijański i postchrześcijański przenikają się wzajemnie i wszystkim jest z tym dobrze. Jest, a raczej było dobrze, gdyż niedawno wkroczyli na arenę antychrześcijanie. Dzięki nim cicha, pełzająca i bezkonfliktowa sekularyzacja gwałtownie przyspieszyła. Postchrześcijanie nie wrzeszczeli, że nie wierzą – antychrześcijanie wrzeszczą. Postchrześcijanie nie występowali z Kościoła – antychrześcijanie występują. Postchrześcijanie nie bluźnili – antychrześcijanie bluźnią. Postchrześcijanie nie profanowali świątyń i symboli religijnych – antychrześcijanie profanują. Postchrześcijanie opowiadali się za „kompromisem aborcyjnym” – antychrześcijanie pragną „aborcji na życzenie”. Postchrześcijanie liberalizowali tradycyjną obyczajowość – antychrześcijanie chcą rewolucji seksualnej. Postchrześcijanie prywatyzowali lub fragmentowali religię – antychrześcijanie widzą w niej tylko zło. Pojawienie się w Polsce antychrześcijan obniżyło kulturę oraz intelektualny poziom dyskusji światopoglądowych. Wprowadziło do życia społecznego rzeczywistą agresję. Nic dziwnego, skoro rewolucja antychrześcijan przypomina bunt niedojrzałych, choć autentycznych nastolatków wobec swych rodziców (a raczej wobec własnych dziadków). Antychrześcijanie wiedzą, czego nie chcą, ale jeszcze nie za bardzo wiedzą, czego chcą. Na razie definiują się wyłącznie w kategoriach negacji chrześcijaństwa. Są jego przeciwnikami, lecz będąc przeciwnikami chrześcijaństwa, nie mogą bez niego żyć. Być może przyjdzie czas na pozytywne określenie nowego światopoglądu. Na razie jednak będziemy mieli do czynienia z ciągłą ofensywą frontu ANTY oraz z próbą wciągania do niego postchrześcijan. Chrześcijanie powinni patrzeć na aktualne wydarzenia w perspektywie Bożej Opatrzności. Dlatego musimy siebie zapytać: co Bóg chce nam powiedzieć, dopuszczając takie zjawisko jak antychrześcijaństwo? Może to, że czas rozmytego postchrześcijaństwa, które ogarnia nie tylko obrzeża Kościoła, lecz także coraz bardziej wnika do jego wnętrza, nie może trwać zbyt długo. Postchrześcijaństwo jest tylko czymś przejściowym i nie wolno się do niego przyzwyczajać. Wcześniej czy później, o ile nie wróci do chrześcijaństwa, przejdzie w antychrześcijaństwo. Nie da się zawsze żyć pomiędzy. Trzeba się zdecydować. Przypominają się słowa uwielbionego Chrystusa: „Obyś był zimny albo gorący!” (Ap 3,15).
czym się różni katolik od chrześcijanina
tym, czym sie rozni Polak od Europejczyka. Chrzescijanstwo to po prostu szersze pojecie Każdy katolik jest chrześcijaninem, ale nie każdy chrześciajnin jest katolikiem :D Chrześcijaństwo Choć każdy z nas kiedyś umrze, to nikt jednak nie lubi o śmierci słuchać. Psychologowie i filozofowie mówią wprost o pierwotnym lęku, jaki w ludziach budzi temat śmierci. Bardzo często to właśnie on prowadzi ludzi do wiary. Czym jest śmierć i jak na dalsze losy człowieka zapatrują się największe religie, filozofie oraz nauka? Przedstawiamy dwanaście perspektyw, w jakich można popatrzeć na śmierć. 12 Zobacz galerię Shutterstock 1/12 Śmierć starożytna istock Koncepcja nieśmiertelnej duszy powstała najprawdopdobniej w starożytnym Egipcie. Podwładni faraonów wierzyli, że przetrwanie duszy uzależnione jest od istnienia ciała. Stąd mumifikacja i wielkie grobowce jak piramidy, które miały zapewnić spokój zmarłym. Wierzono, że duszy po śmierci potrzebny jest pokarm. Dlatego starożytni Egipcjanie ucztowali przy grobach swoich bliskich. Elementy wierzeń Egipcjan przejęły potem wielkie cywilizacje starożytności: Babilon, Grecja i Rzym. Filozofowie jak Sokrates, Platon i Arystoteles na stałe wprowadzili pojęcie duszy do naszej kultury. Egipskie wierzenia miały też wpływ na judaizm, a co za tym idzie - religie wyrosłe na jego gruncie. Jak starożytni wyobrażali sobie zaświaty? Wierzono w istnienie podziemi rządzonych przez Hadesa. Aby się tam dostać dusza musiała przebyć rzekę Styks i opłacić przewoźnika - Charona. Stąd zwyczaj wkładania zmarłym monet do ust. Następnie dusza udawała się na sąd. Jeśli człowiek był dobry trafiał na Pola Elizejskie - miejsce wiecznej wiosny i szczęśliwości. Jeśli dusza niczym się nie wyróżniała to lądowała w Erebie, gdzie błąkała się bez celu przez wieczność. Osoby, które naraziły się bogom strącano w otchłań Tartaru, gdzie przez wieki cierpiały różne męki: wtaczały pod górę głaz, który ciągle spadał (Syzyf), przy użyciu sita próbowały napełnić wodą bezdenne beczki (Danaidy), nie mogły nic zjeść bo gałąź zawsze usychała przy próbie zerwania owocu (Tantal). 2/12 Śmierć hinduisty istock Hinduizm nie posiada jednej doktryny dotyczącej życia po śmierci. Co do zasady umierający hinduista wierzy, że narodzi się na nowo. Cykl ten (nazywany sansarą) teoretycznie może nie mieć końca. Śmierć w hinduizmie jest więc postrzegana jako kolejny etap w wędrówce duszy, która na początku wciela się w przedmiot i przechodzi przez kolejne etapy - wchodzi w roślinę, zwierzę, człowieka a potem bóstwo. Rzadko kiedy po śmierci człowiek może zostać "zdegradowany" i wcielić się w istotę niższego rzędu. Ostatecznym celem wszystkich wcieleń jest wyzwolenie się z kręgu nieustannych narodzin i śmierci, czyli przerwanie sansary i zjednoczenie duszy z absolutem nazywanym Brahmanem. Nie ma jednak konkretnych opisów tego, co miałoby to oznaczać, ani też zgody co do tego, czym jest najwyższe bóstwo. Wielu wyznawców tej religii uważa, że Brahmanem jest nadrzędny Bóg-stworzyciel, z którego wszystko pochodzi i do którego wszystko wraca. Niektóre odłamu uznają go za substancję przenikającą cały wszechświat i wszystko na Ziemi. Takie ujęcie zbliża hinduizm do religii monoteistycznych. Według hinduistów każdy czyn człowieka popełniony za życia wpływa na jego przyszłość (prawo karmy). Karma może być zła lub dobra, w zależności od charakteru uczynków, jakich się dopuszczamy. Stąd przekonanie, że powodzenia, i nieszczęścia, jakie dotykają ludzi, są wynikiem ich działań w poprzednich wcieleniach. Aby przerwać cykl narodzin i śmierci oraz dostąpić zjednoczenia z Brahmanem praktykowane są trzy różne drogi (jogi): miłość, zdobywanie mądrości i bezinteresowność. 3/12 Śmierć buddysty Thinkstock Śmierć buddysty nie różni się zasadniczo od śmierci hinduisty. W buddyzmie także wierzy się w karmę, sansarę oraz ostateczne wyzwolenie (przebudzenie, oświecenie, nirvanę). Istnieją dwie podstawowe różnice. Po pierwsze w buddyzmie wszystko uznawane jest za nietrwałe, dlatego filozofia ta odrzuca istnienie osobowej, posiadającej podmiotowość duszy. Mówi się za to o "energii", "mocy", "myśli" ("atman"), która wchodzi w kolejne ciała. Reinkarnacja w tym kontekście jest serią przypadkowych zdarzeń i nie ma ścisłego powiązania tożsamościowego. Druga różnica dotyczy istnienia Brahmana. Budda odrzucił bowiem koncepcję najwyższego bóstwa. Jednocześnie przyznał, że istnieją byty boskie, do których człowiek może w drodze kolejnych wcieleń dojść. Jednak byty te są pośrednie, nie są wolne od cyklu narodzin i śmierci, a w konsekwencji są niedoskonałe. Oświecenie oznacza więc też odejście od pragnienia nieśmiertelności i wyjście poza nią. Nirvanę można osiągnąć poprzez odpowiednie praktyki, przede wszystkim medytację. Przebudzenie to stan wolności od wszelkich pragnień tego świata, włącznie z pragnieniem zbawienia i nieba, tak silnym w naszej kulturze. Takie postawienie sprawy rodzi wiele problemów na gruncie filozoficznym. Czy nirvana również jest nietrwała, czy po jej osiągnięciu osoba nadal istnieje, czy kult zmarłych jest w tej sytuacji niepotrzebny, czy modlitwy do Buddy cokolwiek dają? Warto na koniec wspomnieć, że dużym problemem dla misjonarzy z Zachodu było zrozumienie powyższej filozofii. Budda nie wykluczał istnienia bytów boskich. Co za tym idzie nawracani buddyści uznawali, że chrześcijanie mówią prawdę, ale proponują im niebo, które może i jest prawdziwe, a nawet szczęśliwe, ale nie jest nirvaną. 4/12 Śmierć wyznawcy judaizmu istock Żydzi nie mają jednego poglądu i dogmatu opisującego życie po śmierci, wiele zależy od konkretnej szkoły rabinackiej. Wspólna jest wiara w nieśmiertelną duszę oraz ogólna zgoda co do nieistnienia piekła. W judaizmie Bóg będzie sądził duszę za czyny, których dopuściła się za życia. Wyrok Boga może być jednak różnoraki, w zależności od konkretnej szkoły. I tak na przykład tradycja kabalistyczna dopuszcza możliwość reinkarnacji duszy. Według innych interpretacji dusza po śmierci idzie od razu do raju lub czegoś na kształt czyśćca (gehinom), z którego po oczyszczeniu ostatecznie trafia do raju. Zdecydowana większość szkół żydowskich nie uznaje istnienia piekła. Zamiast niego dopuszcza się możliwość "śmierci" duszy: jeśli jakiś człowiek nie zasłużył na raj, to jego dusza po prostu przestaje istnieć. Wędrówka człowieka nie kończy się jednak wraz ze śmiercią. Większość Żydów wciąż czeka na przyjście mesjasza, który ma pokonać wrogie armie, doprowadzić do upadku światowe mocarstwa oraz objąć wieczne panowanie nad krajem, w którym nie będzie już zła. Niedługo potem ma dojść do sądu ostatecznego, zmartwychwstania ciał i odnowienia raju, powrotu do ogrodu Eden sprzed grzechu Adama i Ewy. 5/12 Śmierć muzułmanina Shutterstock Muzułmanie wywodzą się z tradycji judaistycznej. Podobnie jak Żydzi i chrześcijanie wierzą w nieśmiertelną duszę. Jednym z pięciu filarów wiary islamu jest też wiara w sąd ostateczny. Co zatem dzieje się z duszą muzułmanina tuż po śmierci? Przybywa po nią anioł, który zanosi ją przed bramy nieba. Tam dusza jest sądzona i dowiaduje się, czy została zbawiona. Potem wraca do swojego ciała, gdzie oczekiwać ma na sąd ostateczny. Po złożeniu ciała muzułmanina do grobu znów przybywają aniołowie. Jest ich dwóch (o imionach Munkar i Nakir) i stawiają duszy cztery pytania: kto jest Bogiem, kto jest prorokiem, jaka jest twoja religia i w którą stronę świata zanosisz modlitwy. Jeśli zapytany odpowie poprawnie, to otrzyma przedsmak szczęścia, które czeka go w niebie. Jeśli zaś niepoprawnie, to karą będzie ból, który stanie się jego udziałem w piekle. Gdy nadejdzie dzień sądu Bóg ożywi wszystkie stworzenia żyjące przez wieki na ziemi, a dusza i ciało połączą się na nowo. Następnie Allah odprawi sąd nad każdym człowiekiem. Jego barwne opisy znajdziemy w Koranie. Bóg będzie dysponował księgami z zapisanymi dobrymi i złymi czynami ludzi oraz wagą, by ocenić dobro i zło popełnione przez człowieka. W sądzie uczestniczyć będą mogli też prorocy, w tym Jezus. Koran daje też barwne opisy raju i piekła. To ostatnie przedstawione jest jako przerażające miejsce pełne cierpienia i bólu. Niebo zaś pokazane jest jako ogród, w którym zbawieni otrzymają wieczną młodość, wolność od bólu i chorób oraz wszystko to, czego pragną. Wśród opisów Koranu znajdziemy wzmiankę o "małżonkach bez skazy", które będą w niebie. Według tradycji chodzi o hurysy, wiecznie młode i piękne dziewice, które będą rodzić zbawionym dzieci i usługiwać im. Najwyższą nagrodą dla muzułmanina w raju będzie możliwość oglądania oblicza Allaha. Jednak o przyznaniu tej nagrody decydować może tylko sam Bóg. 6/12 Śmierć katolika Shutterstock Śmierć jest dla katolika bramą, przez którą przedostaje się on do świata, w którym mieszka Bóg. Według nauczania Kościoła po śmierci każdego czeka sąd szczegółowy przed Bogiem. Podczas tego sądu Bóg rozważy wszystkie uczynki ludzkie, w perspektywie miłości oraz swojej wiedzy i pełnej znajomości człowieka. Katechizm Kościoła stwierdza, że jedyną rzeczą, z jakiej sądził będzie Bóg, jest miłość. Sprawiedliwość Boża zostanie wymierzona, jednak nie tylko ona będzie miała znaczenie. Współcześnie podkreśla się nierozerwalną więź między sprawiedliwością Boga a jego miłosierdziem. W tym ujęciu wszystkie grzechy już zostały odpuszczone dzięki ofierze Jezusa na krzyżu. Sąd szczegółowy ma więc polegać na oskarżaniu człowieka przez szatana (nazywanego zresztą w Biblii oskarżycielem) i obronie duszy przez Jezusa. Po dokonaniu sądu dusza trafia do nieba lub czyśćca, gdzie może odpokutować swoje winy i zbliżyć się jeszcze bardziej do miłości Boga. Czyściec jest więc miejscem cierpienia, ale nie wywołanego bólem, ale zrozumieniem swojej niedoskonałości. Duszom w czyśćcu mogą pomóc ludzie na ziemi poprzez modlitwę. Sąd szczegółowy poprzedza sąd ostateczny, który ma odbyć się na końcu czasów. Wtedy nastąpi zmartwychwstanie wszystkich ludzi, a Bóg ujawni całą swoją wiedzę na temat dobra i zła, jakie istniało na świecie. Zbawieni trafią do nieba, zaś osoby potępione do piekła. Z różnych objawień znamy przerażające opisy piekła. Niemniej coraz większą popularność zdobywa pogląd, że po sądzie ostatecznym piekło pozostanie puste. To tzw. apokatastaza, czyli powszechność zbawienia. Zakłada ona, że wszyscy ludzie, a nawet szatan ostatecznie powrócą do pierwotnej jedności z Bogiem. Na temat nieba Kościół wypowiada się krótko mówiąc, że jest to "miejsce lub stan wiecznej szczęśliwości". Niektórzy teologowie sugerują, że raj miałby wyglądać jak za czasów Adama i Ewy. Inni dodają, że ludzie będą tam żyć w pełnej komunii z Bogiem i sobą nawzajem. Sama Biblia mówi jednak, że "ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało" tego, co Bóg przygotował swoim dzieciom. 7/12 Śmierć protestanta i prawosławnego Shutterstock Protestantyzm i prawosławie w kwestii śmierci nie różnią się zasadniczo od doktryny katolickiej. Poszczególne odłamy chrześcijaństwa kładą większy nacisk na różne praktyki, które mają prowadzić do zbawienia. Podstawową różnicą, która wymaga wspomnienia, jest ekskluzywizm zbawczy obecny w różnych wspólnotach na całym świecie. Chodzi o Adwentystów Dnia Siódmego, Świadków Jehowy czy darbystów. Kościoły te zakładają, że tylko one posiadają monopol na zbawienie i wykluczają wszystkich innych ludzi z możliwości dostąpienia nieba. Sytuacja ta bierze się z dosłownego rozumienia słów Apokalipsy św. Jana, w której możemy przeczytać o 144 tysiącach zbawionych. Chrześcijanie powszechnie uznają tę liczbę za symbol, jednak niektóre kościoły protestanckie przypisują jej znaczenie dosłowne. Prowadzi to do różnych patologii, wzajemnego niezrozumienia i oskarżeń o sekciarstwo. Niekiedy takie wspólnoty "wyinterpretowując" różne znaczenia z Biblii wyznaczają kolejne daty "końca świata", co w skrajnych przypadkach doprowadzało już do zbiorowych samobójstw. Z punktu widzenia historii do ekskluzywizmu zbawczego przyczynił się sam Kościół katolicki, nakładając na inne wspólnoty ( kościół prawosławny) klątwy w związku z rzekomymi odstępstwami od doktryny. Teraz podziały zasypywane są przez ruch ekumeniczny, a wzajemne klątwy już dawno zostały zdjęte. 8/12 Śmierć święta EFE/Ulises Ruiz Basurto / FORUM W Meksyku mamy do czynienia ze zjawiskiem synkretyzmu tradycyjnych wierzeń z katolicyzmem. Doprowadził on między innymi do powstania kultu "świętej śmierci". Choć Kościół oficjalnie dystansuje się do podobnych obchodów, to są one wyjątkowo popularne w Ameryce Łacińskiej. Santa Muerte przedstawiana jest jako zakapturzony szkielet kobiety z kosą w ręku, często trzymającą w ręku wagę lub kulę ziemską. Jej wyznawcy wierzą, że to właśnie "święta śmierć" rządzi całym światem i często proszą ją o wstawiennictwo w nie do końca legalnych przedsięwzięciach. Korzenie "świętej śmierci" tkwią w wierzeniach prekolumbijskich. Kult zmarłych od wieków na tamtych terenach był bardzo silny. Na nowo narodził się kilkanaście lat temu w dzielnicach biedoty. Kult łączy w sobie elementy wiary katolickiej z pradawnymi wierzeniami. Ludzie chodzą w procesjach, odmawiają różaniec modląc się jednocześnie do Maryi i śmierci. Święta śmierć patronuje handlarzom narkotyków, drobnym przestępcom czy osobom LGBT. Kościół katolicki jednoznacznie potępił wszelkie formy kultu Santa Muerte, uznając je za bałwochwalstwo. 9/12 Śmierć w nowych ruchach religijnych Shutterstock Nowe ruchy religijne podchodzą do śmierci w najróżniejszy sposób. Często łączą wątki występujące w różnych religiach w buddyzmie i chrześcijaństwie. Ujmując rzecz bardzo ogólnie, wspólnym mianownikiem bardzo wielu nowych ruchów religijnych jest odrzucenie koncepcji nieśmiertelnej duszy. W ideach typu New Age stawia się przede wszystkim na dzień dzisiejszy, indywidualizm, woluntaryzm, rozwój osobisty. Nie myśli się w kategoriach wieczności uznając, że śmierć jest ostatecznym kresem ludzkiego życia. Z podobnych założeń wywodzą się ruchy wskrzeszające tradycje średniowieczne i starożytne, jak na przykład ruch rodzimowierczy w Polsce, który kultywuje obrzędy pradawnych Słowian. Takie kościoły często same traktują swoją religię "z przymrużeniem oka", włączając się globalnie w ruch New Age i odrzucając ideę duszy. 10/12 Śmierć w nauce istock Temat z naukowego punktu widzenia budzi spore kontrowersje. Wciąż toczą się etyczne spory dotyczące momentu śmierci człowieka oraz możliwości decydowania o śmierci własnej lub innych ludzi. Budząca wiele emocji debata toczy się wokół czasu i objawów śmierci. Pytanie o te kwestie zrodziło się dzięki rozwojowi techniki. Lekarze są dziś w stanie sztucznie podtrzymywać niemal wszystkie funkcje życiowe organizmu. Kiedy kończy się więc życie? W środowisku lekarskim panuje powszechna zgoda, że o śmierci człowieka decyduje śmierć pnia mózgu. Gdy mózg umrze pozostaje jedynie ciało sztucznie utrzymywane w dobrej kondycji przez aparaturę medyczną. Po co? To kluczowy moment dla transplantologii. Czyjaś śmierć może dać nadzieję innemu człowiekowi na życie. Wciąż wielu osobom ciężko zaakceptować fakt, że choć organizm żyje podtrzymywany przez aparaturę, to śmierć człowieka już nastąpiła. Pojedyncze przypadki pomyłek lekarskich oraz odosobnione głosy krytyki ze strony etyków czy nawet grup religijnych sprawiają, że ten temat wciąż jest żywy w debacie publicznej. Problemy natury etycznej związane ze śmiercią pojawiają się również w przypadku eutanazji, kary śmierci i aborcji. Każda ze stron sporu ma ważne argumenty dotyczące powyższych problemów. Dwa skrajne stanowiska można streścić krótko. Walka toczy się pomiędzy absolutnymi zwolennikami obrony każdej cząstki życia, a osobami, które dopuszczają możliwość uśmiercania innych ludzi z różnych, często ważnych powodów. 11/12 Śmierć wokół nas Shutterstock Śmierć człowieka budzi najwięcej emocji. Jednak na problem można popatrzeć szerzej. W astronomii mówimy o śmierci gwiazd i galaktyk. Wokół nas umierają zwierzęta i rośliny. Holocaust przedstawiany jest jako śmierć humanizmu i moralności. Umierają też idee i poglądy. Czy tego chcemy, czy nie śmierć nas otacza i bez niej nie docenialibyśmy tak wartości życia. Szersze spojrzenie na problem uświadamia również, że wiara w życie po śmierci daje ludziom siłę do podejmowania decyzji heroicznych. Matka oddająca życie za dziecko, człowiek idący na śmierć zamiast nieznajomego, policjant, strażak i żołnierz oddający własne życie w obronie innych ludzi lub ojczyzny. Często ryzykujemy życie lub je poświęcamy w obronie wartości i przekonań. Te najwyższe formy poświęcenia ludzi wynikają przynajmniej z dwóch źródeł. Jednym jest miłość do bliskich, miłość do ojczyzny, walka za własne idee. Drugie źródło ofiarności to wiara w życie (nagrodę) po śmierci, lub lepszy świat wyrosły na gruncie poświęcenia życia dla jakiejś idei. 12/12 Śmierć w kulturze Jana Behr / Shutterstock Tematem śmierci zajmowali się filozofowie, psychologowie, artyści i poeci. Pisali o niej Erich Fromm, Soren Kierkegaard, William Szekspir, Lew Tołstoj, Jan Kochanowski i wielu, wielu innych. Motywy śmierci stały się elementami kultury wspólnymi dla wszystkich ludzi na całym globie. Bratobójstwo (Kain i Abel), powszechna zagłada (potop), śmierć jako kara (Sodoma i Gomora), śmierć Jezusa i tysięcy męczenników stawianych przez wieki za wzór. Metateksty kulturowe dotyczące śmierci są wszechobecne nawet w naszej podświadomości. Czy dzięki nim wiemy coś więcej o samej śmierci? Mimo setek tomów, które napisano, to z perspektywy ludzi żyjących wciąż mamy niewielką wiedzę, którą streścić można w kilku zdaniach. Każdy kiedyś umrze. Śmierć budzi lęk. Wiara daje nadzieję, że śmierć jest bramą otwierającą drogę do nowego życia. Śmierć może przynieść światu coś dobrego. Miłość może przetrwać śmierć. Data utworzenia: 23 lutego 2017 12:30 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj. Samodzielnie "wejdą ci w krew". 1. Zacznij dzień od modlitwy do Matki Bożej i lektury Biblii - brzmi banalnie, ale przyznajmy, że poranek to najgorsza część dnia. Wstawanie, budzik, budzenie dzieci, męża, pies domagający się wyjścia na zewnątrz, śniadanie, toaleta, walka o nienaganny ubiór i spóźnione autobusy.
