🐮 Jazda Na Słoniu Tajlandia

Uczestnicy wyprawy będą płynąć tradycyjną łodzią po rzece Chao Phr. aya i kanałach Bangkoku; zaplanowano także rafting bambusowymi tratwami po słynnej rzece Kwai i przejażdżkę na słoniu. Wielką atrakcją jest rejs łodziami motorowymi w parku Khao Sok po jeziorze z malowniczymi formacjami skalnymi, a także kąpiel w 2 oceanach
Ostatnio zobaczyłam zdjęcie koleżanki, która stoi na rajskiej plaży, a na rękach trzyma małpkę na łańcuchu. Inni znajomi właśnie wrócili z Egiptu, gdzie zachwyceni jeździli na wielbłądach. Co jakiś czas czytam posty z zapytaniem, gdzie w Tajlandii możliwa jest jazda na słoniu? Całkiem niedawno będąc na Filipinach siedzieliśmy w pięknej knajpce na plaży zajadając się czym kto lubi. Dwa stoliki przed nami starszy pan (Amerykanin lub Australijczyk) uderzył bezpańskiego psa, bo ten prosił o jedzenie. Wojtek nie wytrzymał i podszedł do mężczyzny. Starszy pan i jego małżonka byli zbulwersowani tym, że śmieliśmy im zwrócić uwagę. Czy my naprawdę jesteśmy tacy bezduszni? Czy jadąc na koniec świata najważniejszą atrakcją jest jazda na słoniu? Czy w wakacyjnym szale gubimy empatię i szacunek do zwierząt? Foto: Reuters Dokładnie rok temu byliśmy w Tajlandii w Ao Nang. Nasza nowa koleżanka wykupiła całodzienną wycieczkę, w której była jazda na słoniu. Opowiedzieliśmy jej o tym, co wiemy na ten temat. Wysłuchała i stwierdziła, że skoro już zapłaciła to trochę żal jej nie skorzystać i pojechała. Umówiliśmy się z nią w tym „ośrodku”, który zgodnie z zapewnieniami organizatorów miał dobrze traktować zwierzęta. Koleżanka zadowolona wsiadła na swojego słonia i wraz z przewodnikiem ruszyła na spacer po dżungli. Wróciła szybko… zsiadła z grzbietu zwierzęcia i powiedziała, że ma ogromnego kaca moralnego… że jadący z nią przewodnik, (chcąc się chyba popisać) nieustannie zadawał ból słoniowi, że już po kilku minutach chciała wracać i nigdy więcej nie chce już uczestniczyć w takiej „atrakcji”. Kilka lat temu znajomi byli na Sri Lance. Dostałam od nich filmy, na których widać było świat z grzbietu słonia, a później we wspaniałej scenerii zwierzęta były przez nich kąpane. Bajka… Myślałam o tym, jak bardzo im zazdroszczę i jak to musi być cudownie tak obcować z tym największym na świecie zwierzęciem. Nie widziałam w tym nic złego… dopóki nie zaczęłam o tym czytać. Dziękuję opatrzności, że na materiały o tresurze i łamaniu psychiki słoni przeczytałam przed wyjazdem na Sri Lankę. Do Tajlandii pojechałam już całkiem uświadomiona. Fot. East News O ŁAMANIU SŁONIOWEJ DUSZY SŁÓW KILKA Po phajaan, tak nazywa się metoda tresowania słoni. Dokładnie oznacza to właśnie: łamanie duszy. Z duszą to słowo nie ma nic wspólnego, to raczej synonim tortur. Słonie, a raczej jeszcze słoniątka są zamykane w małych klatkach, w których stoją, przewiązane linami i łańcuchami. Małego słonia trzeba złamać, najlepszą tego metodą jest ból. Bije się go do momentu, w którym przestanie się bronić. Wbija mu się gwoździe w stopy i uszy. Razi prądem, bije pałkami, straszy ogniem… mało? Im zwierze mocniej się broni, tym bardziej jest ranione… Do tresury używa się haków i paralizatorów. Do tego słoń nie ma dostępu do wody i jedzenia, w małej klatce nie jest w stanie się ruszyć, treserzy nie pozwalają też na to by spał. Maluchy są siłą odbierane matkom, te także w rękach człowieka będą pomału przekształcane w maszynkę do zarabiania pieniędzy. Jeżeli to przeżyją… bo słonica — matka niejednokrotnie umiera z tęsknoty za swoim dzieckiem. Trudne do wyobrażenia? Można to zobaczyć, ale ostrzegam, że film są drastyczne. Link 1 Thai Elephants Link 2 Breaking the spirit of the elephant Link 3 Elephant smuggling exposed: UK tourists fuel live elephant trade between Burma & Thailand Link 4 Elephant Torture Link 5 Elephant training abuse (AAA video) in English Człowiek – wybawiciel ? Po kilku tygodniach takiej tresury każdy słoń się podda. Wtedy w jego życiu pojawia się wybawiciel, człowiek, który nie brał udziału w tresurze. To on wyciąga słonia z klatki, daje mu jeść, otacza go opieką. A słoń zaczyna mu ufać… To czas, w którym można zacząć uczyć słonia wożenia na plecach turystów. No i oczywiście różnych sztuczek, które tak zachwycają białych ludzi. Każdy kolejny dzień nauki jest dla słonia jednocześnie dniem tortur. No ale kto by się nad tym zastanawiał, kiedy jedzie się po dżungli na grzbiecie tego lądowego olbrzyma. Po co psuć sobie wakacje…. JAZDA NA