Opublikowano: 2020-09-23 17:16: Dział: Polityka NASZ WYWIAD. O. Roman Laba: Czym się różni chrześcijańskie rozumienie braterstwa od rozumienia masońskiego Polityka opublikowano: 2020-09-23 17:16: autor: Fratria „Braterstwo w ujęciu masońskim dąży do zniesienia wszelkich granic i różnic: religijnych, narodowych, społecznych itd. Powinno ono obejmować wszystkich ludzi, niezależnie od ich wiary czy przekonań. Nieważne, czy wierzysz w Chrystusa, Buddę, Allaha czy Wisznu – ważne, że jesteś bratem. Wobec tej nadrzędnej idei wszelkie różnice religijne nabierają drugorzędnego znaczenia. Chrześcijaństwo z kolei dąży do braterstwa wszystkich ludzi, ale w Jezusie Chrystusie, ponieważ Jego uznaje za Alfę i Omegę – od którego pochodzi nasze życie, i do którego ono zmierza” – mówi paulin o. dr Roman Laba, biblista, krajowy duszpasterz rodzin na Ukrainie. Od czasu wspólnej deklaracji o ludzkim braterstwie, podpisanej w zeszłym roku w Abu Zabi przez Franciszka i wielkiego imama Al-Azhar, bardzo dużo w świecie chrześcijańskim mówi się o braterstwie. Katolicy oczekują teraz ogłoszenia nowej encykliki „Fratelli tutti”, poświęconej właśnie temu zagadnieniu. Pojawia się wiele interpretacji dotyczących owej koncepcji. Proszę Ojca, dokonał Ojciec teologicznej analizy i porównania idei braterstwa w ujęciu chrześcijańskim oraz w ujęciu masońskim, dochodząc do ciekawych wniosków. Swój wywód zaczyna jednak Ojciec od kultury starogreckiej. Dlaczego? o. dr Roman Laba: W ślad za kardynałem Josephem Ratzingerem chciałem spojrzeć na rozumienie braterstwa w środowiskach, w których narodził się Kościół. Z jednej strony był to świat kultury greckiej (czy szerzej hellenistycznej), a z drugiej świat kultury żydowskiej. Dopiero na tym tle można zrozumieć lepiej fenomen chrześcijaństwa. Otóż dla Greków braterstwo było relacją między członkami tego samego ludu, a więc rozszerzonym pokrewieństwem krwi. Braćmi nazywano też przyjaciół i było to „powinowactwo z wyboru”. To braterstwo zakreślało granice wspólnoty i obowiązki moralne wobec jej członków. Inne zasady postępowania obowiązywały wobec „braci”, a inne wobec „nie-braci”. Do tej idei w niektórych środowiskach dochodził też element religijny, tzn. obcy mógł zostać bratem poprzez wtajemniczenie. Stąd wywodzi się instytucja bractwa. A jak wyglądało to w drugiej kulturze: biblijnego Izraela? Objawienie starotestamentowe wyniosło ideę braterstwa na inny poziom. Dla Żydów bratem był ten, kto należał do Narodu Wybranego. Fundamentem tego braterstwa było przymierze zawarte z Bogiem Izraela. Wspólnota braterska była więc wspólnotą przymierza, wspólnotą wybrania. Dlatego zobowiązania etyczne Izraelitów wobec swoich rodaków różniły się od zobowiązań etycznych wobec pogan. Zarazem jednak w tradycji biblijnej Izraela istniało uniwersalne otwarcie wykraczające poza granice jednego ludu, które oparte było na wierze, że Bóg Izraela jest Bogiem całego świata. Ta sama tradycja odsyła nas do pojęcia ojcostwa. Dla Żydów Bóg jest ojcem w sposób szczególny – poprzez wybranie, którego dokonał. Dla innych jest natomiast ojcem na mocy aktu stworzenia. Zarówno dla jednych, jak i dla drugich fundamentem braterstwa pozostaje jednak ojcostwo. Jak możemy być braćmi, skoro nie mamy wspólnego ojca? Co się zmieniło w Nowym Testamencie? Jezus używał przecież pojęcia „brat” również w takim znaczeniu jak je rozumieli ówcześni Żydzi. To prawda, ale nie cała, ponieważ w Ewangeliach możemy znaleźć dwa różne ujęcia, w jakich pojawia się słowo „brat”. Z jednej strony Jezus używa tego słowa swych w mowach skierowanych do Żydów w takim znaczeniu, w którym jest ono dla nich zrozumiałe, np. w Kazaniu na Górze. Z drugiej jednak strony nazywa tak swoich uczniów, zastępując tym samym pokrewieństwo krwi pokrewieństwem ducha. Braćmi są więc członkowie wspólnoty chrześcijańskiej, których dotyczy np. „correctio fraterna”, czyli braterskie upomnienie – nie ma ono przecież sensu poza wspólnotą Kościoła. Z najpełniejszym wyrazem rozumienia przez Jezusa pojęcia braterstwa mamy do czynienia w scenie opisanej przez św. Marka: „Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką» (Mk 3, 31-35).” Zobaczmy, że zniesione zostaje tu braterstwo wynikające z pokrewieństwa krwi, a ustanowione braterstwo wynikające z pokrewieństwa ducha. Wypełnianie woli Ojca stanowi więc fundament najgłębszego pokrewieństwa z Jezusem oraz zasadę prawdziwego braterstwa. W tym samym świetle należy odczytać inny fragment z Ewangelii św. Marka, gdzie jest mowa o opuszczeniu braci według więzi ciała i stukrotnym pozyskaniu braci w wierze. Ideę braterstwa rozwija także w swych listach św. Paweł, który nadaje jej wymiar trynitarny, a więc odnosi ją nie tylko do Boga Ojca, lecz także do Ducha Świętego. Braterstwo jest więc pokrewieństwem duchowym (przez Ducha), które jednak bez Ojca nie ma sensu. A co z „braćmi najmniejszymi”, którzy pojawiają się w przypowieści Jezusa o Sądzie Ostatecznym? Mamy w niej wizję, w której ludzie nie będą sądzeni według swojej wiary, ale według swoich uczynków: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”… To fragment, który zasługuje na szczególne omówienie. Mamy w nim bowiem opis Sądu Ostatecznego nad „narodami”, po grecku: „ethne”. To odpowiednik hebrajskiego „goim”, oznaczającego gojów, czyli pogan. Tak więc owe narody („ethne”) to w ujęciu Nowego Testamentu poganie, narody pogańskie. To się pojawia także w innych księgach. Dzieje Apostolskie opisują napięcie pomiędzy członkami pierwszej gminy chrześcijańskiej a narodami („ethne”). Dla św. Pawła Apostoła przymiotnik „ethnikos” był tożsamy z przymiotnikiem „pogański”. We wspomnianej przypowieści mamy zatem opis Sądu Ostatecznego nad poganami, a więc nad osobami nie znającymi Boga Nowego Testamentu, czyli Jezusa Chrystusa. Będą oni sądzeni na podstawie swojego stosunku do „braci najmniejszych”. Kim są jednak owi „bracia najmniejsi”, po grecku: „elachistoi”? Otóż są nimi wyznawcy Chrystusa – ci, którzy pełnią Jego wolę. W tej mowie Jezus utożsamia ich wprost z samym sobą. Sąd nad poganami będzie się więc odbywał w pierwszej kolejności na podstawie ich stosunku wobec chrześcijan. Tak odczytywali ten fragment Ewangelii wielcy egzegeci, tacy jak Orygenes, św. Bazyli Wielki, św. Augustyn, św. Beda Czcigodny czy św. Tomasz z Akwinu. A jak wobec tego powinni postępować chrześcijanie wobec pogan, którzy – w tym ujęciu – nie są ich „braćmi”, ponieważ nie należą do Kościoła? Kim wobec tego są i jak ich traktować? Św. Paweł pisze, że każdy człowiek jest zaproszony do wspólnoty Kościoła, ale „bratem” jest tylko ten, kto na to zaproszenie w pełni odpowiada. Każdemu człowiekowi należy się „agape” (miłość), ale tylko bratu, czyli chrześcijaninowi należy się „filadelfia” (miłość braterska). To samo stanowisko reprezentuje św. Piotr, gdy pisze: „Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, czcijcie króla!” O różnicy, z jaką należy traktować z jednej strony chrześcijan, czyli braci, a z drugiej heretyków, pisze też św. Jan Ewangelista. Oto jego zalecenia, jak postępować wobec współwyznawców: Ty, umiłowany, postępujesz w duchu wiary, gdy pomagasz braciom, a zwłaszcza przybywającym skądinąd. Oni to świadczyli o twej miłości wobec Kościoła; dobrze uczynisz zaopatrując ich na drogę zgodnie z wolą Boga. Przecież wyruszyli w drogę dla imienia Jego, nie przyjmując niczego od pogan. Powinniśmy zatem gościć takich ludzi, aby wspólnie z nimi pracować dla prawdy (3 J 1, 5-8). Inaczej – według św. Jana – należy postępować wobec osób spoza wspólnoty Kościoła: Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go, albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów (2 J 10-11). W tym wypadku nie ma więc mowy o braterstwie. Chrześcijanin jest wezwany do tego, by miłować swoich nieprzyjaciół, nawet wybaczać swoim prześladowcom, ale nie może traktować wszystkich jak braci. Braterstwo jest zarezerwowane dla braci w Chrystusie. A kim jest wobec tego bliźni? Bliźni to człowiek, którego Bóg stawia na mojej drodze tu i teraz. Bliźni, czyli człowiek, który jest blisko mnie. Może on być moim bratem, czyli chrześcijaninem, ale może być też nie-bratem, czyli nie-chrześcijaninem. W obu przypadkach jestem tak samo zobowiązany przyjść mu z pomocą, okazywać miłość, a nawet wybaczać krzywdy. Bliźni to nie jest pojęcie abstrakcyjne. Łatwo jest mówić o swojej miłości do wszystkich ludzi, zwłaszcza tych w Afryce, których się na oczy nie widziało. Ale dopiero bliźni, którego Bóg stawia na naszej drodze, jest prawdziwym sprawdzianem chrześcijańskiej miłości. Wróćmy jednak do idei braterstwa. Jak wyglądała ona w pierwotnym Kościele? Dla Ojców Kościoła brat oznaczał po prostu chrześcijanina. Wraz z upływem wieków jednak pojęcie to zaczęło być ograniczane do życia zakonnego i braćmi nazywano już tylko mnichów. Był to rodzaj swoistego klerykalizmu, który zawęził rozumienie tego słowa, jednak jego teologiczne znaczenie jest znacznie szersze. A jak wygląda wobec tego braterstwo w ujęciu masońskim? W wolnomularstwie braterstwo dotyczy ludzi różnych religii, narodowości i poglądów, a jego urzeczywistnienie jest jednym z celów masonerii, która odwołuje się do słynnej dewizy z czasów rewolucji francuskiej: „Liberte, egalite, fraternite”. Jeden z XVIII-wiecznych iluminatów Adama Weishaupt pisał, że nauka Jezusa, jako nieodpowiednia dla naszych czasów, musi ustąpić przed nauką masońską, zaś Trójcę Świętą powinna zastąpić oświeceniowa triada: wolność, równość, braterstwo. To braterstwo nie ma jednak transcendentnego wymiaru, ponieważ pozbawione zostało wspólnego Bożego ojcostwa. Jak jednak możemy być braćmi, skoro nie mamy jednego ojca? No właśnie, jak? O ile braterstwo chrześcijańskie tworzone jest „od góry” przez Boga Ojca, o tyle braterstwo masońskie kreowane jest niejako „od dołu” i opiera się na wspólnocie pochodzenia oraz naturze wszystkich ludzi. Cel wolnomularzy, czyli urzeczywistnienie braterstwa wszystkich ludzi, jest jednak w praktyce nierealistyczny i utopijny. Braterstwo, które jednakowo dotyczy wszystkich, w rzeczywistości nie traktuje nikogo poważnie. Pokazała to rewolucja francuska, głosząca z jednej strony powszechne braterstwo wszystkich ludzi, a z drugiej posyłająca na śmierć tysiące niewinnych i bezbronnych ofiar. Jeżeli oderwiemy braterstwo od Bożego ojcostwa, to pozbawimy je prawdy absolutnej. Innymi słowy: to, co jest prawdą dla mnie, niekoniecznie musi być prawdą dla mojego brata. Na poziomie poznawczym prowadzi to do sceptycyzmu, na poziomie moralnym do relatywizmu, a na poziomie religijnym do synkretyzmu. Zacytujmy jednego ze współczesnych masonów francuskich, senatora Henriego Caillaveta, który powiedział: „Nie ma uniwersalnej moralności pochodzącej od Boga. Moralność jest nietrwała, rozwija się i nie jest transcendentna. To, co jest prawdziwe dzisiaj, jutro będzie fałszywe.” Jak wobec tego powinno się urzeczywistnić braterstwo według tej koncepcji? Braterstwo w ujęciu masońskim dąży do zniesienia wszelkich granic i różnic: religijnych, narodowych, społecznych itd. Powinno ono obejmować wszystkich ludzi, niezależnie od ich wiary czy przekonań. Nieważne, czy wierzysz w Chrystusa, Buddę, Allaha czy Wisznu – ważne, że jesteś bratem. Wobec tej nadrzędnej idei wszelkie różnice religijne nabierają drugorzędnego znaczenia. Chrześcijaństwo z kolei dąży do braterstwa wszystkich ludzi, ale w Jezusie Chrystusie, ponieważ Jego uznaje za Alfę i Omegę – od którego pochodzi nasze życie, i do którego ono zmierza. Jak mówi jeden ze współczesnych wolnomularzy hiszpańskich, wykładowca prawa dr Santiago José Castellá: „masońska idea uniwersalnego braterstwa prowadzi ku temu, iż ponad państwami oraz etnicznymi, kulturalnymi czy narodowymi różnicami istnieje wewnętrzna godność człowieka, która powinna otrzymać odpowiedź na wyzwania globalnej polityki, które różnią się w zależności od czasu”. Zauważmy, że jest to koncepcja bliska myśleniu wielu współczesnych globalistów. Oni również bardzo często opowiadają się za braterstwem, ale odciętym od transcendentnego źródła, czyli osobowego Boga. O tym podczas swej pielgrzymki do Polski w 1991 roku mówił Jan Paweł II: „w tak zwanych czasach nowożytnych, Chrystus jako sprawca ducha europejskiego (…) został wzięty w nawias i zaczęła się tworzyć inna mentalność europejska, mentalność, którą krótko można wyrazić w takim zdaniu: «Myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał«.” Jak zagubione dzieci bez ojca. Rozmawiał Grzegorz Górny Publikacja dostępna na stronie:
Gdyby zaś Arystoteles był dla chrześcijanina zbyt mało czuły i empatyczny w stosunku do cierpiących, to polecam Kratesa – około 350 lat starszego od Jezusa. Czym się różni państwo
Mimo, że chrześcijaństwo i islam są religiami monoteistycznymi, to pojęcie Boga jest w nich skrajnie różne – dowodzi w swej analizie ks. prof. François Jourdan z Instytutu Katolickiego w Paryżu. Wykazuje też wiele innych fundamentalnych różnic, np. dotyczących wolności człowieka oraz miejsca religii w społeczeństwie, z których powinni sobie zdawać sprawę zwolennicy dialogu islamie brak jest przymierza biblijnegoChrześcijanie i muzułmanie tak samo wierzą w Boga nieskończonego i dobrego, Stwórcę wszystkich rzeczy, który daje człowiekowi wolność przyjęcia lub odrzucenia Bożego planu względem niego. Jednak pojęcia te w każdej z dwóch religii przyjmują odmienny muzułmański z pewnością jest stworzycielem, lecz stworzycielem zewnętrznym, który nie stwarza człowieka na swój obraz i podobieństwo. Bóg, w jakiego wierzą muzułmanie – w przeciwieństwie do biblijnego Boga Żydów i chrześcijan – nie zawarł biblijnego przymierza z człowiekiem. Nie wszedł do historii człowieka poprzez swe przymierze i nie jest jego adamowa, nie abrahamowaWedług islamu, Adam był pierwszym prorokiem, pierwszym monoteistą (Koran 7, 172), i w związku z tym wszyscy ci, którzy później przyjęli inną religię okazali niewierność wobec pierwotnej religii oraz wrodzonej islamskiej natury. Abraham – wedle islamu – nie zerwał ze swoimi przodkami w wierze. Przyjął słowo Boże jak wielu innych wielkich proroków. Abraham, Dawid, Mojżesz i Jezus tak samo jak Mahomet mieli przyjąć słowo Boże w postaci Księgi. Z tych Ksiąg jedynie Koran, dany Mahometowi, zachował się do naszych czasów. Inne święte księgi zostały sfałszowane lub odnowiciel pielgrzymki do MekkiAbraham miał przywrócić monoteistyczny kult adamowy w świętym mieście Mekka. Lecz późniejsi pielgrzymi odwrócili się od prawdziwej wiary, stali się poganami. Mahomet nie uświęcił pogańskiego miejsca przywróceniem pielgrzymki wiernych do Mekki, natomiast odnowił je w jego pierwotnym i adamowym powołaniu. Islam jest więc pierwszą spośród wielkich religii, które wierzą w jednego Boga, pozostałe Go tylko deformują i naruszają jego prawa. W związku z tym Żydzi i chrześcijanie – w świetle islamu – są zaznaczają przy tym, że człowiek wychowany zgodnie z naruszonymi przez chrześcijaństwo zasadami „prawdziwej wiary” nie ponosi odpowiedzialności za swój błąd, dopóki nie pozna prawdy. Wówczas ma możliwość nawrócenia, może wybrać prawdziwą religię bądź ją odrzucić. Ale w ten sposób skazuje się na nie objawia siebieTrudno jest pojęcie „Religie Księgi” odnosić równocześnie do chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. W tradycji muzułmańskiej kultywowane są postacie Starego Testamentu, takie jak Abraham, Mojżesz czy Dawid, lecz ich historie i role w zasadniczych punktach różnią się od wersji znanej Żydom i chrześcijanom. Obce islamowi jest pojęcie Zbawczego Przymierza między Bogiem i ludźmi. Z punktu widzenia muzułmanina, Bóg nie objawia siebie człowiekowi, nie przyjmuje ludzkiego ciała, nie wnika w sprawy swoich stworzeń, nie mówi nic o sobie i nie jest ich nie wyjaśnia natury Boga, lecz przekazuje przepisy regulujące życie ludzi. Muzułmanie wierzą, że został on zredagowany przez samego Boga w Macierzystej Księdze, odwiecznie znajdującej się w Niebie (stąd religia „Księgi”). Żydzi i chrześcijanie dowiadują się z Księgi Wyjścia, że Bóg objawił swoje imię Mojżeszowi. W logice muzułmańskiej wydarzenie takie jest nie do przyjęcia, toteż nie pojawia się w koranicznej wersji historii proroka Mojżesza. Pojęcie partnerstwa w Zbawieniu między nieskończonym i nieskończenie transcendentnym Bogiem i człowiekiem jest dla muzułmanów absurdem, nie mówiąc już o Bogu wybierającym ludzki los.„Bóg prowadzi i gubi kogo chce”Mimo, że człowiek może zasłużyć na potępienie lub „zbawienie”, przyjmując lub odrzucając Słowo Allaha, to nie ma zapewnionej takiej wolności, jaką gwarantuje mu judaizm bądź chrześcijaństwo. W czternastej surze Koranu zdanie „Allah gubi kogo chce i prowadzi kogo chce” dotyka kwestii islamu do wolnej woli człowieka pozostaje enigmatyczne, a staje się całkiem problematyczne w jego politycznej perspektywie. „Szariat”, na Zachodzie postrzegany jako zbiór praw wyznaczonych wiarą muzułmańską, tłumaczy się dosłownie jako „droga do wodopoju, droga do poszanowania prawa [Bożego]”.„Szariat” reguluje zarówno prywatne jak i publiczne wymiary ludzkiego życia – nie pozostawia wyborów moralnych sumieniu człowieka i jego wolnej woli. Jest to sfera ściśle regulowana, na straży której stoi także władza polityczna. W związku z tym muzułmanin, chcąc żyć pełnią swojej wiary, najlepiej aby mieszkał w kraju rządzonym przez teokracjiPrzesłanie Chrystusa pozostaje jasne: „Królestwo moje nie jest z tego świata”, zatem chrześcijaństwo – w zdecydowanej opozycji do islamu – opowiada się za autonomią sfery religijnej i politycznej. Natomiast Mahomet był nie tylko przywódcą religijnym, ale także dowódcą wojskowym i skutecznym żyjący w krajach w większości muzułmańskich winni zatem podlegać prawu szariat. Jedynym wyjątkiem są obcokrajowcy czasowo przebywający na terenie muzułmańskiego kraju, ale pod warunkiem przestrzegania praw muzułmańskich przeznaczonych dla nie-muzułmanów. Nie mają ani takich samych praw, ani takich samych obowiązków jak muzułmanie. Jeśli jednak chcieliby odmienić swój los i być pełnoprawnymi obywatelami, mogą w każdej chwili zostać na „zakręcie” swej historiiRóżnice istniejące miedzy chrześcijaństwem a islamem – większe niż zwykło się uważać – nie uniemożliwiają jednak dialogu miedzy tymi religiami. Należy je jednak brać pod uwagę, aby dialog ten był rzeczywistym, w relacji do bliźniego takiego, „jakim on jest”.Można przewidywać, że w najbliższych latach czy dziesięcioleciach „islam zostanie poddany próbie wolności”. Dzięki coraz skuteczniejszym sposobom komunikowania się ze współczesnym światem i innymi religiami, muzułmanie będą musieli postawić sobie wiele pytań w związku ze swoją religią i jej miejscem w społeczeństwie oraz stosunkiem do polityki. Możliwa jest ewolucja islamu, zarówno w kierunku jego radykalizacji jak i przyjęcia pewnych reguł istnienia religii w nowoczesnym świecie, wobec czego muzułmanie są opóźnieni o kilka wieków.*****Ks. prof. François Jourdan wykłada islamologię w Instytucie Katolickim w Paryżu i w Instytucie Katolickim w Tuluzie. Przez 10 lat pełnił funkcję delegata diecezji paryskiej do kontaktów z islamem. Jest autorem wielu książek poświęconych relacjom między muzułmanami i chrześcijanami, w tym „Islam a chrześcijaństwo”, éditions du Toucan, Paryż Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju (Iz 9,5). • Mówi nasz Odkupiciel, na imię Mu Pan Zastępów, Święty Izraela (Iz 47,4). • Bo bierzecie imię od Miasta Świętego i opieracie się na Bogu Izraela, którego imię jest Pan Zastępów (Iz 48,2). • Lecz Ja jestem Pan, twój Bóg {"type":"film","id":124613,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Kod+da+Vinci-2006-124613/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Kod da Vinci 2006-05-19 23:07:12 i to nie chodzi o te całe teorie na temat żony i dzieci, ale o to że kwestoinowało się boskość Jezusa Chrystusa! Kim jest ten cały Dan Brown, nauczyciel amerykańskich nastolatków, aby negować naszą wiarę? Film dobry dla właśnie amerykańskich gówniarzy, nie dla ludzi rozumnych! annazc "W tym zdaniu jest błąd logiczny- jeżeli należysz do KK i piszesz to zdanie, to tym samym dajesz dowód, że KK nie poropaguje TYLKO ciemnoty- jest przynajmniej jedna osoba, która propaguje jasność-ty."Pisząc o kościele mam na myśli instytucję, nie ogół wiernych. A ona jaka jest, wszyscy widzą. Poza tym, ja już prawdopodobne niedługo będe cokolwiek swoją osobą popierał czy propagował. "To naprawdę dziwne, że pozostajesz tak niewzruszony w stosunku do fikcji obracającej w puch dogmaty Twojej wiary, ale z powodu zachowania LUDZI potrafisz wyrzec się ciała i krwi swojego Boga."Nigdzie nie napisałem, że wyrzeknę się wiary. Wierzyć w Boga można też nie będąc katolikiem, ani nawet chrześcijanienm. Nie jestem w ogóle zwolennikiem silnego zinstytucjonalizowania wiary, mnożenia zakazów, nakazów i interpretacji wiary przez ludzi. Hierarchowie, a więc ludzie, ustalają sobie coś, jakieś prawa swojej instytucji i wszyscy wierzący mają to przyjąć, że to wola boża lub coś podobnego. Nie zgadzam się z czymś takim - robię, mówię i myślę wiele rzeczy, które pewnie według kościoła sa grzeszne, plugawe i w ogóle czynią ze mnie bezbożnika, ale ja mam przekonanie, że żyję w zgodzie ze sobą i z Bogiem. A tym bardziej nie będą mi narzucać swoich poglądów ludzie, którzy nie cieszą się moim szacunkeim i co do religijności których mam poważne wątpliwości. A ta wielce obrazoburcza fikcja w żaden sposób niczego w puch nie obraca. Po prostu jest, a co z nią zrobią ludzie, jak do niej podejdą i jak ją ocenią - to dopiero może sprawić, że wywrze ona jakiś skutek. A to już zupełnie inna sprawa."Czy do tych "grzechów" doliczasz takze swoje pzrewinienia?? Bo musze cię uswiadomić, ze dopóki jesteś w KK to obciażasz go tak samo jak i duchowni."Póki wciąż jestem w kościele - tak, uznaję, że kościół uważa pewne moje postępki za grzech i w tym sensie obciążam go nimi. Ale widzisz, właśnie dlatego jestem blisko zerwania z kościołem, bo ja nie uważam za grzech wielu rzeczy, z których teoretycznie mam obowiązek się spowiadać. Nie mam zamiaru obwiniać się i potępiać za coś, co uważam za dobre. A co do grzechów duchownych - jako Ci, którzy roszczą sobie prawo do osądzania nas i mówienia nam co jest dobre a co złe, powinni świecić przykładem a robią dokładnie coś odwrotnego."I jeżeli z wolnej woli jest w kościele to znaczy, że z wolnej woli pzryjmuje autorytet duchownych. Proste?"Tak, proste. Dlatego, żeby wszystko było ok, myślę poważnie nad wypisaniem się. Bo dla mnie duchowni katoliccy (a raczej ich większość)nie są autorytetem. I żeby było jasne - z wolnej woli się w kościele nie znalazlem, tylko mnie ochrzczono jak robiłem w pieluchy i nie mogłem zaprotestować. Dwight_ "Nigdzie nie napisałem, że wyrzeknę się wiary. Wierzyć w Boga można też nie będąc katolikiem, ani nawet chrześcijanienm." A ja nigdzie nie napisałam, ze sie jej wyrzekasz, kotku. Napisałam tylko, ze wyrzekasz się CIAŁA I KRWI BOGA. "A ta wielce obrazoburcza fikcja w żaden sposób niczego w puch nie obraca. Po prostu jest, a co z nią zrobią ludzie, jak do niej podejdą i jak ją ocenią - to dopiero może sprawić, że wywrze ona jakiś skutek. "W pewnym sensie masz rację- nie można napisac, że winą ksiązki jest, że odwraca ludzi od wiary, bo to czy się odwrócą czy nie to już ich wybór. Ale niezależnie od tego wyboru książka ta KWESTIONUJE dogmaty."Póki wciąż jestem w kościele - tak, uznaję, że kościół uważa pewne moje postępki za grzech i w tym sensie obciążam go nimi."Ale ja Cię wcale o to nie pytam. NIe pytam cię o grzechy, które KOŚCIÓŁ uważa za grzech. "A co do grzechów duchownych - jako Ci, którzy roszczą sobie prawo do osądzania nas i mówienia nam co jest dobre a co złe, powinni świecić przykładem a robią dokładnie coś odwrotnego."Duchowni nie roszczą sobie prawa do osądzania nikogo. ("nie sądźcie abyście nie byli sadzeni"). Ideałem KOścioła jest w sytuacja, w której duchowni POWTARZAJĄ PO JEZUSIE co jest dobre a co złe. Jednak ludzie są tylko ludźmi i popełniają błędy. To jednak, że nie zawsze realny KOściół dorównuje idei KOścioła Chrystusowego nie kwestionuje jego ważności, prawdziwości i konieczności trwania w nim. CZyżbyś sądził, ze KOściół tworzony pzrez ludzi ma szanse być idealny???"Bo dla mnie duchowni katoliccy (a raczej ich większość)nie są autorytetem."Och, źle się wyraziłam. Dla mnie większoś duchownych również nie jest autorytetem. Autrytetem w spawach wiary jest KOściół, a duchowni ( w sprawach wairy) POWINNI być "ustami KOścioła". I kiedy nimi są, to powinni być autorytetem dla wiernych.. annazc "A ja nigdzie nie napisałam, ze sie jej wyrzekasz, kotku. Napisałam tylko, ze wyrzekasz się CIAŁA I KRWI BOGA."A możesz mi wyjaśnić w jaki sposób? "W pewnym sensie masz rację- nie można napisac, że winą ksiązki jest, że odwraca ludzi od wiary, bo to czy się odwrócą czy nie to już ich wybór. Ale niezależnie od tego wyboru książka ta KWESTIONUJE dogmaty."No i co z tego? Może sobie kwestionować, jak chce. Nie mam zamiaru prowadzić krucjat przeciwko tym, którzy uważają inaczej, bo to nijak w moją wiarę nie uderza."Ale ja Cię wcale o to nie pytam. NIe pytam cię o grzechy, które KOŚCIÓŁ uważa za grzech"A o jakie? Innych raczej na sumieniu nie mam..."Duchowni nie roszczą sobie prawa do osądzania nikogo. ("nie sądźcie abyście nie byli sadzeni"). Ideałem KOścioła jest w sytuacja, w której duchowni POWTARZAJĄ PO JEZUSIE co jest dobre a co złe. Jednak ludzie są tylko ludźmi i popełniają błędy. To jednak, że nie zawsze realny KOściół dorównuje idei KOścioła Chrystusowego nie kwestionuje jego ważności, prawdziwości i konieczności trwania w nim. CZyżbyś sądził, ze KOściół tworzony pzrez ludzi ma szanse być idealny???"Nie, nie sądzę tak i dlatego moim ideałem wiary jest taka, która pozostaje między mną a Bogiem, bo każda forma pośredniczenia przez ludzi wypacza taki kontakt. A fakt, że kościól realny nie dorównuje kościołowi Chrystusa właśnie bardzo kwestionuje jego sens. A przynajmniej kwestionuje tak mocny jego wpływ na wierzących, tak silne zinstytucjonalizowanie religii."Autrytetem w spawach wiary jest KOściół, a duchowni ( w sprawach wairy) POWINNI być "ustami KOścioła". I kiedy nimi są, to powinni być autorytetem dla wiernych.."Racja, kiedy nimi są, ale są bardzo rzadko. Bo owymi "ustami kościoła" nie powinni być tylko przez nauczanie, ale przez dawanie świadectwa swoim postępowaniem. A z tym jest kiepsko. Dwight_ "A możesz mi wyjaśnić w jaki sposób?"Odchodząc z kościoła, w którym te "specjały" są udzielane."A o jakie? Innych raczej na sumieniu nie mam... "Heeej no teraz pzreszedłeś sam siebie. Przecież sam mówisz, że masz inne pojęcie na temat grzechu niż kościół. Ja np. nie uważam aby moje nieuznawanie kultu świętych było grzechem. Nie spowiadam się z tego i gdyby ktoś mnie zapytał, jakie grzechu "dodaję" do bagażu kościoła, nie wymieniłabym tego. A ty nie potrafisz posługiwać się SWOIM wyczuciem gzrechu?"Nie, nie sądzę tak i dlatego moim ideałem wiary jest taka, która pozostaje między mną a Bogiem, bo każda forma pośredniczenia przez ludzi wypacza taki kontakt. "Myślisz, że ty sam, jako osoba grzeszna, tego kontaktu nie wypaczasz? Albo zgodzimy się, że zawsze nasz kontak z Bogiem jest nieidealny albo nie mamy o czym gadać."A fakt, że kościól realny nie dorównuje kościołowi Chrystusa właśnie bardzo kwestionuje jego sens."Możesz to ajkoś aurgumentować? Przecież Jezus zakładając KOściół musiał wiedzieć (bo znał ludzi) że zawsze będą w nim grzechy i gzreszki. A mimo to założył go."Bo owymi "ustami kościoła" nie powinni być tylko przez nauczanie, ale przez dawanie świadectwa swoim postępowaniem. "Buhahahahahahahahaha. Lekarz ma leczyć, a nie być okazem zdrowia. Jezeli od ksieży wymagamy, żeby byli wzorem to TEGO SAMEGO musimy wymagać od samych siebie annazc "Odchodząc z kościoła, w którym te "specjały" są udzielane."Cóż, jeśli zrezygnuję w ogóle, to będę się widocznie musiał z tym pogodzić. "Heeej no teraz pzreszedłeś sam siebie. Przecież sam mówisz, że masz inne pojęcie na temat grzechu niż kościół. (...) A ty nie potrafisz posługiwać się SWOIM wyczuciem gzrechu?"Potrafię, ale za bardzo wiem, czego ode mnie wymagasz. Czy popełnianie którychś z siedmiu grzechów głównych to satysfakcjonująca odpowiedź? Nie żyję w "czystości" i łamię zakazy i nakazy kościoła w tej kwestii. I jakoś nie mam poczucia, że popełniam przeciwko komukolwiek jakiś tym - napiszę ogólnikowo - mam inny światopgląd na temat różnych rzeczy, które kościół też odsądza od czci i wiary, ale póki co osobiście do tego ręki nie przykładam, choć nie wiem czy kiedyś to nie nastąpi w ten czy inny sposób (np. głosując za czymś)."Ja np. nie uważam aby moje nieuznawanie kultu świętych było grzechem. Nie spowiadam się z tego i gdyby ktoś mnie zapytał, jakie grzechu "dodaję" do bagażu kościoła, nie wymieniłabym tego."A wolno spytać, czy gdyby ksiądz na spowiedzi uznał za stosowne się dopytać akurat o to i stwierdziłby, że to grzech i masz się dziecko pokajać, to co byś zrobiła?"Myślisz, że ty sam, jako osoba grzeszna, tego kontaktu nie wypaczasz? Albo zgodzimy się, że zawsze nasz kontak z Bogiem jest nieidealny albo nie mamy o czym gadać."Myślę, że im więcej pośredników, tym bardziej jest to kontakt wypaczony. "Możesz to ajkoś aurgumentować? Przecież Jezus zakładając KOściół musiał wiedzieć (bo znał ludzi) że zawsze będą w nim grzechy i gzreszki. A mimo to założył go."Ale nie uważam np. by to, czego dopuszczał się kościół w przeszłości, zasługiwało na rozgrzeszenie tylko z racji tego, że był kościołem i nie uważam też, żebym dziś widząc to co robi kościoł, musiał uznać konieczność jego istnienia, jego doniosłą misję i się mu podporzadkować. Wątpię też, by się to co robią ludzie kościoła podobało Bogu, choć sam ten kościół założył. Człowieka też stworzył, a potem zgładził tych w Sodomie i Gomorze, a innych potopił więc - jak widać - sam nie uznaje swojego dzieła za nietykalne. "Buhahahahahahahahaha. Lekarz ma leczyć, a nie być okazem zdrowia. Jezeli od ksieży wymagamy, żeby byli wzorem to TEGO SAMEGO musimy wymagać od samych siebie"A może inne porównanie, skoro tak je lubisz - jak nauczyciel w szkole może dziecko czegokolwiek nauczyć (i wymagać od niego potem wiedzy) jak sam nic nie wie? Ksiądz mieni się przewodnikiem duchowym i jeśli wymaga jakiegoś postępowania od innych, to nie może swoją osobą i swoim zachowaniem przeczyć temu, co stara się ludziom wpoić. Dwight_ "Cóż, jeśli zrezygnuję w ogóle, to będę się widocznie musiał z tym pogodzić. "Osobiście radziłabym Ci zmienić zamiar. Sam chyba widzisz, że "gra jest warta swieczki", a Bóg chyba nie lubi, gdy odrzuca się Jego dary. (znasz pzrypowiesć o talentach?)"Potrafię, ale za bardzo wiem, czego ode mnie wymagasz. Czy popełnianie którychś z siedmiu grzechów głównych to satysfakcjonująca odpowiedź? Nie żyję w "czystości" i łamię zakazy i nakazy kościoła w tej kwestii. I jakoś nie mam poczucia, że popełniam przeciwko komukolwiek jakiś występek. Poza tym - napiszę ogólnikowo - mam inny światopgląd na temat różnych rzeczy, które kościół też odsądza od czci i wiary, ale póki co osobiście do tego ręki nie przykładam, choć nie wiem czy kiedyś to nie nastąpi w ten czy inny sposób (np. głosując za czymś). "Ojej, człowieku. Ujeżdżasz po tym kosciele jak nie wiem... żeby go krytykować stosujesz swój system wartości. Dobrze. Póki co jednak ty również jestes w tym kościele wiec mógłbyś sie zastanowić równiez nad swoim postępowaniem, jeżeli tyle czasu zajmuje ci opieprzanie książy. To chyba będzie po chrześcijańsku, nie?"A wolno spytać, czy gdyby ksiądz na spowiedzi uznał za stosowne się dopytać akurat o to i stwierdziłby, że to grzech i masz się dziecko pokajać, to co byś zrobiła? "Oj, obawiam się, ze nie wolno spytać.:)Ksiądz nie stwierdziłby, że to grzech, tak poza tym....:)"Ale nie uważam np. by to, czego dopuszczał się kościół w przeszłości, zasługiwało na rozgrzeszenie tylko z racji tego, że był kościołem "MOże rozgrzeszanie zostaw Bogu, co?A tak poza tym, czy CIebie ktoś ocenia za postępki Bolesława Śmiałego?"nie uważam też, żebym dziś widząc to co robi kościoł, musiał uznać konieczność jego istnienia, jego doniosłą misję i się mu podporzadkować. "NIe podporzadkowujesz sie Kościołowi, tylko Jezusowi:Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie». Trzeba dużej odwagi żeby kłócić się Bogiem na temat słuszności Jego poczynań, nie?"A może inne porównanie, skoro tak je lubisz - jak nauczyciel w szkole może dziecko czegokolwiek nauczyć (i wymagać od niego potem wiedzy) jak sam nic nie wie? Ksiądz mieni się przewodnikiem duchowym i jeśli wymaga jakiegoś postępowania od innych, to nie może swoją osobą i swoim zachowaniem przeczyć temu, co stara się ludziom wpoić."To porównanie jest złe. Dziecku nie moze pzreszkadzać, że nauczyciel matematyki licząc w domu rachunki wali byk na byku. Ważne, by DOBRZE NAUCZYŁ SWOJEGO PODOPIECZNEGO. Może mylić się w prywatnym życiu i TO NIE ZMIENIA JEGO WARTOŚCI JAKO NAUCZYCIELA!!!"jak nauczyciel w szkole może dziecko czegokolwiek nauczyć (i wymagać od niego potem wiedzy) jak sam nic nie wie?"NAjpierw musisz udowodnić, ze księża nic nie wiedzą. BO to jest jakaś nowość. Jak na razie to byliśmy przy tezie, że wiedzą , ale sami się do tego nie stosują. annazc "Osobiście radziłabym Ci zmienić zamiar. Sam chyba widzisz, że "gra jest warta swieczki", a Bóg chyba nie lubi, gdy odrzuca się Jego dary. (znasz pzrypowiesć o talentach?)"Jeśli nie mogę przyjmować tego daru jednocześnie nie będąc związanym instytucją kościoła z ludźmi, z którymi w ważnych sprawach się nie zgadzam i których nie poważam, to trudno by mi było czuć się porządnym katolikiem. Albo przyjmujemy coś z dobrodziestwem inwentarza i przymykamy oczy na to, co nam się nie podoba, albo to co nam się nie podoba, nie podoba się tak bardzo, że nie bierzemy nic. Skoro według religii, do której należę, muszę przed przyjęciem komunii wyspowiadać się z rzeczy, których nie uważam za złe, skoro mam żałować czegoś, w co głęboko wierzę, że jest dobre i słuszne, to jest to dość niekomfortowa sytuacja, chyba przyznasz?"Ojej, człowieku. Ujeżdżasz po tym kosciele jak nie wiem... żeby go krytykować stosujesz swój system wartości. Dobrze. Póki co jednak ty również jestes w tym kościele wiec mógłbyś sie zastanowić równiez nad swoim postępowaniem, jeżeli tyle czasu zajmuje ci