SŁONIU? NIE, DZIĘKUJĘ! Niech was nie zwiedzie dobry stan zwierzęcia i miły właściciel, który proponuje na nim jazdę. Zadbanie i brak widocznych ran na ciele słonia to jedynie znak, że człowiek dba o źródło swoich dochodów. Zwierze, które zostało złamane, jest nieustannie poddawane tresurze, a to znaczy, że za każde najmniejsze przewinienie jest ono karane. Nikt przecież nie będzie mordował zwierzęcia, dzięki któremu cała rodzina ma co jeść. Nie raz słyszałam, że słoń jest stworzony do wożenia turystów. Ty też w to wierzysz? To spróbuj wsiąść na wolno żyjącego słonia i wybrać się na przejażdżkę. Słonie, które po latach pracy dla człowieka chorują, są odprowadzane i pozostawiane w dżungli. To kolejny akt bestialstwa… nikt bowiem ich nie nauczył, jak mają żyć na wolności. Tajlandia. Przyjemna przejażdżka na słoniu? A jak to jest z tym dźwiganiem? Słoń może unieść na swoim grzbiecie ciężar do 150 kilogramów. W miejscu, gdzie mocowane jest krzesło dla turystów, kręgosłup słonia jest bardzo wrażliwy, kręgi są uwypuklone i narażony na uszkodzenia. Niejednokrotnie stelaż mocowany na plecach wraz z turystami to waga przekraczająca 200 kg. Szczęście mają te słonie, które dźwigają drewniane stelaże, te metalowe sprawiają dużo większy ból i szybciej uszkadzają kręgosłup. WIĘC GDZIE SPOTKAĆ SŁONIA? A co zrobić, kiedy naprawdę chcemy zobaczyć słonia? Na Sri Lance wystarczy odrobina szczęścia. Wolno żyjące słonie można spotkać w pobliżu dróg. Nasz przewodnik już pierwszego dnia stanął na poboczu i pokazał nam w oddali stado słoni. Pewniejszą opcją są parki narodowe. Tam trzeba mieć dużo szczęścia, aby słonia nie spotkać. My wybraliśmy się do Yala National Park, tam mogliśmy z niewielkiej odległości pooglądać wolno żyjące zwierzęta. (Na temat safari w Yala Park napiszę osobny post). A co jeżeli komuś marzy się kąpiel ze słoniem, karmienie czy choć pogłaskanie i zobaczenie go z bliska? Coraz większą popularność zdobywają parki – ośrodki, chroniące i dbające o słonie. Pierwsza panująca w nich zasada: nie wolno jeździć na słoniach i tej atrakcji tam nie znajdziemy. Każde miejsce, które pozwala na to, aby turysta dosiadł słonia, jest pseudo parkiem, który powstał jako prywatna farma do zarabiania pieniędzy. Miejsca, które chronią zwierzęta, mają zazwyczaj wyższe ceny biletów. Opieka i ochrona zwierząt kosztuje dużo więcej niż pastwienie się nad nimi. W Tajlandii znany jest Elephant Nature Park w Chang Mai. My tam nie byliśmy więc nie będziemy o nim pisać, ale odeślemy do opisu Marysi na blogu: W imieniu tych, co nie mówią oraz na oficjalną stronę parku. Byliśmy za to w Pinnawala Elephant Orphanage, czyli sierocińcu słoni, który mieści się na Sri Lance. To miejsce budzi wiele kontrowersji. Powstało ono w 1975 roku i jego zadaniem była ochrona małych słoniątek, które zostały sierotami. Obecnie w placówce przebywa około 100 słoni, od maluchów po starsze osobniki. Do obu wymienionych ośrodków trafiają słonie chore, ranne lub osierocone czyli takie, które w naturalnym środowisku same nie dadzą sobie same rady. Są też zwierzęta, które stały się ofiarami ludzkiego bestialstwa. W Pinnawali zwierzęta chodzą wolno, ale cały czas w pobliżu są pracownicy fundacji. Pilnują słoni w miejscach, w których mają one kontakt z turystami. Należy uważać na pracowników parku, którzy są dość nachalni i za wszystko chcą dostawać pieniądze. Dwa razy dziennie całe stado słoni idzie nad rzekę na kąpiel. Przechodzą wówczas ciasnymi uliczkami Pinnawali, aby móc spokojnie taplać się w wodzie. To chyba najprzyjemniejszy widok w całym tym ośrodku. Pinnawala Elephant Orphanage W Pinnawala Elephant Orphanage nie było jednak tak do końca beztrosko. Co wzbudziło nasze wątpliwości? Kilka małych słoniątek codziennie karmionych jest mlekiem z butelek (to dodatkowo płatna atrakcja dla turystów). Słoniki są przykute wtedy łańcuchami. Tłumaczone jest to tym, że mały słoń szaleje, kiedy poczuje mleko i aby dzieciaki nie zrobiły sobie ani opiekunom krzywdy są przypięte łańcuchami. Niektóre, dorosłe słonie także mają na nogach łańcuchy. To z kolei tłumaczone jest tym, że są one na tyle dzikie, że mogą stanowić zagrożenie dla ludzi. Niewielka część słoni stała w ogrodzonych boksach. Do tego pracownicy ośrodka mieli przy sobie bull hook – specjalne kije zakończone hakiem. Nie widzieliśmy, aby były one używane, ale ich obecność oznaczała, że prawdopodobnie to dzięki nim słonie są przywoływane do porządku. To jedyne elementy, które wzbudziły nasz niepokój. Tylko tyle czy aż tyle? Pamiętajcie, że takie praktyki spotykane są nie tylko w Azji. W bestialski sposób słonie traktuje się także w Europie. Tresura w cyrkach niewiele różni się od azjatyckich metod Po phajaan. Podobnie tresowane są zwierzęta w cyrkach. Pod tym linkiem można zobaczyć, jak traktowane są słonie w jednym z europejskich… ZOO. INNE ATRAKCJE KTÓRE NALEŻY OMIJAĆ Z DALEKA Na szczęście zamknięto już słynną Tiger Temple w Tajlandii, która to okazała się miejscem bestialskiego wykorzystywania tych kotów. W Internecie znajdziemy setki zdjęć uśmiechniętych i szczęśliwych turystów, którzy tulą do siebie te dzikie zwierzęta i nawet przez myśl im nie przeszło jak to możliwe, że te drapieżniki nawet nie mrugną. Od kilku lat głośno mówiono o tym, że tygrysy w Kanchanaburi są faszerowane narkotykami, ale nie zmniejszało to ilości chętnych, którzy słono płacili za odwiedzenie tego miejsca. Rzeczywistość okazała się dużo gorsza: handel skórami, dziesiątki małych, martwych tygrysów, preparaty robione z ich organów… to wszystko pod egidą świętych i dobrych mnichów. Ja patrzę na swojego kota, którego ciężko jest zmusić do pieszczot i zastanawiam się, jak można być tak ślepym, by uwierzyć w to, że dzikie tygrysy dają się tarmosić jak małe, domowe kotki. Zdjęcia z likwidacji Tiger Temple – żródło Internet TRESOWANE MAŁPKI Tresowane małpki bawią i cieszą? Czy da się wrócić z egzotycznych wakacji bez zdjęcia ze śliczną małpką? Zanim po raz kolejny się uśmiechniesz pomyśl jak to zwierzątko było uczone jazdy na rowerze czy tańca. Tutaj jest podobnie jak ze słoniem, z tym że nad małpką łatwiej zapanować. Wystarczy łańcuch i bat. Każda sztuczka to wiele dni bólu i głodu, bo przy tresurze małp to głód dobrze się sprawdza. Podobno nad prawie 300 makakami (gatunek małpek), które wykorzystywane są w przemyśle turystycznym w różnych miejscach w Tajlandii, codziennie znęcają się ludzie. Pomyśl o tym, kiedy następnym razem na rajskiej plaży podejdzie do Ciebie uśmiechnięty „człowiek” i zapyta, czy chcesz zdjęcie ze słodką małpką. Jasne, że chcesz… tylko ten łańcuch jakoś tak przeszkadza. TAŃCZĄCY WĄŻ Małpki Ci się nie podobają? No to może wąż. Pseudo — fakir wyciągnie go z koszyka, a nawet położy Ci na ramionach. Kolejna wspaniała fotka do albumu z wakacji. Znowu pełen radości nie zdążyłeś się zastanowić, co takiego podaje się temu gadowi, że z dusiciela staje się tak samo żywy, jak wąż do podlewania ogródka? Miły „treser” nie wspomniał o tym, że węże łapane są w swoim naturalnym środowisku, a potem, aby nie narażać turystów, są im wyrywane kły lub blokowane kanały jadowe. Pomyśl o tym, kiedy następnym razem staniesz nad fakirem na placu Dżamaa al-Fina w przepięknym Marrakeszu i spojrzysz w zamglone oczy węża. PŁYWANIE Z DELFINAMI Wybetonowane baseny z delfinami i orkami… wspaniały show, genialne sztuczki i ogromna radość zarówno dzieci jak i dorosłych. Nie zastanowiło Was nigdy, jak te cudowne zwierzęta czują się w ciasnych basenach wypełnionych chlorowaną wodą? Nie ważne jak one się czują, ważne, że my się wspaniale bawimy. Nikt nie myśli o tym, że 50% odłowionych delfinów nie przeżywa okresu adaptacyjnego. Słynny Loro Park na Teneryfie jest miejscem, gdzie delfiny często buntują się i nie chcą występować z treserami. Doszło tam też kiedyś do wypadku, w którym orka zabiła trenera. Popularne na Malcie delfinarium ma wysoko przekroczony poziom hałasu, na który delfiny są wyjątkowo wyczulone. Pływające w nim ssaki często mają widoczne rany i otarcia na skórze. Swego czasu to właśnie maltańskie delfinarium znalazło się na liście 7 najokrutniejszych miejsc dla zwierząt. Pływałam z delfinami raz — na Dominikanie. Zwierzęta znajdowały się w wydzielonym na morzu obszarze. Aby móc z nimi pływać należało ściśle przestrzegać zasad: wziąć przed wejściem do wody prysznic, ściągnąć biżuterię i gumkę do włosów. Zwierzęta można było dotknąć, ale należało omijać okolice oczu i otworu oddechowego. Kategorycznie zabronione było chwytanie płetwy delfina i pływanie za nim. Pokazy były krótkie, delfin brał udział tylko w jednym show, a później spędzał czas w oddzielnym boksie wraz z innymi zwierzętami. Do dzisiaj nie wiem, czy ta atrakcja była etyczna i jak tak naprawdę traktowany były te zwierzęta. Na pewno delfiny czuły się lepiej w słonej wodzie i otwartej przestrzeni niż w wybetonowanym basenie pełnym