opieprzanie książy. To chyba będzie po chrześcijańsku, nie?"A jaki system wartości mam stosować? Póki co jestem i przyglądam się sobie, bez obaw i księży mam prawo opieprzać."Oj, obawiam się, ze nie wolno spytać.:)Ksiądz nie stwierdziłby, że to grzech, tak poza tym....:)"Oj, tego nie wiesz, czy by tak nie stwierdził. Różni są księża. Gdyby znalazł się taki, który nie chciałby dać Ci rozgrzeszenia, to ciekaw jestem co byś zrobiła. No ale spoko, nie dopytuję się, bo to sprawa twoja i twojego sumienia."MOże rozgrzeszanie zostaw Bogu, co? A tak poza tym, czy CIebie ktoś ocenia za postępki Bolesława Śmiałego?"Złe słowo - nie rozgrzeszać, a usprawiedliwiać, tak zwyczajnie po ludzku. A skoro sugerujesz, że dzisiejszy kościół nie ma z tamtym nic wspólnego, to czemu Jan Paweł II przepraszał za jego czyny?"Trzeba dużej odwagi żeby kłócić się Bogiem na temat słuszności Jego poczynań, nie?"Nie kłócę się, pokazuję tylko, że także o dziele bożym można dyskutowac i można oceniać ludzi, kościoł po swojemu. "To porównanie jest złe. Dziecku nie moze pzreszkadzać, że nauczyciel matematyki licząc w domu rachunki wali byk na byku."Nie wiem czy to jest dobry wzór do naśladowania. To tak jak ktoś mówi dziecku - rób to, nie rób tego, bo to jest be, a sam zachowuje się inaczej."NAjpierw musisz udowodnić, ze księża nic nie wiedzą. BO to jest jakaś nowość. Jak na razie to byliśmy przy tezie, że wiedzą , ale sami się do tego nie stosują."Nie wiem, czy to nie gorzej. Skoro wiedzą, że nie wolno, a traktują to tak niepoważnie, że zachowują się inaczej, to jak tu mieć do takiego szacunek w momencie gdy naucza? Dwight_ Jeśli nie mogę przyjmować tego daru jednocześnie nie będąc związanym instytucją kościoła z ludźmi, z którymi w ważnych sprawach się nie zgadzam i których nie poważam, to trudno by mi było czuć się porządnym katolikiem. Albo przyjmujemy coś z dobrodziestwem inwentarza i przymykamy oczy na to, co nam się nie podoba, albo to co nam się nie podoba, nie podoba się tak bardzo, że nie bierzemy nic. Skoro według religii, do której należę, muszę przed przyjęciem komunii wyspowiadać się z rzeczy, których nie uważam za złe, skoro mam żałować czegoś, w co głęboko wierzę, że jest dobre i słuszne, to jest to dość niekomfortowa sytuacja, chyba przyznasz? "Tak, przyznam. Bo uczciwość jest bardzo ważną rzeczą...:) "MOże rozgrzeszanie zostaw Bogu, co? A tak poza tym, czy CIebie ktoś ocenia za postępki Bolesława Śmiałego?" Złe słowo - nie rozgrzeszać, a usprawiedliwiać, tak zwyczajnie po ludzku. A skoro sugerujesz, że dzisiejszy kościół nie ma z tamtym nic wspólnego, to czemu Jan Paweł II przepraszał za jego czyny?"Nie sądzę, aby ten uczynek JPII miał jakiś większy sens. Raczej należy go rozumieć jako PRZYZNANIE (ale nie "przyznanie się") RACJI TYM, KTÓRZY PEWNE ELEMENTY W HISTORII KK UWAŻALI ZA ZŁE. Jakgdyby powiedzenie: tak, macie racje, przykro nam, ze coś takiego się zdarzyło. Ale nie będę tu stać twardo przy tej opini- ne jestem Janem Paweł II- nie uważam, że mam wyłączne prawo do interpretacji jego słów. W kazdym razie- ja bym nie przepraszała. " Nie kłócę się, pokazuję tylko, że także o dziele bożym można dyskutowac i można oceniać ludzi, kościoł po swojemu. "Można, ja robię to parę razy dziennie. Ale to nie zmienia faktu, że KK jest potrzebny. Pisząc, że kłócisz się, nie miałam na myśli tego, że krytykujesz (ja też to robię!) ale że odchodzisz." Nie wiem czy to jest dobry wzór do naśladowania. To tak jak ktoś mówi dziecku - rób to, nie rób tego, bo to jest be, a sam zachowuje się inaczej. "To jest nasza dola- jesteśmy gzreszni i nie będziemy idealni. Ale nie mozna powiedzieć, ze sa ludzie którzy nie mają parwa do nauczania o właściwym postępowaniu tylko dlatego, ze sami postepują źle."NAjpierw musisz udowodnić, ze księża nic nie wiedzą. BO to jest jakaś nowość. Jak na razie to byliśmy przy tezie, że wiedzą , ale sami się do tego nie stosują." Nie wiem, czy to nie gorzej. Skoro wiedzą, że nie wolno, a traktują to tak niepoważnie, że zachowują się inaczej, to jak tu mieć do takiego szacunek w momencie gdy naucza?"Ależ nikt ci nie każe szanować!!!(tzn. powinenes szanować jako człowieka). Musisz (jeżeli jesteś katolem) po prostu uznać, ze w sparwach wiary i moralności ten ktoś nie mówi OD SIEBIE tylko OD BOGA. annazc "Nie sądzę, aby ten uczynek JPII miał jakiś większy sens. Raczej należy go rozumieć jako PRZYZNANIE (ale nie "przyznanie się") RACJI TYM, KTÓRZY PEWNE ELEMENTY W HISTORII KK UWAŻALI ZA ZŁE. Jakgdyby powiedzenie: tak, macie racje, przykro nam, ze coś takiego się zdarzyło. Ale nie będę tu stać twardo przy tej opini- ne jestem Janem Paweł II- nie uważam, że mam wyłączne prawo do interpretacji jego słów. W kazdym razie- ja bym nie przepraszała."To zdanie o pewnych elementach, które coś tam... to chodzenie w kółko wokół powiedzenia wprost, że kościół ma na sumieniu zbrodnie. Ja też nie wiem co miał dokładnie JPII na myśli, ale sądzę, że miał odwagę przyznać właśnie to. "Można, ja robię to parę razy dziennie. Ale to nie zmienia faktu, że KK jest potrzebny. Pisząc, że kłócisz się, nie miałam na myśli tego, że krytykujesz (ja też to robię!) ale że odchodzisz."Po pierwsze - jeszcze nie odszedłem, po drugie - jeśli nawet odejdę z kk, to nie wykluczam że zwiażę się z protestantyzmem, który jest bliższy moim wyobrażeniom o religii, a po trzecie - jeśli w ogóle zrezygnuję z udziału w jakichkolwiek organizacjach religijnych, to nie przetanę wierzyć w Boga."To jest nasza dola- jesteśmy gzreszni i nie będziemy idealni. Ale nie mozna powiedzieć, ze sa ludzie którzy nie mają parwa do nauczania o właściwym postępowaniu tylko dlatego, ze sami postepują źle."Jakoś w przypadku kościoła jestem na to bardziej wyczulony, skoro są to ludzie, którzy przekazują nam słowo boże."Ależ nikt ci nie każe szanować!!!(tzn. powinenes szanować jako człowieka). Musisz (jeżeli jesteś katolem) po prostu uznać, ze w sparwach wiary i moralności ten ktoś nie mówi OD SIEBIE tylko OD BOGA."Wątpię by wszystkie ich wypowiedzi na temat moralności miały z nią cokolwiek wspólnego. Dwight_ "To zdanie o pewnych elementach, które coś tam... to chodzenie w kółko wokół powiedzenia wprost, że kościół ma na sumieniu zbrodnie. Ja też nie wiem co miał dokładnie JPII na myśli, ale sądzę, że miał odwagę przyznać właśnie to." instytucja starsza niż USA (chociaz Usa też) ma na swoim koncie orgromne zbrodnie. Nie ma wokół czego kręcić, to pod względem ilości zbrodni, to np. w porwównaniu z protestantami i tak KK wypada nieźle.(od razu mówię, że mi równiez blizej do protestantów, więc nie nie jestem stronnicza) annazc " instytucja starsza niż USA (chociaz Usa też) ma na swoim koncie orgromne zbrodnie. Nie ma wokół czego kręcić, to proste."Zgadzam się."Ale pod względem ilości zbrodni, to np. w porwównaniu z protestantami i tak KK wypada nieźle. (od razu mówię, że mi równiez blizej do protestantów, więc nie nie jestem stronnicza)"Zaciekawiłaś mnie. Myślałem, że to katolicy tępili protestantów, kogóż to więc tak mocno tępili ci drudzy skoro mają na sumieniu więcej zbrodni? I od razu zaznaczam, że pytam poważnie, bo zwyczajnie nie wiem i w moim pytaniu nie kryje się żaden niecny zamiar ;)I jeszcze jedno pytanie, też bez żadnych podtekstów. Mówisz, że bliżej ci do protestantów, gdzieś niżej zauważyłem, że napisałaś, że nie jesteś katoliczką. Mogę więc spytać jakiego jesteś wyznania? Tak ze zwykłej ciekawości :) Dwight_ No tak- zaczynając od tyłu. Mój ulubiony pisarz Lewis (ten od "Opowieści z Narni") sławny pisarz chzreścijański był anglikaninem. Jednak ksiażki które pisał miały być raczej wstępem do chrześcijaństwa ("Chrześcijaństwo po prostu", "Rozważania o chzreścijaństwie", "Cztery miłości" itd.).Ja sie zgadzam z każdym jego słowem..:) BYł to w ogóle człowiek szalenie inteligentny, super slyt pisania, taki błyskotliwy... w ogóle uwielbiam go...:)Ale on kwestie NIEZGODNOŚCI między poszczególnymi wyznaniami po prostu pomija. Pisał dla ateistów (sam uwierzył w wieku dorosłym) lub po prostu chrześcijan...:)Więc ja po prostu jestem chrześcijanką.....CO do zbrodni protestantów:1. Palenie na stosie czarownic- to właśnie domena protestanckich Niemiec i Anglii. LIczb dokładnych ci teraz nie podam (moge później) ale czarna legenda czarownic objęła ZUPEŁNIE NIESŁUSZNIE Inkwizycję!!!2. Ludność Ameryki Północnej- zauważmy, że w Południowej kolonizowanej pzrez katoli (Portugalczyków i Hiszpanów) ludnoś c autochtoniczna uchowała sie! Powstawały mieszane małzeństwa, nie istniały rezerwaty. Co innego na Północy- tam ludność praktycznie wytępino3. Krwawa Mary (królowa angielska) w rozpaczliwym akcie pzrywracania katolicyzmu spaliła na stosie ponad 200 później Elżbieta I- ponad 800 katoli. Dwight_ i jeszcze jedno, coś mi sie popsuło i za cholerę nie mogę Ci odpowiedzieć pod twoją wypowiedzią --24 maja 2006 16:15--- ale moja odpowiedź brzmi-tak.:) Dwight_ ((("Ależ nikt ci nie każe szanować!!!(tzn. powinenes szanować jako człowieka). Musisz (jeżeli jesteś katolem) po prostu uznać, ze w sparwach wiary i moralności ten ktoś nie mówi OD SIEBIE tylko OD BOGA." Wątpię by wszystkie ich wypowiedzi na temat moralności miały z nią cokolwiek wspólnego.)))Muszę coś jeszcze napisać....:) taka postawa wydaje mi się być UCZCIWA (jestem pzrewrażliwiona na tym punkcie). Jeżeli ktoś uwaza, że duchowni nie mówią prawdy o Bogu, to powienien po prostu odejśc z KOścioła i szukać parwdy gdzie moje posty dotyczyły innej postawy. Postawy nieuczciwej. Człowieka, który uważa się za katolika ale równocześnie twirdzi, ze KK nie moze mu doradzać np. w doborze lektur. Człowiek ten jest jak (porównanie :) ) pacjent, który z własnej woli idzie do lekarza po to, by później oburzonym głosem wołać- "co to za porządki! nie będzie mi jakiś palant w kitlu gadał, jak mam się odżywiać!" annazc "Muszę coś jeszcze napisać....:) taka postawa wydaje mi się być UCZCIWA (jestem pzrewrażliwiona na tym punkcie). Jeżeli ktoś uwaza, że duchowni nie mówią prawdy o Bogu, to powienien po prostu odejśc z KOścioła i szukać parwdy gdzie indziej."Dlatego piszę to co piszę. Oficjalanie wciąż jestem katolikiem, ale jak wspominałem, chyba już nie za długo... W sumie jestem dość blisko decyzji o wstąpieniu do protestantów. Bliższy niż calkowitemu zerwaniu z religią. Ale tak czy inaczej to poważna decyzja i jeszcze nie zdecydowałem się na żaden krok. Dlatego choć należę do KK, pozwalam sobie na różne uwagi pod jego adresem, bo jestem raczej blisko wyjścia. Cortes ocenił(a) ten film na: 8 Dwight_ Jak widac po komentarzach ksiazka i film zdecydowanie nie dla dzieci i ludzi z ciemnogrodu... Jak czytam niektore texty to plakac mi sie chce, ze tacy ludzie istniaja...Ale nie ma sensu kontynuowac tego watku, wiec skupie sie na filmie. Ksiazka duzo fajniejsza, w filmie wszystko dzieje sie bardzo szybko, a przy rozwiazywaniu kodow mozna samemu pokombinowac jak sie czyta :)) Ksiazka w porownaniu do filmu byla mroczniejsza i bardziej tajemnicza. Podobala mi sie gra aktorow, swietnie dobranych do rol. Sophie, Langdona czy Fache'a praktycznie dokladnie tak sobie wyobrazalem. Tylko zdecydowanie inaczej Sylasa jako bardziej przypakowanego, ale robil wrazenie. Kilka trickow bylo, ze az sie przestraszylem ;)Film ocenilem na 8/10 nie zasluguje na wiecej, ale to dobre kino w swojej kategorii. ekranizacja "Aniolow i demonow" planowana na przyszly rok moze byc lepsza, bo sama ksiazka jest lepsza i na szczescie nie ma wokol niej takiego dumu. Zupelnie zraszta dla mnie nie zrozumialego. A juz, ze osoby publiczne, kosciol bierze w tym udzial to sie w glowie nie miesci...Ja rozumiem, dlaczego na Bialorusi Lukaszenka zakazal wyswietlania tego filmu, ale szum w Polsce to debilizm... Lukaszenka chcial pokazac, ze nie bedzie pozwalal na amerykanska propagande. A Polska? Kolejny raz pokazuje, ze jest mentalnym trzecim swiatem... Przykre. rafin2003 Poszłam do kina z przekory, zaciekawiona całą tą wrzawą na temat recenzje przed, ...liczyłam że idę na kolejnego bubla ..., film był wigwizdany na festiwalu, recenzje kiepskie. I wiecie co..? Reklama, anty-reklama zrobiła swoje. Tłumy ludzi , udało się zdobyć bilety na czasie projekcji,czekałam na gwizdy i głosy oburzenia na sali. Nic takiego nie miało miejsca... ja sama byłam zdziwiona lekkością filmu, oglądanego ot co , jak kolejny film z cyklu "Władca Pierscieni"tudzież "Matrix"- Amerykańska produkcja .., obejrzeć i zapomnieć, albo .....pozwolic sobie na nie tkwi w filmie tylko w was samych ludzie!!Jestem rozumną istotą jak wszyscy na tym seansie! Po zakończeniu projekcji nie słyszłam do banii!!!!!, beznadzieja !!!!!tudzież profanacja dlatego , że potraktowalismy ten film jak każdy obecnie produkowany w Hollywod??hmmDziwne prawda? Mnie to w świętej wiara ludzi nie złamie się od obejrzenia takiej nad-interpretacji???Mamy demokracje , prawda ....a demokracja to swoboda wypowiedzi. Ten kto wierzy , będzie wierzył dalej, traktując film jako kolejne "since fiction" , a ten kto nie wierzy ...marne szanse żeby powołując sie na książke lub film starał się dochodzić prawdy o Bogu , Jezusie itd., bo nie będąc znawcą tematu , wyszedłby na idiote ;)))Szkoda mi tego wszędobylskiego pieniactwa , niepotrzebnej reklamy. ..Bo tylko ona zacikwiła mnie filmem ..., a tak to pewnie przeszedł by koło mnie nie odbijając sie potraktuje się ten film jako typową rozrywke...."co by było gdyby" to muszę z przykrością stwierdzić, że nie żałuje wydanych to znaczy ,że nie jestem prawdziwą chrześcijanką? Jestem-nie jestem ?? jakie to ma znaczenie .Boga albo człowiek ma w sercu albo tkwi w tolerancji, pozwalajacej innym mieć odmienne spojrzenie na istote inkwizycji "ku rozpaczy " co poniektórych niestety minęły bezpowrotnie. Mamy "Ich Troje " "Dode Elektrode" i przesłodzone "M -jak miłość" ...to czy oznacza to ,że nie ma już miejsca na "Kod ....." Pozdrawiam plum_ Czy mi się wydaje, czy Dan Brown mówił, że jego książki nie powinno się brać na poważnie ? O co tyle szumu. rafin2003 A kto ci każe w to wierzyć. Też jestem katoliczką, chodzę do kościoła itp. Powiem jedno, książka i film spodobały mi się. Poza tym mam prawo wiedzieć co odrzucam do wierzenia, a co przyjmuję. Coś tak jakby odróżnić dobro od zła. Wcale też nie czuję i nie myślę, że przeczytanie i obejrzenie Kodu da Vinci byłoby grzechem, skoro się w to nie wierzy. Mam takie małe pytanko, czy ktoś z was przeczytał cały Stary i Nowy Testament, ponieważ tak się ciągle niektóre osoby burzą filmem i książką bo są wspaniałymi katolikami itp. i to obraża ich wiarę. Mnie to nie obraża!!!!!!!!!!!!!!!!!!! rafin2003 O co tyle krzyku ?? Sam film jest do bani, bo mógłby się skończyć przed jego nakręceniem. Wystarczyłoby, aby dziadek powiedział wnuczce, że nie jest jej dziadkiem. A tak dziadka zabijają, a on cwanie na łożu śmierci, dał wnuczce kilka zagadek. Przez to biedaczka musiała uciekać przed policją, jechać bez świateł w nocy po lesie, być zaatakowana przez "anioła- psychopatę, by na koniec dowiedzieć się, że jest potomkiem Marii Magdaleny i Jezusa Chrystusa. Typowy amerykański czy do końca ??Okazuje się że nie. Na samym końcu filmu, Robert Langdon mówi świetne słowa- "Liczy się w to co wierzysz".Jeśli wierzysz ślepo w księży i całą hierarchię kościoła, to ja osobiście współczuję. Ten film, co prawda po łepkach, ale doskonale pokazuje o co w tym wszystkim chodzi. Kasa, kasa, kasa.... "Liczy się w to co wierzysz". Boga masz w sercu a żyjesz dla siebie. Żyjesz w zgodzie z Bogiem, czyli z samym sobą, bliskimi, przyjaciółmi. Ot cała prawda. I nie ma znaczenia, czy Jezus miał żonę i dzieci. Bo tak naprawdę co z tego ?? Ziutanator hej! (I nie ma znaczenia, czy Jezus miał żonę i dzieci. Bo tak naprawdę co z tego ??)jesli to prawda, to ewangelie kanoniczne klamia i nie ma skad czerpac wiedzy o zyciu Jezusa, bo chyba nie z gnostyckich? no coz... kto sie obraza nich sie nie obraza;) niech wierzy w to, w co piotrchrost A ma to znaczenie ?? Jakie ??Sobór Nicejski (wspomniany w filmie) odbył się ponad 300 lat po śmierci Jezusa. Na tym soborze przyjeto głowne tezy wiary chrześcijańskiej, przyjęto sakramenty święte, jak również uchwalono skład Nowego Testamentu. Kościół nigdy nie ukrywał, że Jezus schodząc na ziemię, stał się człowiekiem. Był jednym z nas. Okazywał swoje uczucia- chociażby ostatnia noc w Ogrodzie Oliwnym. więc dlaczego skoro mógł się bać, nie mógł kochać ??Druga sprawa, to już pomieszanie kilku faktów. Według Ewangelii Filipa, Maria Magdalena była oblubiennicą Chrystusa i to ona miała po jego śmierci stanąć na czele kościoła. A prawda jest taka, że oblubieńcem był Św Jan (jako jedyny nie zginął śmiercią męczeńską i jako jedyny doznał objawienia "końca świata"), a pierwszym Papieżem został Św Piotr. Maria Magdalena zaś, uciekła z Ziemi Św do Francji. I gdyby w tym filmie był choć cień prawdy, sprawa "głowy kościoła" powinna wyjaśniona. Tego filmu nie można traktować inaczej jak bajeczkę, z starym dobrym morałem. I tak jak na amerykańską produkcję, zabrakło wątku miłosnego pomiędzy Robertem Langdonem a Sophie Neveu ;-))) Cały czas czekałem, aż "wybuchnie" między nimi wielka miłość. A tu co ?? Ziutanator "Żyjesz w zgodzie z Bogiem, czyli z samym