chloru. Odwiedziłam to miejsce w 2009 roku, próbowałam je teraz odszukać, ale bezskutecznie. W większości reklamowanych ośrodków znajdujących się na Dominikanie panują dużo mniej restrykcyjne zasady. Dzisiaj uważam, że najlepszym sposobem na poznanie tych ssaków jest wybór rejsu: whale watching. Będąc na Teneryfie, zamiast iść do Loro Parku warto wybrać taką atrakcje i wypłynąć w morze aby zobaczyć stada delfinów żyjące na wolności. Podobnie w Egipcie istnieje możliwość aby popłynąć na rafę Dolphin House w okolicy Marsa Alam czy też na wyspę Tiran i tam zobaczyć delfiny w ich naturalnym środowisku. WALKI KOGUTÓW Miesiąc spędzony na Filipinach, w kraju, który słynie z walk kogutów, a my nie poszliśmy zobaczyć filipińskiego sportu narodowego? Widziałam tą “atrakcję” na Dominikanie, choć był to raczej jej zalążek. Właściciel farmy pokazał nam, jak walczą ze sobą koguty. Ku mojej radości bardzo szybko je rozdzielił. Grupka turystów nie była warta tego, aby poświęcać życie tak drogiego ptaka. Nie opowiem wam szczegółów o tym jak wygląda ten sport i takie emocje wyzwala. Jeżeli ktoś ma w tej kwestii wątpliwości polecam odcinek programu „Kobieta na krańcu świata” Martyny Wojciechowskiej lub wpis Krzysztofa Majak. JAK NIE PRZYKŁADAĆ RĘKI DO PRZEMYSŁU TURYSTYCZNEGO, KTÓRY WYKORZYSTUJE ZWIERZĘTA? Wybieraj miejsca, w których zwierzęta żyją w naturalnym środowisku. Ocean zamiast basenu, safari zamiast klatek. Zanim zdecydujesz się na atrakcje w której będzie uczestniczyć zwierzę, poczytaj o niej i o wybranym przez siebie miejscu. Wysłuchaj relacji tych, którzy już tam byli. Staraj się wybrać miejsce, fundacje czy firmę, która walczy o prawa zwierząt i otacza je opieką. Pamiętaj, że wstęp do miejsc, w których dobrze traktuje się zwierzęta jest droższy od atrakcji, w których zwierzęta się wykorzystuje. Nie bądź ignorantem, nie myśl schematami takimi jak ten, że słoń jest silny, więc może nas dźwigać. Nie przechodź obojętne obok agresji i znęcania się nad zwierzętami. Nie myśl, że nie uratujesz świata. Pamiętaj, że im mniejsze zainteresowanie tego typu atrakcjami, tym mniej zwierząt będzie pozyskiwanych do przemysłu turystycznego. To długotrwały proces, ale to my jesteśmy jego początkiem. Zacznij od tego, co bliskie: zastanów się, czy warto iść do cyrku, jak funkcjonują dorożki na krakowskim rynku lub czy konie na trasie do Morskiego Oka nie pracują ponad siły? Ucz dzieci szacunku dla zwierząt. Opowiadaj o przemyśle turystycznym — często nasi znajomi nie zdają sobie sprawy z tego, jak traktowane są zwierzęta. Udostępnij tej post, niech trafi do jak największej ilości osób. EDIT: Z uwagi na fakt, iż niewielka grupa czytelników zamiast podejmować dyskusje na temat ochrony zwierząt i tego jak bestialsko traktowane są w różnych częściach świata, skupia się na moich upodobaniach kulinarnych, usunęłam fragmenty budzące tak ogromne kontrowersje. Nie chcę aby odwracały one uwagę od głównego problemu. Dla niektórych zjedzenie krewetki jest równoważne z zakatowaniem psa czy tresowaniem słonia. Szanuje takie poglądy jednak przykro mi czytać, że zamiast skupić się na problemie i uświadamiać innych, skupiają się tylko na moim talerzu.
Członkowie otrzymują 22,43 zł zwrotu. Jazda KTM X- Bow - 1 okrążenie za kierownicą 299,00 zł (224,25 zł) Jazda KTM X- Bow - 2 okrążenia za kierownicą 499,00 zł (374,25 zł) Jazda KTM X- Bow - 3 okrążenia za kierownicą 699,00 zł (524,25 zł) Jazda KTM X- Bow - 4 okrążenia za kierownicą 899,00 zł (674,25 zł) Do koszyka.
Skuter w Tajlandii to najpopularniejszy środek transportu. Za około mniej niż 300THB możecie wypożyczyć skuter na cały dzień i beztrosko zwiedzać okolicę. Jak wypożyczyć skuter w Tajlandii i bezpiecznie się nim poruszać. Na początek kilka cennych porad dotyczących skuterów w Tajlandii, czyli 5 porad przed wynajęciem skutera w Tajlandii 1. Nigdy nie zostawiajcie paszportu w wypożyczalni. Najlepiej dać spisać dane lub pozwolić zrobić zdjęcie. Pozostawienie paszportu w wypożyczalni może narazić was na duże problemy z nieuczciwą wypożyczalnią, o czym piszemy w artykule 10 najpopularniejszych oszustw w Tajlandii. Zwiedzanie wyspy na skuterze w Tajlandii to najlepszy sposób na odkrycie ciekawych miejsc lub bezludnej plaży. 2. Zawsze miejcie kask na głowie i to nie ze względu na ewentualny mandat, ale własne bezpieczeństwo. Wystarczy dziura w jezdni lub kamień, by wywrócić się na skuterze. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności i możecie uderzyć głową w ulicę. 3. Zadbajcie o dokumenty. Tajscy policjanci, często robią łapanki na turystów poruszających się skuterami. Polski dokument nie jest honorowany w poza krajami Unii Europejskiej, więc jest okazja do wzięcia łapówki. Zobacz Korupcja w Tajlandii. Przed wyjazdem do Tajlandii, udajcie się do swojego wydziału komunikacji po międzynarodowe prawo jazdy. 4. W trakcie wynajmowania skutera dokładnie go obfotografujcie, ponieważ proceder wyłudzania pieniędzy za rzekome porysowanie lub uszkodzenie skutera jest bardzo popularny w Tajlandii. 5. Wybierzcie też w miarę możliwości markowy skuter, trochę już podniszczony. Nowiutkie chińskie modele nie wytrzymują długo, więc są często wymieniane na nowe. Mają słabe silniki. Dodatkowo jeżeli zdarzy wam się niewielka kraksa na podniszczonym skuterze uszkodzenia mogą nie rzucać się w oczy (markowe modele są wykonane z lepszej jakości plastików). Duży ruch na ulicach Bangkoku i luźne stosowanie się do przepisów ruchu drogowego powoduje wiele wypadków, często śmiertelnych. 6. Nie wynajmujcie skutera w Bangkoku lub Chiang Mai, gdyż ruch jest tam bardzo duży i jest niebezpiecznie. Tajowie są słabymi kierowcami, a sama Tajlandia jest w światowej czołówce w liczbie wypadków na drogach. Skuter jest dobry na wyspach lub na prowincji. Gdzie wynająć skuter w Bangkoku? Jeżeli koniecznie chcecie wynająć skuter w Bangkoku to najpierw przejedźcie się motobike taxi, czyli skuterem taksówką w godzinach szczytu. 7. Kupcie sobie wcześniej bandamkę lub czapkę na głowę, którą założycie pod kask i będzie izolować głowę od wypożyczonego kasku oraz chłonąć pot. Okulary przeciwsłoneczne z polaryzacją też się przydadzą na drodze. Samoobsługowa stacja benzynowa jakich wiele na wyspach w Tajlandii. 8. Tankujcie skuter na stacjach benzynowych – tam paliwo w Tajlandii jest najtańsze. Przeciętnie 2 litry powinny wam starczyć na cały dzień jazdy. W Tajlandii przy drodze możecie kupić paliwo do skutera w szklanych butelkach, ale jest drożej niż na stacji. 9. Niby oczywiste, ale w imprezowej Tajlandii można stracić czujność. Nie prowadźcie po alkoholu. To niestety częsta praktyka wśród miejscowych, ale i turystów. Zwykle mandat za jazdę po pijaku Tajowie opłacają 500THB łapówką, ale dla turysty to duże problemy i wyższa cena. Co najważniejsze w przypadku jakiegokolwiek zdarzenia, jeżeli jesteście po spożyciu alkoholu, wasze ubezpieczenie turystyczne w Tajlandii będzie bezwartościowe. 10. Poruszając się skuterem miej zawsze przy sobie: Międzynarodowe prawo jazdy Paszport Telefon z GPS Wizytówkę wypożyczalni skuterów lub numer kontaktowy oraz adres Wypożyczenie skutera w Tajlandii – wymagania Każdy kierujący skuterem w Tajlandii musi: Posiadać międzynarodowe prawo jazdy (do załatwienia w polskim wydziale komunikacji kilka tygodni przed wyjazdem) Mieć na głowie kask Mieć założoną koszulkę W Tajlandii musisz posiadać międzynarodowe prawo jazdy wydane zgodnie z Konwencją Genewską z 1949 r., ale co najważniejsze, według tamtejszych przepisów w polskim dokumencie musisz mieć kategorię A. Do prowadzenia skutera wymagane jest prawo jazdy na motocykl (międzynarodowe, zgodne z Konwencją Genewską lub miejscowe). W przeciwieństwie do Polski, prawo jazdy kat. B nie uprawnia do prowadzenia skutera – informuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Tyle przepisy. W rzeczywistości międzynarodowe prawo jazdy wyrobione na podstawie krajowego dokumentu kategorii B zwykle rozwiązuje sprawę w przypadku kontroli drogowej, a nawet gdy go nie posiadamy to 500THB dla policjanta rozwiązuje problem. Sytuacja się komplikuje, gdy jesteśmy uczestnikami kolizji. Wtedy w przypadku braku międzynarodowego prawa jazdy, wystawionego na podstawie polskiego dokumentu z kategorią A, zaczynają się problemy. Wina za zdarzenie automatycznie spada na nas, a ubezpieczyciel zwykle odmawia pokrycia strat i kosztów leczenia. Warsztaty w Tajlandii nie są może najładniejsze i trzeba się liczyć z przedłużaniem się naprawy, ale powinno być dużo taniej niż w wypożyczalni. Co zrobić w razie uszkodzenia skutera w Tajlandii Wszystko zależy od typu uszkodzenia, jeżeli skuter przestał działać to należy kontaktować się z wypożyczalnią, ale gdy przewrócił się połamał lub uszkodził w sposób mechaniczny to będzie słono kosztować. Jak uniknąć kosztów za uszkodzenie skutera? Wywrotka na skuterze to powszechna rzecz, to że