sobą, bliskimi, przyjaciółmi."To zdanie jest po prostu genialne...........ciekawa jestem czym się różni życie z Bogiem od życia bez Boga w takim tym zasłanianie się hasełkiem "liczy się to, w co wierzysz" pzrez pana B. jest doprawy żenujące. To tak, jakgdyby wywieźć dzikich, wierzących w to, że ziemia jest płaska ludzi, w kosmos, pokazac im ziemię, a potem obłudnie stwierdzić: "Co prawda ziemia, jak widzisz, jest okrągła, ale liczy się to, w co wierzysz".Wiara to trwanie w pogladzie, który sugeruje nam 1)doświadczenie, 2)rozum, 3) autorytet. Jeżeli ktoś kwestionuje te trzy filary JAKIEJKOLWIEK wiary, a potem stwierdza- liczy się to, że wierzysz, to sprowadza całą sparwę do "liczy się" zamienia wiary w jakąs wielką grę, w której pewne zagrania sa "zaliczone" a pewne nie. Tak naprawdę wiara to suzkanie prawdy i trwanie przy tym, co nasze ludzkie narzędzia poznania pzredstawiają nam jako prawdę. Jeżeli wiec poprzestaniemy na tym, ze "liczy się to, że wierzymy" to znaczy,że pomijamy w ogóle kwestię CZY TO, W CO WIERZYMY TO PRAWDA!!??Autor celowo to pomija, bo gdyby skłonił czytelnika do zastanowienia sie nad , czytelnik od razu zobaczyłby, ze tak naprawde autor ma szczerą chęć odebrania mu prawdziwej wiary. Bo wiara prawdziwa (jak napisałam powyzej) musi być czymś podbudwana, a on ta "podbudowę" rozwala. rafin2003 Już wyjaśniam!Zdrowy katolik nie należy do moherowych beretów!Oczywiście że filmu ani książki nie biorę na poważnie a na filmie byłem ponieważ byłem ciekaw "interpretacji" historii i żródła oburzenia kościoła. Wszystko oczywiście wziołem za totalne brednie, ale no przepraszam, jestem wierzący i akurat to mnie wkurzało. Nic na to nie poradze. A jeśli niektórzy mówią że nie ma dowodów na boskość Chrystusa, to jakie są dowody na to że Chrystus nie jest Bogiem? I jeszcze jedno. W świecie dowodów nie ma miejsca na wiarę i współczuje wszystkim którzy jej nie mają BO TO ŚWIETNA SPRAWA MÓWIĘ WAM. rafin2003 Widzisz - oburzasz się najpierw, a potem sam sobie wyjaśniasz. Nie ma dowodów na jedno i na drugie, wszystko zależy od tego w co uwierzymy. Skoro byłeś na filmie, to pamiętasz pewnie, że w końcówce pada właśnie takie zdanie. O boskości Jezusa nie decydują żadne dowody, ale wiara. I zauważyłeś też na pewno, że film wcale nie był szczególnie nachalny w propagowaniu akurat takiej wersji historii - nie udawał, że jest czymś więcej niż rozrywką, nie był szczególnie poważny i nie raz padały tam słowa, by nie narzucać takiej a nie innej wersji. Ot, fajnie zrobiony, rozrywkowy film sensacyjno-przygodowy z podtekstem religijnym w tle. I czego się tu czepiać? Dwight_ "O boskości Jezusa nie decydują żadne dowody, ale wiara."Buhahahaha. O boskości Jezusa nic nie decyduje. BO albo nim jest, albo i nie. rafin2003 hmmm?? Jeżeli chodzi o twoje ostatnie pytanie to spróbuję to skomentowac tak: Mój kolega ma słonia:-)... na smyczy. Co prawda nikt poza nim go nie widzi, ale mój kolega wierzy, ze on istnieje i codzinnie po trzy razy wyprowdza go na spacery ( tak przynajmniej mu się wydaje). Jeżeli ty mi powiesz jak mam koledze udowodnić, że jego słoń nie istnieje to ja ci wtedy udowodnię, że nie ma Boga. Jeśli mi ktoś pomoże w sprawie kolegi ( za co będę wdzięczny) to moze rozwiąrzę jedną z największych zagadek tego świata. Z góry dziekuję :-) rafin2003 a ja wciąż podkreślam, że to jest tylko film :/ Agniecha Hh.....staram sie sobie wyobrazić człowieka, który jest gorliwym wyznawcą religii katolickiej. Największym jego mistrzem jest Jezus Chrystus, o którym wie, ze jest Bogiem i SYnem Boga. Taki człowiek czyta książkę, w której napisane jest po wielokroć, iż Jezus żadnym Bogiem nie był, w dodatku życie Jego niczym nie różniło się od życia innych ludzi jego okresu. I co? Człowiek ten (czytelnik) nie odczuwa przykrości, ze smierć Jezusa, JEgo BOskośc i nauka wciaż nie jest rozpowszechniona na swiecie. NIe odczuwa zażenowania, ze ktoś (autor) tak stanowczo neguje dogmaty wyznawanej przez czytelnika religii. Skąd!!! Ten człowiek odczuwa nawet PRZYJEMNOŚC czytania!!! Kim w takim razie jest Bóg dla tego człowieka? KIm? Pobożni Żydzi pewnie drżeliby czekając z nieba gromu , pobozni katolicy...chwalą! Co ciekawe, gdyby jakieś nieprawdziwe opinie dotyczyły szanownej matki lub ojca czytelniczki na pewno oburzałaby się lub chociaż odczuła smutek. Ale jezeli dotyczą Boga...to co tam.... Prosze mnie dbrze zrozumieć- nie wydaje mi sie dziwne, ze czytelnicy z Brownem NIE WALCZĄ , bo nie uznaje Boskości Jezusa. Tej BOskości nie da się udowodnić, autor ma parwo do swojego poglądu. Ale to, że taka ksiażka w ŻADEN SPOSÓB NIE DOTYKA wierzących.....to już jest po prostu dowód na to, jak traktują swojego BOga annazc Z tego co piszesz wynika, że jak katolika książka/film nie oburza, albo - o zgrozo! - odczuwa nawet przyjemność z obcowania z nimi, to tak naprawdę jego wiara jest słaba, albo nie ma jej wcale. Widzisz nie zgodzę się na takie wciskanie mi kitu i udowadnianie, jaki to jestem zły katolik i zły chrześcijanin. Mam głęboko gdzieś, że ktoś pisze rzeczy, które się z moją religią kłócą, bo ona nie przestaje być przez to wartościowa! To, że ktoś odwróci się od wiary po przeczytaniu książki, to jego problem i jego prawo. I wiara z definicji jest dla mnie wiarą, a nie nauką. A ty starasz się moje poglądy zdyskredytować operując tekstami w stylu: "boskości Jezusa nie da się udowdonić, bo albo nim jest albo nie". Skoro masz przekonanie, że nim jest a wiesz, że nie można tego udowodnić, to jedynym usprawiedliwienim dla takiego przekonania jest twoja wiara. Ale kiedy ja mówię, że wszystko zależy od niej, to się czepiasz i mówisz ze to absurdalne podejście. Weź się może zdecyduj i bądź konsekwentna, a nie udowadniaj mi jakimiś nietrzymającymi się kupy wywodami, że jestem zły chrześcijanin. Ja przynajmniej myślę w sposób logiczny. Nie potrzebuję dowodów (wiem, że ich nie mogę uzyskać) i wystarczy mi moja wiara i uważam, że jak człowiek ją ma, to sobie może gwizdać na pana Browna i nie oburzać się. Możesz się ze mną nie zgadzać, ale obal moje argumenty czymś mocniejszym. Dwight_ "To, że ktoś odwróci się od wiary po przeczytaniu książki, to jego problem i jego prawo. "To jego prawo, na pewno. Ale to, ze ciebie to nie obchodzi jako chrześcijanina, to już problem TWÓJ. Bo mnie na przykład to głęboko boli."to tak naprawdę jego wiara jest słaba, albo nie ma jej wcale. "Bzdura, czegoś takiego nie napisałam. Mówię tylko o tym, jak ten katolik traktuje swojego Boga. Ludzie płaczą na "Pasji" jak te niewiasty przy drodze krzyżowej, bo "żal im Jezusa".Dziwne, ze nie żal im,kiedy Jego ofiara , jego śmierć i zmartwychwstane sa ciagle odrzucane pzrez świat. "Skoro masz przekonanie, że nim jest a wiesz, że nie można tego udowodnić, to jedynym usprawiedliwienim dla takiego przekonania jest twoja wiara. Ale kiedy ja mówię, że wszystko zależy od niej, to się czepiasz i mówisz ze to absurdalne podejście. "Heh, Ty logiku. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mamy na stole zakrytą chustką kulkę. Wiemy, ze jest albo żółta albo czerwona. Nie potrafimy w ŻADEN SPOSÓB UDOWODNIĆ że jest żółta albo, ze jest czerwona. Niektórzy wierzą, ze jest żółta, inni że czerwona. Jednak od ich wiary NIC NIE ZALEŻY. Kulka ma swój kolor NIEZALEŻNIE OD WIARY ? KPW? annazc "To jego prawo, na pewno. Ale to, ze ciebie to nie obchodzi jako chrześcijanina, to już problem TWÓJ. Bo mnie na przykład to głęboko boli."A to, że ciebie to boli, to też twój problem. Mnie nie jest żal ludzi naiwnych. Skoro się odwracają z takiego błahego powodu, to znaczy że ich wiara i tak była słaba."Bzdura, czegoś takiego nie napisałam. Mówię tylko o tym, jak ten katolik traktuje swojego Boga. Ludzie płaczą na "Pasji" jak te niewiasty przy drodze krzyżowej, bo "żal im Jezusa". Dziwne, ze nie żal im,kiedy Jego ofiara , jego śmierć i zmartwychwstane sa ciagle odrzucane pzrez świat."Ja na "Pasji" nie płakałem, choć przyznaję, że film zrobił na mnie wrażenie. Ale czemu mam rwać sobie włosy z głowy, że ofiara Jezusa jest odrzucana przez świat? Ludzie wybierają zgodnie ze swoim sumieniem i jeśli czegoś nie chcą przyjąć, to jest to ich wolny wybór i nie mam zamiaru ich nawracać, ani tym bardziej ograniczać im dostępu do prawd innych niż moja."Heh, Ty logiku. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mamy na stole zakrytą chustką kulkę. Wiemy, ze jest albo żółta albo czerwona. Nie potrafimy w ŻADEN SPOSÓB UDOWODNIĆ że jest żółta albo, ze jest czerwona. Niektórzy wierzą, ze jest żółta, inni że czerwona. Jednak od ich wiary NIC NIE ZALEŻY. Kulka ma swój kolor NIEZALEŻNIE OD WIARY LUDZI. JUż ? KPW?"To dopiero jest kuriozum... Przecież to, czy ta kulka jest żółta czy czerwona możesz właśnie udowodnić - możesz to sprawdzić!!! Możesz dowieść empirycznie, że jest taka a nie inna. A jak dowiedziesz boskości Jezusa? Sama napisałaś, że nie jest to możliwe, więc przykład wzięty jest z kosmosu. Cały czas starasz się wmówić, że tak JEST obiektywnie, ale żeby wydawać takie sądy trzeba umieć to udowodnić. Póki nie umiesz tego zrobić, póty w twoim rozumowaniu nie będzie widać logiki... Dwight_ "A to, że ciebie to boli, to też twój problem. Mnie nie jest żal ludzi naiwnych. Skoro się odwracają z takiego błahego powodu, to znaczy że ich wiara i tak była słaba. "To jest dopiero przykład chrześcijańskiej miłości! LUdzie żyją i umierają bez Boga, żyją w ciemnościach, bez prawdziwej radosci a ty twierdzisz, że cę to nie obchodzi....."Ale czemu mam rwać sobie włosy z głowy, że ofiara Jezusa jest odrzucana przez świat?"Jako chrześcijanka nie potrafię sobie wyobrazić WAŻNIEJSZEGO powodu do rwania sobie włosów z głowy. Naprawdę."nie mam zamiaru ich nawracać"Znasz te słowa: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. Mk 16,1-20 ???"Przecież to, czy ta kulka jest żółta czy czerwona możesz właśnie udowodnić - możesz to sprawdzić!!! "Umówmy się, ze póki co, nie mozemy chustki podniść. Analogicznie do naszej sytuacji- kiedyś, po śmierci zobaczymy czy i jaki jest Bóg. Ale póki co dyskutujemy o Bogu tak jak tamci ludzie nad chustką....Czy naprawde tego się nie da zrozumieć? annazc MAsz rację - chustkę można podnieść-----) MOżemy takze w tej chwili popełnić samobójstwo- odkryć istotę albo brak istoty Boga. Ale chyba nam się to nie uśmiecha, nie? Więc dyskutujmy żywi----nad ZAKRYTĄ kulką. annazc "To jest dopiero przykład chrześcijańskiej miłości! LUdzie żyją i umierają bez Boga, żyją w ciemnościach, bez prawdziwej radosci a ty twierdzisz, że cę to nie obchodzi....."Nie, bo to był ich wybór, więc skoro dokonali takiego, to może dla nich to był wybór dobry i oni żyją w radości? Skąd wiesz?"Jako chrześcijanka nie potrafię sobie wyobrazić WAŻNIEJSZEGO powodu do rwania sobie włosów z głowy. Naprawdę."Widzisz, mnie nikt nie zabrania wierzyć w to co chcę, nikt mi nie narzuca swoich poglądów i przekonań, nikt mojej wolności wyznania mi nie odbiera. Dlatego wyznaję podobną zasadę w stosunku do innych - pozwolić ludziom wybierać to, co chcą i nie uszczęśliwiaj ich na siłę."Znasz te słowa: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. Mk 16,1-20 ???"Owszem znam ale nie czuję potrzeby nawracania innych, przykro mi. Choć nie, nie jest mi przykro. Ale jeśli ty masz taką potrzebę, to głoś Ewangelię. Jednak głoszenie jej a wzywanie do bojkotu dzieła, które się z naszą religią kłóci i próba wpłynięcia na ludzi, żeby się z tym dziełem nie zapoznawali, to według mnie różnica."Umówmy się, ze póki co, nie mozemy chustki podniść. Analogicznie do naszej sytuacji- kiedyś, po śmierci zobaczymy czy i jaki jest Bóg. Ale póki co dyskutujemy o Bogu tak jak tamci ludzie nad chustką.... Czy naprawde tego się nie da zrozumieć?"Jeśli chustki nie można odkryć (ani się zabić, by przekonać się jak najszybciej, a potem wrócić i zdać relację), to wiara w to, że jest czerwona, jest tak samo uzasadniona jak w to, że jest żółta. Nie ma przesłanek, by sądzić, że bardziej prawdodpodobny, lub wręcz oczywisty jest któryś z tych kolorów. A jeśli są, to wskaż mi je proszę. Dwight_ "Nie, bo to był ich wybór, więc skoro dokonali takiego, to może dla nich to był wybór dobry i oni żyją w radości? Skąd wiesz? "Jesteś chrześcijaninem, tak? I równocześnie uznajesz, ze odrzucenie Boga MOŻE BYĆ dla kogoś dobre? I w dodatku nie ŻAL CI tych ludzi/ Czy ty w takim razie ich kochasz, tak jak Jezus nakazał?"Widzisz, mnie nikt nie zabrania wierzyć w to co chcę, nikt mi nie narzuca swoich poglądów i przekonań, nikt mojej wolności wyznania mi nie odbiera. Dlatego wyznaję podobną zasadę w stosunku do innych - pozwolić ludziom wybierać to, co chcą i nie uszczęśliwiaj ich na siłę. "Jakiś Brown potrafi ludzi uszczęśliwiać na siłę- pzrekazać ludziom na całym swiecie swoje idee. A właśnie my, chrześcijanie, którzy mamy wyraźny NAKAZ głoszenia parwdy, uwazamy, ze skoro MY werzymy, to to nam wystarcza. Gdzie tu jest miejsce na miłość blixniego? Pzreciez to jest czysty egoizm! Gdyby apostołowie myśleli tak jak ty, nie znalexliby ani jednego człowieka, któremu można opowiedziec o Jezusie."Owszem znam ale nie czuję potrzeby nawracania innych, przykro mi. Choć nie, nie jest mi przykro. Ale jeśli ty masz taką potrzebę, to głoś Ewangelię. "Księga Powtórzonego Prawa: "NIe zabijaj"...No kurde znam to, ale nie czuję takiej potrzeby. A jeżeli ty czujesz, to proszę, nie Bga nie mozna traktować wybiórczo."Jednak głoszenie jej a wzywanie do bojkotu dzieła, które się z naszą religią kłóci i próba wpłynięcia na ludzi, żeby się z tym dziełem nie zapoznawali, to według mnie różnica. "Jak mozesz zauważyłeś, nie wzywam do bojkotu. Proszę, pzrestań kombinować."Jeśli chustki nie można odkryć (ani się zabić, by przekonać się jak najszybciej, a potem wrócić i zdać relację), to wiara w to, że jest czerwona, jest tak samo uzasadniona jak w to, że jest żółta. Nie ma przesłanek, by sądzić, że bardziej prawdodpodobny, lub wręcz oczywisty jest któryś z tych kolorów. A jeśli są, to wskaż mi je proszę."Oczywiście! Wreszcie załapałeś. Tzn. rozumiem, ze jesteśmy już na etapie, w którym mozemy stwierdzić, ze nasza wiara NIE WPŁYWA na kolor chustki. (tak jak ansza wiara NIE WPŁYWA na boskość CHrystusa).Teraz mozemy iść dalej. Oczywiście sytuacja z chustkami jest uproszczona. NIe tak wygląda syuacja chrześcijan. POwiedziałabym t tak:Dzikie ludy patrzyły na chustkę i widziały, że jest pod nią coś okrągłego. Jednak nie znały koloru tego czegoś. Ale mieli już wiarę, że coś jest pod ta chustą. Często dorabiali do tego swoją wersję (że kulka jest w paski, łatki albo kratkę itd.).W momencie przyjścia na świat Jezusa, kilku osobom dane było uchylić rąbka ( a właściwie to Jezus uchylił) i zobaczyli to, co pod nią było. Zaczeli opowiadac o tym nnym ludziom, ktorzy uwierzyli. Wiara więc jest oparta na doswiadczeniu (widzimy kulisty kształt pod chustą) i autorytecie(ktoś nam powiedział, jaki jest jej kolor). W tym momencie powinnam już tą nieszczęsną kulkę porzucić, bo utrudnia mi prowadzenie wywodu...:) annazc "Jesteś chrześcijaninem, tak? I równocześnie uznajesz, ze odrzucenie Boga MOŻE BYĆ dla kogoś dobre? I w dodatku nie ŻAL CI tych ludzi/ Czy ty w takim razie ich kochasz, tak jak Jezus nakazał?"Dokładnie tak. Ja wierzę w pewne rzeczy, jestem przekonany o słusznosci tej wiary, ale uznaję fakt, że inni wierzą w coś inego i nie rozumiem czemu miałbym ich nawracać? Powiedz - czy gdyby przyszli do ciebie ludzie jakiegoś innego wyznania i przekonywali cię, że żyjesz w ciemności, że oni pokażą ci światło i prawdziwą radość, bo te twoje wierzenia to jakieś zabobony, to uwierzyłabyś im i poszła za nimi, czy została przy swoim? Śmiem twierdzić że to drugie, więc postaw się w sytuacji człowieka, którego chcesz odwrócić od jego wiary a on też chce zostać przy swojej. Skoro on uznaje, że to dla niego dobre, tak jak ty uznajesz, że wiara w Chrystusa jest dobra dla ciebie, to pozwól mu na życie w takim przekonaniu. Dlatego nie jest mi ich żal, bo wiem że na ich miejscu postąpiłbym tak samo - wiem, że oni nie chcą i nie potrzebują współczucia, bo są szczęśliwi. I jasne, że kocham ludzi innych wyznań, dlaczego nie miałbym?"Jakiś Brown potrafi ludzi uszczęśliwiać na siłę- pzrekazać ludziom na całym swiecie swoje idee. A właśnie my, chrześcijanie, którzy mamy wyraźny NAKAZ głoszenia parwdy, uwazamy, ze skoro MY werzymy, to to nam wystarcza."Ale przecież chrześcijaństwo też głosi swoje poglądy poprzez swoje nauki (Biblię chiciażby, którą też rozprowadza po całym świecie) więc o co chodzi? Poprzez nakaz głoszenia prawdy rozumiesz wbijanie tego ludziom do głowy młotkiem czy jak?"Gdzie tu jest miejsce na miłość blixniego? Pzreciez to jest czysty egoizm! Gdyby apostołowie myśleli tak jak ty, nie znalexliby ani jednego człowieka, któremu można opowiedziec o Jezusie."Jaki egoizm? Przecież my - chrześcijanie nie chowamy tajemnic wiary dla siebie! Ludziom na całym świecie nikt nie broni przystąpić do kościoła. Każdego kto będzie chciał kościół na pewno przyjmie. To nie jest egoizm, ale próba narzucenia wiary to jest arogancja. "Księga Powtórzonego Prawa: "NIe zabijaj"...No kurde znam to, ale nie czuję takiej potrzeby. A jeżeli ty czujesz, to proszę, nie zabijaj. Słów Bga nie mozna