ktoś uszkodzi skuter pod naszą nieobecność też się zdarza. W takim przypadku lepiej i taniej będzie naprawić skuter na własną rękę. Gdzie naprawić skuter w Tajlandii? W każdym większym miasteczku znajdują się warsztaty naprawiające skutery. Taniej wyjdzie pojechać tam i naprawić, niż zapłacić w wypożyczalni za uszkodzenie. Skuter może uprzyjemnić zwiedzanie, ale nie zawsze jest wskazany. Wbrew pozorom, wynajęcie skutera w Tajlandii to duże ryzyko. My korzystaliśmy ze skuterów między innymi na wyspie Koh Lanta i było super. Wypadek na skuterze w Tajlandii Tajlandia jest na pierwszym miejscu pod względem ilości ofiar śmiertelnych na drogach. Wypadków jest bardzo wiele i w większości uczestniczą turyści. Wezwanie policji na miejsce zdarzenia spowoduje tylko tyle, że winę będzie ponosił obcokrajowiec. Pomoc medyczna w Tajlandii jest na wysokim poziomie w dużych miastach, ale na prowincji lub wyspach nie jest już tak dobrze. Z drugiej strony dla Tajów takie sytuacje są okazją do szybkiego zarobku. Słoń. Sen o słoniu oznacza szczęście, sukces, obfitość i lojalność. Sen o słoniach wskazuje, że przechodzisz przez chwile zmian w swoim życiu, a niektóre z nich mogą być dość radykalne. Sen zapowiada też dobre zyski w biznesie, jeśli będziesz polegać na swojej intuicji. Może reprezentować miłość i przywiązanie w Cześć! Dzisiaj będzie post „przegadany”, bo zdjęć z żadnej z wymienionych przez nas atrakcji nie posiadamy. Jest to również dla nas bardzo ważny wpis, ponieważ sami staramy się, aby nasze podróżowanie nie było bezmyślne, a tym bardziej nie chcemy, aby komuś przez nas działa się krzywda. Zapraszamy na post: Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Tajski raj turystyczny W Tajlandii spędziliśmy równe dwa miesiące i z pewnością do niej jeszcze wrócimy. Tajlandia jest krajem niezwykle przyjaznym turyście, gdzie wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki. Jest wręcz idealna, jeśli po raz pierwszy wybieramy się do Azji, a nie chcemy przeżyć drastycznego szoku kulturowego. Tajlandia kojarzy się z miejscem dzikim, odległym, gdzie słonie hasają po ulicach, a włochate pająki wielkości dłoni są codziennymi gośćmi w naszych bambusowych chatkach. W rzeczywistości, aby zobaczyć dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku trzeba się naprawdę postarać. W końcu dla tych zwierzątek jesteśmy zagrożeniem, którego chcą unikać. Mimo, że naprawdę marzyliśmy o bliskim spotkaniu ze słoniem czy tygrysem, jeszcze przed wyjazdem obiecaliśmy sobie, że będziemy unikać wszelkich sztucznych atrakcji, które w jakikolwiek sposób przyczyniają się do cierpienia ludzi i zwierząt. Tajlandia jest krajem tak kolorowym i różnorodnym, że i bez tych kilku „przyjemności” można w szalony sposób spędzić swoje wakacje! Oto trzy bardzo popularne tajskie atrakcje, którym stanowczo mówimy NIE i mamy nadzieję, że szybko znikną z broszur turystycznych! Tajskie atrakcje, którym mówimy NIE Jazda na słoniu Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi, że ten temat jest już tak wszechstronnie omawiany i opisywany! Chcemy dołożyć też swoją cegiełkę – może akurat ktoś nie zdecyduje się na tę atrakcję po przeczytaniu naszego posta? Dlaczego jazda na słoniu jest taka zła? W końcu te zwierzęta od wieków były wykorzystywane do przewozu ładunków. Dla Tajów słoń, to jak nasz polski koń, można by powiedzieć. Niestety nie jest to wszystko takie proste. Mamy świadomość, że Tajowie traktują słonie jak zupełnie normalne zwierzęta, które od wieków wspierały ich gospodarkę. Słonie żyjące w niewoli od dziecka nie poradziłyby sobie wypuszczone na wolność. My jednak nie chcemy potępiać i rzucać kamieniami. Jest to problem zbyt złożony, a hasła głoszące – wypuścić wszystkie więzione słonie do dżungli – są po prostu śmieszne. Uważamy jednak, że jazda na słoniu nie jest fajna. Dźwiganie ogromnego kosza z kilkorgiem ludzi w środku na grzbiecie nie jest fajne. A już sama tresura jest istną makabrą! Otóż słonie to bardzo dumne i inteligentne stworzenia. I aby taki słoń był na tyle posłuszny, żeby dźwigał kosz pełen ludzi na swoim grzbiecie przez 10 godzin, dzień w dzień, musi zostać odpowiednio wytresowany. Taka tresura to istny koszmar dla zwierzęcia – jeszcze jako dziecko, słoń zostaje oddzielony od matki i zamknięty w klatce, która uniemożliwia mu poruszanie się. Słoniątko jest bite, okaleczane i głodzone przez kilka tygodni – cały ten proces nazywa się łamaniem ducha. Następnie po tygodniach katuszy, do słoniątka przychodzi mahout, czyli wybawiciel. Jako pierwszy karmi i poi biedne zwierzę i uwalnia z łańcuchów. Tym samym słoń staje się mu bezgranicznie oddany i posłuszny… Czy takie cierpienie jest warte jednej fotki? Szczerze wątpimy, że ktokolwiek, kto ma świadomość, jak wygląda cały ten proces, wykupi taką przejażdżkę. Jako alternatywę możemy Ci zaproponować odwiedziny np. w Parku Kao Yai, gdzie możesz zobaczyć cudowne słonie w ich naturalnym środowisku! 