traktować wybiórczo."Ja po prostu mam swój kodeks wewnętrzny, w którym mam też inne rzeczy, takie jak poszanowanie czyjejś wolności i czyjegoś prawa do wiary w to, co chce. Ale przecież nie twierdzę, że nie wolno głosić Ewangelii, byle tylko pokazywać i zachęcać, a nie zakazywać i narzucać, bo wiesz chyba jak w średnich wiekach wyglądało wprowadzanie w życie słów z Ewangelii o jej głoszeniu przez nasz wspaniały kościół? Łamaniem wspomnainego przez ciebie piątego przykazania. Dwight_ Przepraszam, że w dwóch częściach, ale mi się niechcący nacisnęło:"Jak mozesz zauważyłeś, nie wzywam do bojkotu. Proszę, pzrestań kombinować." OK, nie chodziło mi akurat o ciebie, dlatego przepraszam że użyłem tego argumentu w naszej dyskusji."Oczywiście! Wreszcie załapałeś. Tzn. rozumiem, ze jesteśmy już na etapie, w którym mozemy stwierdzić, ze nasza wiara NIE WPŁYWA na kolor chustki. (tak jak ansza wiara NIE WPŁYWA na boskość CHrystusa). Teraz mozemy iść dalej. Oczywiście sytuacja z chustkami jest uproszczona. NIe tak wygląda syuacja chrześcijan. POwiedziałabym t tak: Dzikie ludy patrzyły na chustkę i widziały, że jest pod nią coś okrągłego. Jednak nie znały koloru tego czegoś. Ale mieli już wiarę, że coś jest pod ta chustą. Często dorabiali do tego swoją wersję (że kulka jest w paski, łatki albo kratkę itd.). W momencie przyjścia na świat Jezusa, kilku osobom dane było uchylić rąbka ( a właściwie to Jezus uchylił) i zobaczyli to, co pod nią było. Zaczeli opowiadac o tym nnym ludziom, ktorzy uwierzyli. Wiara więc jest oparta na doswiadczeniu (widzimy kulisty kształt pod chustą) i autorytecie(ktoś nam powiedział, jaki jest jej kolor). W tym momencie powinnam już tą nieszczęsną kulkę porzucić, bo utrudnia mi prowadzenie wywodu...:)"Ale wszystko sprowadza się znów do tego, że autorytetu uznać nie trzeba. Ktoś może nie uwierzyć w słowa ewangelistów i co wtedy? Ma prawo mieć wątpliwości co do rzetelności ich przekazu czy nie? Przychodzisz dziś z Ewangelią do jakiegś - jak to nazywasz - dzikusa (choć uważam, że to krzywdzące okreslenie), który żyje w swojej, kultywowanej od wieków tradycji i religii i mówisz mu, że oto przynosisz przekaz kilku ludzi spisany 2000 lat temu, że kulka, którą uważa za taką w rzeczywistosci jest inna. I żeby dla tego przekazu porzucił swoją wiarę. I ma ten człowiek prawo nie uwierzyć, czy go nie ma? Nam też nikt niczego nie udowodnił, a jedynie powiedział, napisał, przekazał jak było. To czy przyjmiemy ich słowa NA WIARĘ czy nie, to już wybór każdego z nas. Dwight_ "Ale wszystko sprowadza się znów do tego, że autorytetu uznać nie trzeba. Ktoś może nie uwierzyć w słowa ewangelistów i co wtedy? Ma prawo mieć wątpliwości co do rzetelności ich przekazu czy nie? Przychodzisz dziś z Ewangelią do jakiegś - jak to nazywasz - dzikusa (choć uważam, że to krzywdzące okreslenie), który żyje w swojej, kultywowanej od wieków tradycji i religii i mówisz mu, że oto przynosisz przekaz kilku ludzi spisany 2000 lat temu, że kulka, którą uważa za taką w rzeczywistosci jest inna. I żeby dla tego przekazu porzucił swoją wiarę. I ma ten człowiek prawo nie uwierzyć, czy go nie ma? Nam też nikt niczego nie udowodnił, a jedynie powiedział, napisał, przekazał jak było. To czy przyjmiemy ich słowa NA WIARĘ czy nie, to już wybór każdego z nas."Oczywiście, jest dokładnie tak, jak mówisz. Z małymi wyjątkami :))):Otóż ten dzikus mógł pare razy w swym życiu odczuć, że np. zabicie kogoś w nerwach jest złe. Mógł miec z tego powodu jakies problemy ze swoja psychiką, jeżeli np. wyznawał religię, w której Wolno zabić np. niewierną żonę..,Odczuwając te wyrzuty sumienia (ja to nazywam doświadczeniem) zbliżył się w jakiś sposób do prawdy ( a parwdą nazywam to, że człowiek stworzony pzrez BOga nie powinien krzywdzić innych ludzi).Stąd misjonarz, który temu dzikiemu pzredstwia nową, zabraniającą zabójstwa religię, w pewnien sposób odwołuje się do jego DOŚWIADCZENIA. NIe musi się powoływać na autorytety. Sam staje się autorytetem dzięki temu, że przedstawia dzikiemu obraz swiata, który go zadowala. Zadowala jego dążenie do chciałabym usłyszeć, źe zgadzamy się co do tego, ze nasza wiara nie ma wpływu na kolor kulki, tak jak nasza wiara nie ma wpływu na boskość CHrystusa. annazc "Ale chciałabym usłyszeć, źe zgadzamy się co do tego, ze nasza wiara nie ma wpływu na kolor kulki, tak jak nasza wiara nie ma wpływu na boskość CHrystusa."Zgadzam się, pod warunkiem, że ty przyznasz, że dopóki nie przeniesiemy się na tamten świat i nie staniemy przed obliczem Boga, bądź go tam nie będzie, nie możemy stwierdzić dostępnymi nam środkami poznawczymi, czy jest tak jak mówią Ewangelie, czy nie. Jakoś jest, ale my nie potrafimy stwierdzić z całą pewnością jak. Dwight_ "Dokładnie tak. Ja wierzę w pewne rzeczy, jestem przekonany o słusznosci tej wiary, ale uznaję fakt, że inni wierzą w coś inego i nie rozumiem czemu miałbym ich nawracać?"Otóż dlatego, że jeżeli się kocha ludzi to chce się dla nich dobrze. Jeżeli oni to "dobrze" odrzucają to już trudno. Ale najpierw trzeba spróbować pokazać im prawdę." Powiedz - czy gdyby przyszli do ciebie ludzie jakiegoś innego wyznania i przekonywali cię, że żyjesz w ciemności, że oni pokażą ci światło i prawdziwą radość, bo te twoje wierzenia to jakieś zabobony, to uwierzyłabyś im i poszła za nimi, czy została przy swoim?"MOja wiara jest ugruntowana doświadczeniem, rozumem i autorytetem. Zdarzyło mi się jednak paru ludzi w życiu przekonać do pewnych prawd, mimo iż z początku naszej rozmowy mieli inne stanowisko niż Apostołowie pomyśleli tak jak ty, to czy chrzescijaństwo by dziś istniało?????!!!!!!"a on też chce zostać przy swojej."Zanim zaczniesz się "stawiać", spróbuj tego kogoś przekonać. Spróbuj pzrekonać islamskiego fundamentalistę, że zabijanie jest złe. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy takie same sumienia. Mamy o czym rozmawiać i MOŻEMY SIĘ PRZEKONAĆ! "Skoro on uznaje, że to dla niego dobre, tak jak ty uznajesz, że wiara w Chrystusa jest dobra dla ciebie, to pozwól mu na życie w takim przekonaniu. "Pozwalam wszystkim.:)"Dlatego nie jest mi ich żal, bo wiem że na ich miejscu postąpiłbym tak samo"I co z tego? Jezeli postąpiłbyś równie xle jak oni to znaczy, że jesteś równie godzien współczucia. Ale więc określić Twoje stanowisko:Jesteś chrześcijaninem. Wierzysz w Boga w Trzech Osobach, który jest jedynym źródłem życia, miłości, prawdy, radości, dobra i sprawiedliwosci ( jeżeli jesetś chrześcijaninem, to w to właśnie wierzysz). KOchasz ludzi i jest CI ZUPEŁNIE OBOJĘTNE TO, ŻE SĄ TEGO JEDYNEGO ŹRÓDŁA MIŁOŚCI I PRAWDY POZBAWIENI!Nie tłumacz mi, że nie da się nawracać na siłę. JA to wiem i nie zamierzam tego robić!!! Dziwię się jedynie, że są chrześcijanie, których fakt NIESZCZĘSCIA BLIŹNICH KTÓRZY SĄ POZBAWIENI BOGA nie smucą! annazc Nie jestem katolikiem, a fakt nieszczęscia bliźnich pozbawionych boga mnie smuci :)Heh, co za paradox :) Negative Tak naparwdę to ja też nie jestem katolikiem......:PPPPale cichoooo. sza annazc "Otóż dlatego, że jeżeli się kocha ludzi to chce się dla nich dobrze. Jeżeli oni to "dobrze" odrzucają to już trudno. Ale najpierw trzeba spróbować pokazać im prawdę."Co do tego się nie kłócę. "MOja wiara jest ugruntowana doświadczeniem, rozumem i autorytetem. Zdarzyło mi się jednak paru ludzi w życiu przekonać do pewnych prawd, mimo iż z początku naszej rozmowy mieli inne stanowisko niż ja. Gdyby Apostołowie pomyśleli tak jak ty, to czy chrzescijaństwo by dziś istniało?????!!!!!! Zanim zaczniesz się "stawiać", spróbuj tego kogoś przekonać. Spróbuj pzrekonać islamskiego fundamentalistę, że zabijanie jest złe. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy takie same sumienia. Mamy o czym rozmawiać i MOŻEMY SIĘ PRZEKONAĆ!"W porządku - można pokazywać ludziom, w co się wierzy, ja tego nie neguję. Ale ludzie wiedzą o istnieniu religii chrześcijańśkiej, wiedzą jakie są jej fundamenty i jakie głosi prawdy. I jeśli mimo to nie widzą potrzeby by zapoznać się z nią bliżej lub wstąpić do kościoła, to trudno. Siłą ich wciagał nie będę, ani tym bardziej nie będę ich żałował, skoro dokonali takiego wyboru, to nie nam to osądzać."I co z tego? Jezeli postąpiłbyś równie xle jak oni to znaczy, że jesteś równie godzien współczucia."Współczucia? Dlatego, że gdyby sytuacja była odwrotna, zostałbym przy swoim? To ty też w takim razie zasługujesz na współczucie, skoro nie dałabyś się przekonać na odejście od swojej religii... "Ale dobrze. Spróbujmy więc określić Twoje stanowisko: Jesteś chrześcijaninem. Wierzysz w Boga w Trzech Osobach, który jest jedynym źródłem życia, miłości, prawdy, radości, dobra i sprawiedliwosci ( jeżeli jesetś chrześcijaninem, to w to właśnie wierzysz). KOchasz ludzi. Kochasz ludzi i jest CI ZUPEŁNIE OBOJĘTNE TO, ŻE SĄ TEGO JEDYNEGO ŹRÓDŁA MIŁOŚCI I PRAWDY POZBAWIENI! Nie tłumacz mi, że nie da się nawracać na siłę. JA to wiem i nie zamierzam tego robić!!! Dziwię się jedynie, że są chrześcijanie, których fakt NIESZCZĘSCIA BLIŹNICH KTÓRZY SĄ POZBAWIENI BOGA nie smucą!"Rzutujesz na tych ludzi własną percepcję. To co ty uważasz za nieszczęście wcale nie musi nim być dla kogoś innego. Jeśli ten ktoś nie chce żyć z Bogiem, odrzuca go świadomie z właśnej nieprzymuszonej woli, to czemu sie tym smucić i współczuć mu? Skoro ktoś robi to na własne życzenie? Dla ciebie to może nie jest różnica, ale dla mnie jest to dość istotne. I jeśli to nieszczęście ich wcale nie rusza, a nawet więcej - czują się szczęśliwi z tym, w co wierzą, to jest to ich sprawa. Wszyscy kiedyś zdadzą relację ze swego życia i swoich wyborów przed Bogiem i nie nam się w to mieszać, choć jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie wierzę, by Bóg nie przygarnął do siebie tych wszystkich, którzy byli dobrymi ludźmi niezależnie od wyznania. Wierzę bowiem, że Bóg jest jeden i prawa moralne, którymi człowiek powinien się kierować też są te same dla wszystkich, ale wierzę też, że są różne drogi do poznania Boga i jego praw i że można się do Niego zbliżyć niekoniecznie będąc chrześcijaninem. Dwight_ "Współczucia? Dlatego, że gdyby sytuacja była odwrotna, zostałbym przy swoim? To ty też w takim razie zasługujesz na współczucie, skoro nie dałabyś się przekonać na odejście od swojej religii... "Ja tego nie powiedziałam. "Rzutujesz na tych ludzi własną percepcję. To co ty uważasz za nieszczęście wcale nie musi nim być dla kogoś innego."O nieeeee. Ja wcale nie mówię, że ten ktos CZUJE IĘ NIESZCZĘŚLIWY. A mówię, ze jest nieszczęśnikiem- bo widzę więcej od niego. Widzę Boga, którego ten człowiek odrzuca. I ty też go widzisz. Mówmy ze sobą jak chrześcijanie...:)) " Jeśli ten ktoś nie chce żyć z Bogiem, odrzuca go świadomie z właśnej nieprzymuszonej woli, to czemu sie tym smucić i współczuć mu? "Bo moze go spotkac np. szatan, zło i śmieeeerć....:))"Skoro ktoś robi to na własne życzenie?"Wyobraź sobie, że da się pakowac w prawdziwe nieszczęscia (grzech) na własne życzenie. Właściwie najgorsze zreczy jakie moga się pzrytrafić człowiekowi są na jego własne życzenie." Dla ciebie to może nie jest różnica, ale dla mnie jest to dość istotne. I jeśli to nieszczęście ich wcale nie rusza, a nawet więcej - czują się szczęśliwi z tym, w co wierzą, to jest to ich sprawa."NIe boisz się, że twoich bliźnich może spotkać np. kara na powiedzmy sobie bagatelną wiczność? "Wszyscy kiedyś zdadzą relację ze swego życia i swoich wyborów przed Bogiem i nie nam się w to mieszać, choć jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie wierzę, by Bóg nie przygarnął do siebie tych wszystkich, którzy byli dobrymi ludźmi niezależnie od wyznania. Wierzę bowiem, że Bóg jest jeden i prawa moralne, którymi człowiek powinien się kierować też są te same dla wszystkich, ale wierzę też, że są różne drogi do poznania Boga i jego praw i że można się do Niego zbliżyć niekoniecznie będąc chrześcijaninem."Alez oczywiście. Ale wierzysz też chyba, ze można się od Boga ODSUNĄĆ i sa też tacy, którzy z żadnej z dróg NIE KORZYSTAJĄ. I tych należało by ratować..:PP annazc "Ja tego nie powiedziałam."Nie? Skoro mówię, że rozumiem ludzi, którzy nie chcą się wyrzec swojej wiary za czyjąś namową, bo w analogicznej sytuacji zrobiłbym to samo, a ty mówisz, że skoro zrobiłbym to samo to zasługuję na wpółczucie, to jak mam to zrozumieć?"O nieeeee. Ja wcale nie mówię, że ten ktos CZUJE IĘ NIESZCZĘŚLIWY. A mówię, ze jest nieszczęśnikiem- bo widzę więcej od niego. Widzę Boga, którego ten człowiek odrzuca. I ty też go widzisz. Mówmy ze sobą jak chrześcijanie...:))"Może nie odrzuca Boga jako takiego, ale nasze o nim wyobrażenia, to co nam się wydaje, że o nim wiemy (bo tego fragmentu, że WIDZISZ Boga to chyba nie mam rozumieć dosłownie? ;))"Bo moze go spotkac np. szatan, zło i śmieeeerć....:))"Może, ale nie musi. Może to też spotkać człowieka wierzącego. I mam w związku z tym profilaktycznie współczuć wszystkim?"NIe boisz się, że twoich bliźnich może spotkać np. kara na powiedzmy sobie bagatelną wiczność?"Za to, że nie wierzą w to co my? Wierzę, że ich nie spotka, jeśli są dobrymi ludźmi."Alez oczywiście. Ale wierzysz też chyba, ze można się od Boga ODSUNĄĆ i sa też tacy, którzy z żadnej z dróg NIE KORZYSTAJĄ. I tych należało by ratować..:PP" Wiesz, to zależy co rozumie się pod tym zwrotem, że nie korzystają z żadnej z dróg. Chodzi o ludzi, którzy nie przynależą do żadnej religii? Jeśli tak, to nie wiem czy jest do końca tak. Można postępować właściwie, być człowiekiem moralnym i dobrym, nie wierząc w Boga pod żadną postacią i imieniem. Dwight_ Absolutnie się nie rozumiemy. Nie chce mi się nawet cytować, bo właściwie sprowadza się todo jednego. Ja mówiąc o ludziach odrzucających Boga nie mam na myśli konkretnie niewierzących lub wyznających inne religie. Odrzucić Boga można na wiele sposobów.:) A ten najprostszy, ogólnoludzki i ogólnodostępny:) to po prostu odrzucić Sprawiedliwość, Dobro, ktoś wybiera zabijanie zamiast walki o życie (np. nienarodzone) to odsuwa od siebie Boga, a nie żadne wyobrażenie o Bogu. Jeżeli wybiera konsumpcionizm, okrucieństwo czy nienawiść to również odrzuca Boga, czyż nie?"Może, ale nie musi. Może to też spotkać człowieka wierzącego. I mam w związku z tym profilaktycznie współczuć wszystkim? "Jest taka opowieść o człowieku, który po śmierci stanął przed Bogiem i prosił Go:"Panie, pokaż mi jakimi NAPRAWDĘ są moje gzrechy, abym mógł za nie załować"A Bóg mu odpowiedział:"NIe mogę ci ich pokazać, bo to by cię zabiło. To jakimi są zrozumiesz, gdy ujrzysz ogrom mojej miłości, która ci pzrebacza"A pisze o tym dlatego, iż prawdopodobnie nie czujemy ohydy większości naszych postępków. Nie grozi nam więc "współczucie wszystkim i wszystkiemu". MOżna jednak współczuć tam, gdzie odrzucenie Boga jest jawne i mozemy je łatwo dostrzec. Ja np. widzę to czytając KOd, a takze słuchając wiadomości o np. 30% wierzących w niego Francuzów. annazc I jeszcze jedno, żeby nie było niedomównień:Odrzuceniem Boga pzrez kod nie nazywam atakowania KK. Odrzuceniem Boga jest posługiwanie się kłamstwem i szerzenie nienawiści, a przynajmniej wieeeelkiej niechęci ludzi do siebie. annazc "Absolutnie się nie rozumiemy. Nie chce mi się nawet cytować, bo właściwie sprowadza się todo jednego. Ja mówiąc o ludziach odrzucających Boga nie mam na myśli konkretnie niewierzących lub wyznających inne religie. Odrzucić Boga można na wiele sposobów.:) A ten najprostszy, ogólnoludzki i ogólnodostępny:) to po prostu odrzucić Sprawiedliwość, Dobro, Nie-samolubność. Jeżeli ktoś wybiera zabijanie zamiast walki o życie (np. nienarodzone) to odsuwa od siebie Boga, a nie żadne wyobrażenie o Bogu. Jeżeli wybiera konsumpcionizm, okrucieństwo czy nienawiść to również odrzuca Boga, czyż nie?"Rozumiemy się, jak najbardziej :) Napisałem przecież, że zależy co się przez to rozumie. Chciałem się upewnić. Ty akurat rozumiesz tak jak ja i zgadzam się z tym co wyżej napsiałaś."A pisze o tym dlatego, iż prawdopodobnie nie czujemy ohydy większości naszych postępków. Nie grozi nam więc "współczucie wszystkim i wszystkiemu". MOżna jednak współczuć tam, gdzie odrzucenie Boga jest jawne i mozemy je łatwo dostrzec. Ja np. widzę to czytając KOd, a takze słuchając wiadomości o np. 30% wierzących w niego Francuzów."Hmm, ja osobiście nie widzę tego tam, gdzie ty, ale chyba wiem o co ci chodzi i myślę, że też bym taki przykłady znalazł, choć bardziej współczuję ludziom, którzy są tak zaczadzeni ideologią, że nie przyjmują do wiadomości, że można żyć inaczej, bo się ich tego po prostu pozbawia - przez wychowanie, przez ograniczanie złego wpływu "z zewnątrz", tacy jak indoktrynowani od dziecka fanatycy muzułmańscy (choć nie muzułmanie generalnie!). Tacy ludzie nie do końca ze swojej winy, ale jednak oddalają się nie tylko od Boga ale i od swojego człowieczeństwa. Często ich za to potępiam, czasem łapię się też na tym, że czuję do nich odrazę, ale mam też takie momenty, gdy współczuję im, że żyją w takiej społeczności, w takich przekonaniach. Dwight_ No ....to doszliśmy do jakiegoś porozumienia....:)

54:13 Dzieci_AAC 2020_11_25-17-59-25.mp3 Czym różni się pacynka od kukiełki? (Podwieczorek z Filipem i Leopoldem/Polskie Radio Dzieciom)_25.11.2020.

Zapewniam cię że bóg katolików nie ma nic wspólnego z Prawdziwym Bogiem. Katolicki bóg chodzi w białej szacie, jezdzi nowym modelem fiata,, ah... to tylko jeden z bogów katolickich. Należy przypomnieć że ile ołtarzy katolickich, tyle i bogów katolickich. Namnożyli bogów swoich, tak zwanych matek boskich, drewnianych bogów, bogów na krzyżu wiszących, choć nie mających w sobie tchu, takich niemych, głuchych, ślepych bogów mnóstwo w katolicyzmie. Na podobieństwo Babilonu ze starych dni, na podobieństwo Egiptu z dawnych lat... Zapewniam wszystkich czytających moje wypowiedzi, iż te bogi niebawem zakończą swą bytność, i to może was zaskoczyć, ale uczyni to Prawdziwy Bóg poprzez władze ONZ, a potem również na ONZ przyjdzie kolej, by otrzymała ta obrzydliwość pełną odpłatę, należną za ich błąd, błąd w postaci przeciwstawienia się powstawaniu Rządu Boga Żywego, na którego czele stoi Król Gór, Jezus Chrystus, Król równin, Jezus Chrystus, Król tych pod ziemią, Jezus Chrystus. Amen! i Amen! (Filipian 2:10-11)
W praktyce oznacza to, że katolik przyjmujący Komunię św. w cerkwi prawosławnej przez ten fakt staje się wiernym prawosławnym. Z zasady katolik nie powinien przystępować do Komunii św. w cerkwi. Również prawosławny chrześcijanin przystępujący do Komunii św. w Kościele Katolickim w oczach prawosławnych przechodzi na katolicyzm Mimo, że chrześcijaństwo i islam są religiami monoteistycznymi, to pojęcie Boga jest w nich skrajnie różne - dowodzi w swej analizie ks. prof. François Jourdan z Instytutu Katolickiego w Paryżu. Wykazuje też wiele innych fundamentalnych różnic, np. dotyczących wolności człowieka oraz miejsca religii w społeczeństwie, z których powinni sobie zdawać sprawę zwolennicy dialogu katolicko-islamskiego. W islamie brak jest przymierza biblijnego Chrześcijanie i muzułmanie tak samo wierzą w Boga nieskończonego i dobrego, Stwórcę wszystkich rzeczy, który daje człowiekowi wolność przyjęcia lub odrzucenia Bożego planu względem niego. Jednak pojęcia te w każdej z dwóch religii przyjmują odmienny sens. Bóg muzułmański z pewnością jest stworzycielem, lecz stworzycielem zewnętrznym, który nie stwarza człowieka na swój obraz i podobieństwo. Bóg, w jakiego wierzą muzułmanie - w przeciwieństwie do biblijnego Boga żydów i chrześcijan - nie zawarł biblijnego przymierza z człowiekiem. Nie wszedł do historii człowieka poprzez swe przymierze i nie jest jego Zbawicielem. Religia adamowa, nie abrahamowa Według islamu, Adam był pierwszym prorokiem, pierwszym monoteistą (Koran 7, 172), i w związku z tym wszyscy ci, którzy później przyjęli inną religię okazali niewierność wobec pierwotnej religii oraz wrodzonej islamskiej natury. Abraham - wedle islamu - nie zerwał ze swoimi przodkami w wierze. Przyjął słowo Boże jak wielu innych wielkich proroków. Abraham, Dawid, Mojżesz i Jezus tak samo jak Mahomet mieli przyjąć słowo Boże w postaci Księgi. Z tych Ksiąg jedynie Koran, dany Mahometowi, zachował się do naszych czasów. Inne święte księgi zostały sfałszowane lub zagubione. Abraham, odnowiciel pielgrzymki do Mekki Abraham miał przywrócić monoteistyczny kult adamowy w świętym mieście Mekka. Lecz późniejsi pielgrzymi odwrócili się od prawdziwej wiary, stali się poganami. Mahomet nie uświęcił pogańskiego miejsca przywróceniem pielgrzymki wiernych do Mekki, natomiast odnowił je w jego pierwotnym i adamowym powołaniu. Islam jest więc pierwszą spośród wielkich religii, które wierzą w jednego Boga, pozostałe Go tylko deformują i naruszają jego prawa. W związku z tym Żydzi i chrześcijanie - w świetle islamu - są fałszerzami. Muzułmanie zaznaczają przy tym, że człowiek wychowany zgodnie z naruszonymi przez chrześcijaństwo zasadami "prawdziwej wiary" nie ponosi odpowiedzialności za swój błąd, dopóki nie pozna prawdy. Wówczas ma możliwość nawrócenia, może wybrać prawdziwą religię bądź ją odrzucić. Ale w ten sposób skazuje się na potępienie. Bóg nie objawia siebie Trudno jest pojęcie "Religie Księgi" odnosić równocześnie do chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. W tradycji muzułmańskiej kultywowane są postacie Starego Testamentu, takie jak Abraham, Mojżesz czy Dawid, lecz ich historie i role w zasadniczych punktach różnią się od wersji znanej Żydom i chrześcijanom. Obce islamowi jest pojęcie Zbawczego Przymierza między Bogiem i ludźmi. Z punktu widzenia muzułmanina, Bóg nie objawia siebie człowiekowi, nie przyjmuje ludzkiego ciała, nie wnika w sprawy swoich stworzeń, nie mówi nic o sobie i nie jest ich Zbawicielem. Koran nie wyjaśnia natury Boga, lecz przekazuje przepisy regulujące życie ludzi. Muzułmanie wierzą, że został on zredagowany przez samego Boga w Macierzystej Księdze, odwiecznie znajdującej się w Niebie (stąd religia "Księgi"). Żydzi i chrześcijanie dowiadują się z Księgi Wyjścia, że Bóg objawił swoje imię Mojżeszowi. W logice muzułmańskiej wydarzenie takie jest nie do przyjęcia, toteż nie pojawia się w koranicznej wersji historii proroka Mojżesza. Pojęcie partnerstwa w Zbawieniu między nieskończonym i nieskończenie transcendentnym Bogiem i człowiekiem jest dla muzułmanów absurdem, nie mówiąc już o Bogu wybierającym ludzki los. "Bóg prowadzi i gubi kogo chce" Mimo, że człowiek może zasłużyć na potępienie lub "zbawienie", przyjmując lub odrzucając Słowo Allaha, to nie ma zapewnionej takiej wolności, jaką gwarantuje mu judaizm bądź chrześcijaństwo. W czternastej surze Koranu zdanie "Allah gubi kogo chce i prowadzi kogo chce" dotyka kwestii przeznaczenia. Odniesienie islamu do wolnej woli człowieka pozostaje enigmatyczne, a staje się całkiem problematyczne w jego politycznej perspektywie. "Szariat", na Zachodzie postrzegany jako zbiór praw wyznaczonych wiarą muzułmańską, tłumaczy się dosłownie jako "droga do wodopoju, droga do poszanowania prawa [Bożego]". "Szariat" reguluje zarówno prywatne jak i publiczne wymiary ludzkiego życia - nie pozostawia wyborów moralnych sumieniu człowieka i jego wolnej woli. Jest to sfera ściśle regulowana, na straży której stoi także władza polityczna. W związku z tym muzułmanin, chcąc żyć pełnią swojej wiary, najlepiej aby mieszkał w kraju rządzonym przez szariat. Pokusa teokracji Przesłanie Chrystusa pozostaje jasne: "Królestwo moje nie jest z tego świata", zatem chrześcijaństwo - w zdecydowanej opozycji do islamu - opowiada się za autonomią sfery religijnej i politycznej. Natomiast Mahomet był nie tylko przywódcą religijnym, ale także dowódcą wojskowym i skutecznym politykiem. Nie-muzułmanie żyjący w krajach w większości muzułmańskich winni zatem podlegać prawu szariat. Jedynym wyjątkiem są obcokrajowcy czasowo przebywający na terenie muzułmańskiego kraju, ale pod warunkiem przestrzegania praw muzułmańskich przeznaczonych dla nie-muzułmanów. Nie mają ani takich samych praw, ani takich samych obowiązków jak muzułmanie. Jeśli jednak chcieliby odmienić swój los i być pełnoprawnymi obywatelami, mogą w każdej chwili zostać muzułmanami. Islam na "zakręcie" swej historii Różnice istniejące miedzy chrześcijaństwem a islamem - większe niż zwykło się uważać - nie uniemożliwiają jednak dialogu miedzy tymi religiami. Należy je jednak brać pod uwagę, aby dialog ten był rzeczywistym, w relacji do bliźniego takiego, "jakim on jest". Można przewidywać, że w najbliższych latach czy dziesięcioleciach "islam zostanie poddany próbie wolności". Dzięki coraz skuteczniejszym sposobom komunikowania się ze współczesnym światem i innymi religiami, muzułmanie będą musieli postawić sobie wiele pytań w związku ze swoją religią i jej miejscem w społeczeństwie oraz stosunkiem do polityki. Możliwa jest ewolucja islamu, zarówno w kierunku jego radykalizacji jak i przyjęcia pewnych reguł istnienia religii w nowoczesnym świecie, wobec czego muzułmanie są opóźnieni o kilka wieków. ***** Ks. prof. François Jourdan wykłada islamologię w Instytucie Katolickim w Paryżu i w Instytucie Katolickim w Tuluzie. Przez 10 lat pełnił funkcję delegata diecezji paryskiej do kontaktów z islamem. Jest autorem wielu książek poświęconych relacjom między muzułmanami i chrześcijanami, w tym "Islam a chrześcijaństwo", éditions du Toucan, Paryż 2015.

Tak mówi w swoim liście święty Paweł. Chrześcijanin odczytuje z Biblii przesłanie tej miłości i stara się realizować ją w życiu. Dzięki temu, że Biblia zawiera Dekalog, chrześcijanie mają czym się w życiu kierować. Oczywiście różnie z tym bywa, wyznawcy innych religii często zarzucają chrześcijanom, że łamią zasady

Autor pomysłu: Wojciech Żmudziński SJ Czas trwania: dwie godziny lekcyjne. Adresat: gimnazjaliści i licealiści. Potrzebne materiały: ilustracje ze starych czasopism, nożyczki, klej, krótka notka o sensie niedzieli w domu rodzinnym. Na początku pierwszej godziny uczniowie zapisują na tablicy pierwsze słowa, jakie przychodzą im na myśl, gdy myślą o niedzieli. Następnie nauczyciel zwraca uwagę na te z wypisanych słów, które wiążą się z uczestnictwem w Eucharystii oraz z poświęceniem czasu na budowanie więzi rodzinnych ale także na słowa mówiące o odpoczynku. Wprowadzenie Niektórzy mówiąc o znaczeniu niedzieli powołują się na dzień stworzenia, kiedy to Pan Bóg w siódmym dniu odpoczął i mówią, że niedziela, jako ten siódmy dzień, powinna służyć odpoczynkowi. To prawda, że Pan Bóg po stworzeniu świata odpoczął, tylko, że była to sobota a nie niedziela. Na pamiątkę tego siódmego dnia Żydzi obchodzą Szabat. Nie można wtedy wykonywać żadnej pracy. Czy również w niedzielę najważniejsze jest to, by nie wykonywać żadnej pracy? Sens niedzieli nie polega na tym, że mając wolny od pracy dzień, możemy poleniuchować i dłużej pospać. Niedziela ma być dniem, w którym szczególnie poświęcamy czas Bogu i budujemy rodzinne relacje. Skąd wzięło się powszechne przekonanie, że świętowanie niedzieli polega na nie wykonywaniu żadnej pracy? Z odniesienia niedzieli do siódmego dnia, w którym Bóg odpoczął po stwarzaniu świata. Niedziela nie jest jednak dniem, w którym Pan Bóg odpoczął i nie jest dniem, w którym odpoczywał Chrystus. Dlaczego więc świętujemy niedzielę? (cztery racje) W tym dniu zmartwychwstał Chrystus. Nie zmartwychwstał w Szabat tylko zmartwychwstał "dzień po Szabacie". Zmartwychwstały Jezus ukazywał się uczniom w niedzielę. W niedzielę miało miejsce zesłanie Ducha Świętego. Niedziela, to Dzień Nowego Stworzenia. Szabat kończył się w sobotę wieczorem i gdy zapadał zmierzch rozpoczynał się kolejny dzień. Wtedy pierwsi chrześcijanie - zasadniczo judeo-chrześcijanie - dzień po Szabacie (według dzisiejszego liczenia czasu - w sobotę wieczorem) sprawowali Eucharystię. Świętowanie Dnia Pańskiego (niedzieli) było jakby przedłużeniem Szabatu! Ojcowie Kościoła mówią, że niedziela nie tyle była "przedłużeniem" Szabatu, co jego "dopełnieniem, udoskonaleniem". Szabat związany był z pierwszym stworzeniem - Bóg stworzył świat w siedem dni (siódmego dnia stworzył Szabat) - a świętowanie niedzieli (Dnia Pańskiego) związane było z Nowym Stworzeniem, z dniem ósmym, podczas którego Bóg stworzył świat na nowo. Ósmy dzień, który jest dniem pierwszym i ostatnim, tak naprawdę jest dniem Jedynym! Jest początkiem i końcem! Jest jak sam Bóg - pierwszy i ostatni, początek i koniec, alfa i omega. Ten dzień ósmy znajduje się poza kalendarzem, poza naszym ziemskim czasem! Niedziela jako pierwszy i ostatni dzień jest już wiecznością, jest wyjęta z czasu ludzkiego. Dlatego możemy mówić o ósmym dniu w siedmiodniowym tygodniu. W tym miejscu nauczyciel może również nawiązać do zwyczaju świętowania oktawy Świąt Wielkanocnych. Bazyli Wielki pisze, że niedziela jest to dzień nieustający, dzień bez wieczora, początek bez końca, jest to dzień po skończeniu czasu, bez jutra, nieopisywalny, niestarzejąca się wieczność. I jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. W Starym Testamencie znakiem przymierza Boga z Abrahamem było obrzezanie, którego dokonywano ósmego dnia po narodzeniu dziecka! Ojcowie Kościoła mówią, że znakiem Nowego Przymierza nie jest obrzezanie w ósmym dniu, ale Eucharystia celebrowana w dniu ósmym! Zarówno Klemens Aleksandryjski jak i Orygenes podkreślają tę symbolikę obrzezania pisząc, że obrzezanie dokonywane ósmego dnia zapowiadało ten Dzień Ósmy, w którym Chrystus zmartwychwstał, ten Dzień Nowego Przymierza który zupełnie wymkną się z ludzkiego kalendarza. Dodatkowe wyjaśnienie Kiedy zakończył się Szabat - czyli ten czas, kiedy nie można było wykonywać żadnej pracy - zaczynało się w domach chrześcijan świętowanie niedzieli! Wieczerza Pańska nie odbywała się nigdy rano - nie było to "śniadania pańskie", tylko wieczerza. Czasem trwała do rana: " (Dz 20,8-11). Czyli Wieczerza Pańska trwała nieraz do świtu. Praca w parach Aby uczniowie zapamiętali cztery racje, jakie wpłynęły na to, że niedzielę (Dzień Pański) poświęcamy Bogu, rysują okrąg mający przypominać chleb eucharystyczny i dzielą go na ćwiartki. Następnie nauczyciel rozdaje każdej parze cztery ilustracje przedstawiające (1) Zmartwychwstanie, (2) ukazywanie się zmartwychwstałego Jezusa uczniom, (3) Zesłanie Ducha Świętego i (4) ucztę szabasową lub świecę symbolizującą Nowe Stworzenie, ewentualnie zdjęcie Chrztu świętego. Ilustracje mogą pochodzić ze starych czasopism, widokówek, lub mogą być wydrukiem dostępnej w Internecie grafiki. Uczniowie dopasowują kształt każdej ilustracji do ćwiartki narysowanego okręgu (potrzebna będzie jedna para nożyczek na dwójkę uczniów). Przykład zobacz poniżej. Przykład efektu pracy uczniów w parach Po zakończeniu pracy w grupach, nauczyciel zachęca uczniów do pokazania całej klasie tego, co wypracowali (można urządzić w klasie wystawę) a następnie zapowiada kolejny temat zajęć: "Jak powinien katolik świętować niedzielę w rodzinnym domu?" Jak powinien katolik świętować niedzielę w rodzinnym domu? Zajęcia rozpoczynamy od ciekawostki: W pierwszych wiekach w Dniu Pańskim całkowicie było zakazane poszczenie i klękanie. Ojcowie Kościoła mówią: "w niedzielę na Eucharystii stoimy - na znak zmartwychwstania!". O tym zakazie klękania mówi zarówno Wielki Bazyli - Ojciec Kościoła z IV wieku, jak i Tertulian, który w III wieku pisał: "post i modlenie się na klęczkach w Dniu Pańskim uważamy za rzecz niedozwoloną", dalej nazywa taką postawę skandalem! W niektórych parafiach proboszczowie wprowadzili dawny zwyczaj nie klękania podczas Eucharystii odprawianej w Dzień Zmartwychwstania (a przynajmniej podczas wielkanocnej Eucharystii). Ale nawet, jeśli taki zwyczaj nie utrzymał się w naszych kościołach, to powinniśmy pamiętać o nim przeżywając niedzielę w naszych rodzinach. Postawa stojąca to znak wyzwolenia z poniżenia, to znak godności dzieci Bożych zbawionych przez Chrystusa. Nie poddawajmy się więc w niewolę pieniądza, pracy, efektywności, codziennych trosk lecz świętujmy we wspólnocie najbliższych nam osób z obliczem promieniującym radością i z podniesionym czołem. Czym niedziela powinna się różnić od innych dni tygodnia, gdy wrócimy już z kościoła do domu? Teraz nauczyciel łączy uczniów, którzy pracowali w parach, w czteroosobowe grupy i rozdaje każdej grupie kilkanaście ilustracji wyciętych ze starych czasopism, które mogłyby być inspiracją do opowiedzenia (wymyślenia) takiej radosnej historii z życia rodzinnego, na podstawie której można by nakręcić film pod tytułem "Najpiękniejsza niedziela". Należy również rozdać każdej grupie krótką notkę mówiącą o sensie świętowania, która pomoże ukierunkować pracę. Czym jest świętowanie niedzieli w rodzinie (krótka notka) Świętować nie znaczy jedynie mieć wolny dzień i nie pracować. Świętowanie to także zainteresowanie się innymi ludźmi, nie myślenie tylko o sobie, okazja do okazania innym serca, okazja do wspólnej zabawy. W niedzielę warto spędzić czas na opowiadaniu budujących historii z własnego życia oraz na poznawaniu najbliższych od najlepszej strony. To także czas na przebaczenie i słowo "przepraszam", na duchową lekturę i refleksję nad życiem, na wspólną modlitwę w rodzinnym gronie. Świętowanie niedzieli to także pielęgnowanie kontaktów z dalszą rodziną, z sąsiadami i przyjaciółmi, zrobienie czegoś wspólnie. Świętować, to także przeżyć przygodę wspólnej wycieczki albo odwiedzić osobę, która szczególnie ucieszy się z naszej obecności. To czas na gesty szacunku, miłości i wdzięczności, czas na zrobienie komuś miłej niespodzianki. Zadaniem uczniów, będzie przeczytania powyższej notki, wysłuchanie historii opowiedzianej przez nauczyciela (patrz: załącznik) oraz przygotowanie opowieści zainspirowanej wybraną przez grupę ilustracją i opowiedzenie jej przed cała klasą. Podsumowanie Po wysłuchaniu opowieści uczniów, nauczyciel podsumowuje w kilku zdaniach lekcję. Wskazuje na to, co w opowiadaniach było najcenniejsze oraz przywołuje raz jeszcze sens niedzieli, mówiąc na przykład: "Niedzielę świętujemy, by dziękować Bogu za wszystko, by wyrażać Mu wdzięczność za to, że poprzez Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wyrwał nas z poniżenia i grzechu. Zewnętrznym znakiem tej wdzięczności jest Eucharystia. Ale to nie jedyny znak tego święta. Niedziela nie sprowadza się do chodzenia na Mszę i do nie pracowania. Powinna być świętowana w rodzinnym gronie. Powinna przekładać się na doświadczanie miłości wśród najbliższych nam osób i okazywanie im serca". Dodatkowa lektura Przygotowując zajęcia warto sięgnąć do książki Henryka Pietrasa SJ, Dzień święty, WAM, Kraków 1992. Wiele barwnych historii z życia znajdzie katecheta w nr 47 kwartalnika "Być dla innych" poświęconym humorowi w nauczaniu oraz w popularnych już książkach Bruno Ferrero. Załącznik Nauczyciel pokazuje uczniom ilustrację bukietu róż i opowiada następującą historię: Pewien mężczyzna zatrzymał się przy sklepie z prezentami, żeby kupić upominek na Dzień Matki. Chciał go wysłać swojej mamie, która mieszkała w mieście oddalonym o 200 km. Kiedy wysiadał z samochodu, zauważył siedzącą na krawężniku dziewczynę, która szlochała. - Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytał mężczyzna. - Chciałam kupić swojej mamie czerwoną różę na Dzień Matki. Ale mam tylko 75 centów, a róża kosztuje 2 dolary - odpowiedziała dziewczyna. Mężczyzna się uśmiechnął i powiedział: - Nie martw się. Kupię ci tę różę. Kiedy wychodzili ze sklepu mężczyzna zaproponował dziewczynie odwiezienie do domu. Dziewczyna zgodziła się, z pewnymi jednak oporami. Kiedy bowiem wsiedli do samochodu poprosiła, aby zawiózł ją na cmentarz. Tam położyła różę na świeżo wykopanym grobie. Nie zastanawiając się długo, mężczyzna wrócił do sklepu z kwiatami i do wcześniej kupionego dla swojej mamy prezentu dołożył jeszcze piękny bukiet świeżych kwiatów. Po czym wsiadł do samochodu i pojechał do swojej, oddalonej o 200 km, mamy. Puentuje opowieść: "Spieszmy się kochać najbliższych. Aby z nimi być mamy przecież każdą niedzielę, nie tylko jeden dzień w roku. Nie przegapmy tych okazji, bo niedziela to Dzień Jedyny, Najdroższy. Teraz wy opowiedzcie historię o niedzieli czerpiąc inspirację z rozłożonych przed wami ilustracji".
Chrześcijanie nie mogą milczeć w obliczu prześladowań swych współwyznawców na świecie. Prześladowcy muszą wiedzieć, że za każdym chrześcijaninem stoją miliony braci i sióstr, którzy się o niego upomną - stwierdził kard. Jean-Louis Tauran.