🙂 Piękne uczucie! ❤ Porady praktyczne jak tam się dostać znajdziesz we wpisie: Park Khao Yai – dżungla dla początkujących. A to ile radości sprawiło nam zobaczenie dzikich słoni na wolności możesz zobaczyć (i posłuchać) w naszym filmie na YouTube: Autostop i dzikie słonie w Tajlandii. Wizyta w sanktuarium tygrysów Kilka lat temu, gdy słyszeliśmy o świątyni Tygrysów w Tajlandii nasuwało nam się jedno wielkie: WOW! Majestatyczne i niebezpieczne drapieżniki na wyciągnięcie ręki! Można zrobić sobie z nimi zdjęcie, pogłaskać, przytulić, a nawet wyprowadzić na smyczy… Czytaliśmy, że w takich sanktuariach te dzikie koty są pod świetną opieką buddyjskich mnichów, którzy czuwają nad ich bezpieczeństwem. Przeżyliśmy szok, gdy wyszło na jaw, w jak okropnych warunkach przetrzymywane są te piękne koty i ile muszą wycierpieć, aby być bezpieczną atrakcją dla turystów! W połowie 2016 roku w jednym z tajskich sanktuariów odkryto, że zwierzęta przebywające w świątyni są przetrzymywane w skandalicznych warunkach. Na terenie świątyni znaleziono kilkadziesiąt martwych tygrysiątek. Podejrzewano również, że tygrysy były zabijane dla skór, kłów czy kości, które potem były sprzedawane za bajońskie kwoty kolekcjonerom… Ponadto spotkaliśmy się również z zarzutem, że zwierzęta często były otumanione narkotykami, aby turysta mógł spokojnie i bez strachu się do nich przytulić. W głowie nam się to nie mieści.. Buddyjski klasztor, mnisi, świątynia – jak to możliwe, że działa się tam taka tragedia? Dlatego teraz, nawet jeśli sytuacja uległa poprawie, my nie chcemy wspierać tego biznesu. Odwiedziny w wiosce plemienia Karen Odwiedzając północne rejony Tajlandii z pewnością natkniesz się na szeroko reklamowaną wycieczkę w odwiedziny do plemiona Karen. Plemię to znane jest na całym świecie przede wszystkim z tradycji nakładania metalowych obręczy na szyje przez kobiety. Obręcze te w sposób nienaturalny wydłużają odcinek szyjny kobiet i powodują, że sama szyja wydaje się być bardzo długa. Niestety wioska ta jest jedynie sztucznym tworem, które przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Najstraszniejsze jest jednak to, że często Ci ludzie są po prostu zmuszeni przez swoją sytuację polityczną do bycia eksponatami w tym ludzkim zoo. Zazwyczaj są oni emigrantami z Birmy, którzy uciekli ze swojego kraju przed wojną i prześladowaniami. Często nie mają statusu uchodźcy i żadnych praw (w tym również prawa do oficjalnego zatrudnienia). Złamanie tajskiego prawa spowodowałoby ich deportację i przekazanie w ręce rządu Birmańskiego. Rząd Tajski znalazł rozwiązanie – stworzenie atrakcji turystycznej, która rokrocznie przynosi ogromne dochody tajskiej turystyce. Właściciele wiosek z pieniędzy za bilety wstępu opłacają Karenom pozwolenia na pracę w skansenie, w zamian prosząc „jedynie” o piękne uśmiechy do obiektywów. Cała ta sytuacja wydaje nam się po prostu chora, a podglądanie życia mieszkańców sztucznie stworzonej wioski to po prostu nie nasza bajka! Milordzie! Mamy nadzieję, że post Ci się spodobał i oczywiście czekamy na Twoje komentarze z wrażeniami z podróży po Tajlandii czy Azji w ogóle! Justyna i Tomek Posty, które Cię zainteresują Skuter w Tajlandii – czy warto? Ile kosztuje miesiąc podróżowania po Tajlandii Północnej? Autostopem przez Tajlandię i Malezję – informacje praktyczne Twoja prywatna wycieczka objazdowa do Tajlandii. (realizujemy już od 2 os.!) Uważana za najlepszą wycieczkę do Tajlandii! "Baśniowa Tajlandia" Wycieczka objazdowa po najpiękniejszych zakątkach Tajlandii. 