Katolicy witają nowy rok z 31 grudnia na 1 stycznia. Wyznawcy obrządków wschodnich świętują go 13 dni później. To skutek różnic miedzy kalendarzem juliańskim a juliański został wprowadzony w 46 roku przed narodzeniem Chrystusa przez Juliusza Cezara dla użytku w Rzymie i jego posiadłościach - tłumaczy Jerzy Hawryluk, bielski historyk. - W opartym na nim kalendarzu cerkiewnym dzień poświęcony św. Sylwestrowi, przypada nie 31 grudnia, lecz tuż po nim - 2 stycznia, czyli 15 stycznia według tzw. kalendarza gregoriańskiego wprowadzonego przez papieża Grzegorza XIII w 1582 roku. Różnice w rachubie czasuPrzyjmując w końcu X w. chrześcijaństwo z Konstantynopola, Ruś Kijowska przyjęła też bizantyńską wersję kalendarza juliańskiego, w której rok cerkiewny zaczynał się 1 września, a świecki Nowy Rok - 1 marca. Inaczej też liczono wtedy lata, co w Bizancjum prowadzono od stworzenia świata. Dopiero w XIV w. zaczęto wykorzystywać tzw. datację od narodzenia Chrystusa, którą zaczął w 532 roku zachodnioeuropejski mnich Dionizy Mały. Różnica ta wynosi aż 5508 kalendarz, zwany później gregoriańskim, początkowo przyjęły tylko kraje katolickie. Do krajów protestanckich dotarł w XVIII wieku, a Rosja przyjęła go dopiero w 1918 roku. - Cerkiew prawosławna, która nadal posługuje się kalendarzem juliańskim, ze względów praktycznych dopuszcza od lat 20. XX wieku świętowanie Bożego Narodzenia według tzw. nowego stylu, czyli według kalendarza gregoriańskiego - dodaje Jerzy Hawryluk. - Tak jest choćby w Warszawie czy innych parafiach która będzie rosłaKalendarz zmodyfikowany przez papieża Grzegorza XII też jest niedokładny. Gdy był reformowany, różnica wobec kalendarza juliańskiego wynosiła 10 dni. Teraz jest o trzy dni większa. Dlaczego?- Wynika to z różnicy między długością roku kalendarzowego a roku astronomicznego - tłumaczy Jerzy Hawryluk. - Długość roku kalendarzowego tak gregoriańskiego, jak i juliańskiego jest oczywiście taka sama. Kiedy kalendarz juliański jest niekorygowany, zmian dokonuje się w kalendarzu gregoriańskim. Jak? W latach kończących stulecia i niepodzielnych przez 400 odejmuje się jeden dzień, ponieważ w ciągu tych 400 lat powstaje 3-dniowe opóźnienie do roku astronomicznego. Do tej korekty wykorzystano tzw. lata przestępne. W latach 1700, 1800 i 1900, choć luty powinien był mieć 29 dni, miał ich 28. Współcześni nie mogli zaobserwować tej zmiany - 2000 rok był podzielny przez 400. Kolejne dostosowanie kalendarza do roku astronomicznego nastąpi w 2100 roku, który nie będzie Kalendarz juliański nie jest korygowany w ten sposób, więc różnica wobec gregoriańskiego ponownie zwiększy się i od 2100 roku wyniesie już nie 13 a 14 dni - dodaje Jerzy prawosławia i obrządków wschodnich będą więc witali 2101 rok w nocy z 14 na 15 stycznia.
Skrutynia odbywały się w 3., 4. i 5. niedzielę Wielkiego Postu. W te dni czytano specjalnie dobrane Ewangelie: o spotkaniu Jezusa z Samarytanką, o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia i o wskrzeszeniu Łazarza. Teksty te w symboliczny sposób świetnie pokazują, czym jest chrzest. Ciekawe, że współczesny Kościół także czyta te
Julia Kalęba 18 stycznia rozpoczął się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Rozmawiamy z ks. prof. Łukaszem Kamykowskim, teologiem, kierownikiem Katedry Chrystologii Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie, dyrektorem Międzywydziałowego Instytutu Ekumenii i Dialogu. Papież mówi o jedności, która nie jest jednolitością. Ksiądz wierzy w powrót do jednego chrześcijaństwa? Taka jedność byłaby możliwa, ale przy zachowaniu różnorodności naszych religii i kultur. Papież podkreśla, że dążenie do integracji nie może się opierać na zawłaszczaniu ani ujednolicaniu. To, czego nie musimy robić oddzielnie, moglibyśmy zrobić wspólnie. Bo całość jest ważniejsza niż część? Owszem, ale i z tego powodu, że nikt z nas nie ma sam tego, co mamy razem. Zwróćmy uwagę, że o takim szanującym inność przywróceniu pełnej jedności papież Franciszek mówił w kontekście prawosławia. Rzeczywiście wydaje się, że teologicznie to by było najłatwiejsze. Różnice w rozumieniu Kościoła, sakramentów nie są wielkie. Przez pierwsze tysiąc lat jednak się akceptowaliśmy. Nawet w jakiejś mierze Kościół prawosławny uznaje prymat biskupa Rzymu (jeśli nie byłby heretykiem). W każdym razie - zdaje sobie sprawę, że Piotr był pierwszym spośród Apostołów. Wierzę, że gdyby wrócić do tego, jak Kościół rozumiał siebie w pierwszych wiekach, moglibyśmy próbować odbudować tę jedność na wspólnym fundamencie. Jak to się stało, że wychodząc od jednej Biblii, powstały odmienne idee, spory i wojny, wreszcie - trzy osobne wyznania?Ludzie są różni. To prosta, ale podstawowa rzecz. Z jednej strony tęsknią do jedności, wzajemnego zrozumienia, do wspólnego myślenia. Z drugiej strony jest tendencja polegająca na założeniu: jeżeli ktoś myśli inaczej niż ja, to ja mu się muszę przeciwstawić. Na to nakłada się różnica w interpretacji. Proszę zobaczyć, że Biblia w grece ma liczbę mnogą, czyli Pisma. I to faktycznie jest biblioteczka bardzo różnych kawałków, które nie tworzą jednolitej całości. Biblia to nie jest spójny podręcznik do matematyki. Ewangelie powstały jako zapis wydarzeń naocznych świadków Chrystusa i są świadectwem pamięci spisanym po męczeństwie Piotra i Pawła w Rzymie. „Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei” - pisał św. Paweł do Efezjan. To wezwanie do wszystkich chrześcijan. I na początku uczniowie żyli razem. Wszystko mieli wspólne, chcieli się dzielić z tymi, którzy mieli mniej. I dlatego widziano w tym główną przyczynę rozwoju Kościoła jako wspólnoty wiary. Faktu, że Pan przymnażał im nowych wierzących. Ludzi spoza wspólnoty zdumiewało: jak oni się miłują, jeden za drugiego jest gotów oddać życie. Wezwanie okazało się niemożliwe do spełnienia? Widzimy, jakie to było od początku trudne. W tym samym czasie dało się zauważyć też pierwsze podziały. Jeden mówił, że został ochrzczony przez Apollosa, drugi, że przez Kefasa, trzeci się chwalił, że przez Pawła. Jedni uważali się za lepszych od drugich. To takie ludzkie. Trudność w rodzącym się Kościele polegała też na tym, że Jezus i pierwsi Apostołowie byli Żydami. Mieli za sobą dziedzictwo Starego Testamentu i świadomość, że Bóg opiekuje się nimi w sposób szczególny. Było w tym też wrażenie obcości w świecie grecko-rzymskim, który z ich punktu widzenia był bezbożny. Grecy nie pozostawali im dłużni. Z ich punktu widzenia Żydzi byli fanatykami, którzy nie chcieli uznać posągów cezara. Bóg, o którym mówili Żydzi, był im daleki, niewidzialny, niedostępny. Kultura nie potrafiła oddzielić się od religii? Wiara zawsze wciela się w kulturę. Każda religia musi mieć swoje ciało. Wzajemne poczucie nieakceptacji Żydów i Greków najbardziej było widoczne przy spotkaniu w zwykłej codzienności. Ale poza wymiarem społecznym religia ma także ten indywidualny. Wcześniej społeczny wymiar był dużo bardziej zauważalny i akcentowany. Społeczność musiała przeżyć, by mogły przeżyć jednostki. Z czasem indywidualność i wewnętrzny kontakt z Bogiem zyskiwały na znaczeniu. Bóg zapowiedział: „wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało”. Ludzie z pomocą tego Ducha mieli rozpoznać prawo bez pouczeń z zewnątrz. Z drugiej strony ten sam Duch Święty został dany Piotrowi, Apostołom i innym. Chrześcijaństwo się rozrastało, społeczności potrzebowały autorytetów, a te kształtowały się we własnych warunkach, na własnych obszarach, w różnych kulturach. Jednocześnie były i stałe zasady, i dynamizm wzrostu. Jak na chrześcijaństwo wpłynął fakt, że z religii prześladowanej stało się religią dominującą? Potraktowano ją jako narzędzie polityki. Kiedy imperium zaczęło się chwiać, poszukiwano wsparcia w religii. Najpierw Dioklecjan w III wieku obarczył chrześcijan odpowiedzialnością za wprowadzenie nowych kultów i nazwał wrogami państwa, następnie Konstantyn Wielki stwierdził, że lepiej będzie oprzeć odbudowę Imperium na silnej religii, a jego następcy postanowili ogłosić wspólne wyznanie wiary obowiązujące na całym terenie. Wtedy zauważono nieporozumienia. Gdy w jednym miejscu spotkali się wszyscy z oddalonych od siebie prowincji, zobaczono, że wyznania wiary w poszczególnych kościołach chrześcijańskich różnią się w detalach. A formuła miała być jedna. Na kolejnych soborach starano się ustalać minimum wspólnie wyznawanej wiary, które przyjmowały obie stolice tego świata: zachodni Rzym z papieżem i wschodni Konstantynopol z patriarchą. Kwestię Trójcy Świętej uważa się za jedną z przyczyn Schizmy Wschodniej. Bardziej chodziło o to, że Rzym wprowadził do ustalonego wcześniej credo zapis o Duchu Świętym bez zgody Konstantynopola. Patriarcha bardzo krytycznie odniósł się do niekontrolowanych poprawek. Dodatkowo pojawiła się rywalizacja o wpływy. Na Zachodzie próbowano uniezależnić Kościół od państwa, ale cesarz bizantyjski, który uważał się za zwierzchnika Kościoła, był temu przeciwny. Na początku wydawało się, że to spór prywatny i polityczny. Konsekwencje okazały się jednak znacznie poważniejsze. W XI wieku nasze drogi się rozeszły. Katolicy niedługo potem usankcjonowali zasadę celibatu, która później poróżniła ich również z protestantami. Wiadomo, że w pierwotnym Kościele celibat był zalecany, ale nie wymagany. I że bardzo jest związany z socjologią konkretnego Kościoła. Wymaganie to prędko pojawiło się w stosunku do biskupów - i tak też jest w prawosławiu. Dlatego prawosławnymi biskupami zwykle zostają mnisi. Żonaty ksiądz nie może awansować? Może dopiero po rozstaniu się z żoną za obopólną zgodą, a jeśli są dorosłe dzieci, to i one muszą się na to zgodzić. W praktyce jest to trudne. Żonaty mężczyzna może zostać prezbiterem. Dlatego kandydatom do kapłaństwa daje się czas, żeby znaleźli sobie żony przed przyjęciem święceń. Naprawdę? I naprawdę są „szkoły” przyszłych żon księży. W prawosławiu takie domy przygotowują do szczególnej roli tzw. matuszki - jak nazywa się kobiety będące żonami duchownych. Do ich obowiązków będzie należeć prowadzenie chóru, katechizacja dzieci. Prawosławne matuszki biorą na siebie zadanie, tak jak żony protestanckich pastorów. Wspomniał ksiądz, że wczesne chrześcijaństwo nie rozstrzygało kwestii celibatu. Katolicy sami narzucili sobie taki rygor? Owszem. Ale była do tego pewna podstawa w Nowym Testamencie, kiedy Paweł zwraca się do Koryntian: „Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie (…), mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną, jak i ja.” „Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie niż płonąć”. Dlatego celibat księży to rzecz do rozstrzygnięcia. Zaczął się rodzić w czasach prześladowań. Człowiek bezżenny ryzykował tylko sobą, nie narażając na prześladowania żony ani dzieci. Dla nas to było jasne. Byłem święcony w chylącym się już, ale jednak nadal obowiązującym systemie komunistycznym, w którym UB szantażowało bezpieczeństwem rodziny. Drugą kwestią były misje. Porzucanie w ten sposób rodziny byłoby trudniejsze, pewnie i krzywdzące. Stan małżeński pokazuje, że nie można kochać wszystkich, nie kochając kogoś konkretnie - męża, żony, dzieci. Ksiądz, który przyjmuje celibat, pokazuje, że miłość, której oczekuje Pan, nie może się ograniczać do tych, którzy naturalnie są nam bliscy. Czy w takim razie celibat musi być z góry nakazany? I to pytanie stawia na nowo papież Franciszek. Mówi, że warto o tym dyskutować. Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że ukształtowana przez wieki tradycja jest dużo mocniej zakorzeniona w wiernych. To mogłoby gorszyć? Zniechęcać. Czy ludzie chcieliby mieć żonatego księdza? Często się słyszy, że nie mieliby nic przeciwko. Dobrze, ale zwykle patrzymy tylko z jednej strony: czy ksiądz mógłby mieć żonę. Ale czy ludzie chcieliby naprawdę mieć żonatego księdza? Choć przyznam też, że w ostatnich latach widać, jak nasze podejście w tym temacie się zmienia. Powiedział ksiądz, że do prawosławia jest nam bliżej, bo wiara łączyła nas tysiąc lat. Ale z protestantami byliśmy jeszcze dłużej. I od strony ludzkiej, kulturowej jest nam się łatwiej porozumieć. A jednocześnie różnice teologiczne sięgają głębiej. Dlaczego? Protestantyzm wyodrębnił się z katolicyzmu, kiedy Kościół rzymski miał rzeczywiście ogromny kryzys. Reformacja w XVI wieku była następstwem skandalicznych rzeczy. I dlatego idea odrodzenia Kościoła „w głowie i członkach” zdobyła popularność. Zmiany chcieli właściwie wszyscy. A Luter był gwałtowny, chciał tego szybko i radykalnie. Odpusty nie ułatwiały sprawy. Walczył ze złem w Kościele, ale jednocześnie odrzucał wszystko, co nie miało dosłownego potwierdzenia w Piśmie Świętym. Papież nie przyjął jego pism, wymagał podpisania wyrzeczenia się jego tez. Tymczasem Luter nie mógł się zrzec idei, co do których miał pewność, że stanowią sens Ewangelii. Protestanci odrzucili nie tylko odpusty i władzę papieską, ale również doktrynę czyśćca, celibat, nie uznali większości sakramentów. Sakramenty dla większości Kościołów protestanckich są ważne, o ile wpisują się w wolę Chrystusa wyrażaną w Ewangeliach. I dlatego z siedmiu w katolicyzmie i prawosławiu oni uznali dwa - chrzest i Eucharystię - ponieważ są najwyraźniej opisane w Piśmie. W protestantyzmie uznaje się, że Chrystus jest jedynym pośrednikiem pomiędzy człowiekiem i Bogiem. Stąd potem idea powszechnego kapłaństwa, która zakłada, że każdy ochrzczony ma już udział w Chrystusowym kapłaństwie. Podczas gdy w katolicyzmie i prawosławiu jest trójstopniowa hierarchia: biskup, prezbiter, diakon - tam między człowiekiem a Bogiem nie ma już nikogo. Każdy może być pastorem i pastorką. I każdy też może dokonać przemiany chleba. Mówi ksiądz - Kościoły protestanckie. Najważniejszym zadaniem protestanckiego chrześcijanina jest słuchać słowa Bożego i je głosić. Każdy więc czytał i interpretował Pismo, niekoniecznie tak samo. Okazało się np., że Genewa Kalwina jest inna niż Wittenberga Lutra. Podziały zaczęły się też między protestantami. Jak różni chrześcijanie rozumieją małżeństwo? W teologii katolickiej to narzeczeni sobie nawzajem składają przysięgę małżeńską, a kapłan jest tylko świadkiem. W prawosławiu szafarzem udzielającym sakramentu jest ksiądz. Oba wyznania nie mają wątpliwości co do istoty tego sakramentu, w przeciwieństwie do całego protestantyzmu. Tam uważa się, że małżeństwo jest instytucją naturalną, zawsze skażoną grzechem. Samo małżeństwo nie jest sakramentem i nie jest święte, ale osoby w tym związku mogą być święte i w święty sposób wychowywać potomstwo. A jak małżeństwo się rozpada? No to trudno, to jest dziedzictwo grzechu. Czyli protestanccy rozwodnicy nie idą do piekła. Za sam rozwód jako taki taka kara im nie grozi. Ewentualnie za to, że nie dawali w życiu świadectwa Chrystusowi. A katolikom grozi za sam rozwód? W katolicyzmie rozpad małżeństwa uznaje się tylko, kiedy da się udowodnić, że już w momencie zawierania była jakaś nieprawda, problem. Podobnie jak prawosławie katolicyzm powołuje się na list św. Pawła do Efezjan, podkreślając, że małżeństwo powstaje na wzór miłości Chrystusa i Kościoła. To stwarza podstawy, by uważać je za sakrament, a nierozerwalność ma dużo głębsze znaczenie - jest antyświadectwem. Chrystus nie opuszcza Kościoła, Kościół nie przestaje kochać i nie zdradza Chrystusa. Ale jeśli pyta pani, czy pójdą do nieba - pójdą. To znaczy nie muszą. Ale mogą. Kościół naucza, że sam nie może dopuścić ich do sakramentów, ale podkreśla, że Bóg może działać poza sakramentami. Prawosławni dostają drugą szansę. To prawda, że Kościół udziela drugiego ślubu, ale wcześniej trzeba odbyć pokutę, nie ma też uroczystości. Trzeciej szansy nie daje. Co z czyśćcem, który odrzucili protestanci? Znów kwestia interpretacji i tego, że wprowadzono pewne nazwy wyrażające fakt, że są różne rodzaje zerwania z Bogiem i że człowiek w chwili śmierci rzadko kiedy jest całkowicie czysty lub brudny, biały albo czarny. I wobec tego warto się modlić także za tych, którzy odeszli z tego świata. Luter odrzucił to, bo w Piśmie nie ma o tym mowy - ani o tym, by za taką mszę ofiarować księdzu stypendium. Zresztą Luter inaczej też podchodził do pokuty. Różni nas spowiedź. W prawosławiu dyscyplina jest najsurowsza. Obowiązuje rozróżnienie na prowadzenie duchowe i sam sakrament. Z kolei spowiedź musi się odbyć przed każdym przyjęciem komunii. I dlatego tak mało jest przystępujących do komunii, ksiądz też nie nadąża przyjmować wszystkich. U protestantów jest odwrotnie - obowiązuje spowiedź powszechna. Protestanci mówią: darować grzech może tylko Bóg. I my jesteśmy o tym przekonani, tylko że kapłan jest tego pośrednikiem. Spowiedź powszechna wydaje się po ludzku prostsza. Ale też mniej lecząca. Tu wszystko zależy od nas, księży, dużo bardziej niż w innych sakramentach. Rozgrzeszenie nawet przez kapłana, który sam jest w grzechu, nie traci ważności, ale prowadzenie duchowe może być… do kitu. Jedna religia, trzy wyznania. Istnieje tylko jedna prawda? Jak rozumiemy prawdę? Jeżeli weźmiemy pod uwagę greckie pojęcie - aleteia - prawda oznacza odsłonięcie tego, co niewidzialne, dzięki światłu, które daje rozum. Prawda może też oznaczać absolut, czyli być tożsama z Bogiem. I w takim ostatecznym ujęciu jest jedna. Ale dostęp do niej mamy cząstkowy. Prawdę można odsłaniać, zbliżać się do niej. Ale każdy uczciwy badacz powie, że im więcej wie, tym więcej nie wie. O jaki Kościół chodziło Chrystusowi? Chrystusowi chodzi o taki Kościół, jaki istnieje w planie Bożym. Jaki to Kościół? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Modlitwa ekumeniczna ma pomóc nam dążyć do tego, czego od swoich wiernych chce Bóg. Chcemy odkrywać coraz głębiej, jak budować wspólnotę z tych różnych punktów wyjścia, które istnieją, nie porzucając ich. Wyjść od różnorodności, która jest bogactwem. Rozmowy na ten temat cały czas trwają, bierzemy w nich udział. Czemu idea ekumenizmu musiała czekać 2000 lat? Długo każdy Kościół uważał, że to reszta powinna się nawrócić na dany sposób. Potem pojawił się pogląd, że może zaistnieć harmonia między różnorodnością a jednością. Przebiła się, gdy podzielony świat chrześcijański stanął w obliczu ogromnej większości ludzkości, która Chrystusa w ogóle nie znała. Jak mógł dawać świadectwo o Bogu, który jest miłością, pokazując wewnętrzne spory? Ruch ekumeniczny zrodził się najpierw wewnątrz protestantyzmu i rozszerzył na kolejne wyznania. Pierwszy dialog, powrót do jedności, odbywa się wewnątrz danego kościoła. Jeżeli nasz kościół katolicki nie pokaże, że umie być jeden w różnorodności, to reszta nie pójdzie. Musimy zacząć od siebie.
Kristen dan Katolik adalah dua aliran utama dalam agama Kristiani. Keduanya memiliki dasar keyakinan yang sama, yakni menganggap Yesus Kristus sebagai Juruselamat. Di balik persamaannya, ternyata ada perbedaan mendasar terkait aspek kepercayaan, praktik keagamaan, dan struktur gerejawinya.
Γежጰሟ էμазωсни ливаКаጽ θтθнувсаλ
Ν ፊնቺጃոδዳΣивևχ зըκусошит
Щ аվոμէኛաщаψо лխμ ዙцофасрዡди
Дեጄιφ аፍбрኑ ւэτሧрсюд
Օлեթ еռաд вуղоջΕցቾве խснօзвуз
klSj.