9 niezwykłych miejsc do zwiedzenia. (Bangkok, Ayutthaya, Kanchanaburi, Chiang Mai, Chiang Rai, Krabi, Phi Phi, Phuket, Khao Sok) (zgodna z rozkładem lotów czarterowych z Rainbow Miało być pięknie. Miało być przyjemnie. Miało być ciekawie. Miałyśmy siedzieć sobie na burcie, oglądać laotańskie góry i wpatrywać się w zawiły nurt Mekongu. Miało być jak w raju, a było jak w po w Chiang Mai zaczęłam nieśmiało orientować się, jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem. Wszystko wskazywało, że przyjdzie nam wybrać przejście północne Chiang Khong – Ban Houayxay, z tamtąd autobusem, szybką łódką lub wolną barką – udać się do Luang Prabang. Z tych opcji wybraliśmy w naszym mniemaniu najciekawszą – czyli dwudniowy spływ barką po Mekongu, co w tajskich agencjach kosztowało od 1600 do 2300 bth za osobę (transport z Chiang Mai do granicy, z granicy na przystań i bilet na łódz w wersji podstawowej do rozbudowanej o posiłki i noclegi). Wg naszych wyliczeń wersja podstawowa kosztowała nas 1080 bth (130 autobus do autobus do Chiang Khon+60 transport hostel-granica+27 tuktuk z granicy na przystan+800 koszt slow boat po przeliczeniu z kip na baty)Ceną nie przejęłam się specjalnie, bo wiadomo, że agencje muszą zarobić. Moje doświadczenie podpowiadało mi także, że nie jest to ani takie trudne ani niebezpieczne, jak agencje głoszą. Byłam pewna, że można kupić bilet na miejscu, w dniu wypłynięcia albo maks na następny dzień (agencja: konieczne kilkudniowe wyprzedzenie), a transport, nocleg i posiłki, który były w cenie agencyjnego biletu jestem sobie w stanie zorganizować niskobudżetowo więc jak rzekłam, tak uczyniłam – i teraz szczegółami pt. jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem się z Wami dzielę:1. Bilet autobusowy Chiang Mai – Chiang Rai – 130 batów, czas przejazdu ok 4h., linia: Greenline, odjazd z Arcade Bus Station. Uwaga! Bilet zarezerwujcie/kupcie z wyprzedzeniem. Trasę tą, na dzisiaj obsługuje tylko jeden przewoźnik, kursów jest mało, pierwszy rusza o g 9 am, ostatni odjeżdża o 5 pm. Przyszłam z półgodzinnym raptem wyprzedzeniem i okazało się, że biletów już nie ma. Podobnie zdziwił sie Niemiec, który stał przed nami. W związku z tym zmuszone byłyśmy spędzić dodatkową noc w Chiang Mai. Polecam duży, nowy, biały Y House po prawej stronie Świątyni. Pozostałe gueshousy mają taka samą cene za pokoj (500 bathów), wg mnie gorszy standard. Chodziłyśmy szukając tańszej opcji, ale miejscowi twierdzili, że nic w okolicy nie ma. Nocleg w okolicy dworca autobusowego, Chiang Mai, Thailand /Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem/Kłamali niestety. Idąc rano po śniadanie, przy głównej ulicy stał sobie, doskonale widoczny z płyty dworca hostel, w ktorym pokój kosztował 250 bth. Nam w sumie wyszło na to samo, bo Florian też był na niskim budżecie, wiec połączyliśmy siły i wzięliśmy pokoj w Y House. Niemniej jednak rano, gdy zobaczyliśmy, że istnieje opcja o połowę tańsza, oboje zgrzytnęliśmy w okolicy dworca autobusowego, Chiang Mai, Thailand /Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem/Wiedzone chęcią obejrzenia Białej Świątyni, zostałyśmy w Chiang Rai na jedną noc. Polecam Bus Station 1 Hostel – dosłownie 300 m od dworca. Cena za dormi – 100 bth. W tym hostelu zalecam zaklepanie dormi – było full (dobra cena+bliskość dworca). Tradycyjnie sprawdzcie, czy nie ma pluskw – my nie sprawdziłyśmy i rano tego żałowałyśmy. Wszędzie sprawdzajcie nocleg pod kątem pluskw. Niestety bywają nawet w dobrych hostelach/hotelach, a nawet w pociągach i autobusach. O moich pierwszych doświadczeniach z pluskwami pisałam Chiang Rai – Chiang Khong – lokalny autobus – 65 bth, odjeżdża co pół godziny. Jedzie się ok 3h. Może Was wysadzić na krzyżówce do mostu przyjaźni, skąd można spokojnie powędrować na granicę, lub przejechać tuk-tukiem za jedyne 20 bth za osobę. Tuk-tuki czekają tam na Noclegi po stronie tajskiej sa zdecydowanie tańsze niż po laotańskiej. Ponieważ miałyśmy w planach poranną wędrówkę do granicy, zatrzymałyśmy się w Maleehouse Hostel. Polecam zdecydowanie. Czyste dormi w nieco góralskim stylu (100 bth), supergorąca woda w dużej łazience, miło, przyjaźnie. Na miejscu można też zjeść (Malee prowadzi restaurację), natomiast ceny za posiłek zaczynają się od 60 bth. Niemniej jednak, jeśli wrócicie do drogi i pójdziecie w lewo, dwie przecznice dalej traficie na domową, lokalną restauracyjkę, która serwuje obłędny pad thai za jedyne 30 bth. Był tak pyszny, że zapobiegawczo kupiłam dwa na kolejny dzień, przechowując je u Malee w lodówce. Zdecydowanie doradzam kupić jedzenie na spływ po tajskiej stronie. Trochę jest tachania, ale zapewniam Was, że ceny w Laosie do przyjaznych nie dysponując jeepem odwozi ludzi na granicę. Usługa ta kosztuje 60 bth za osobę, wyjazd (granicę otwierają o 8 am). Ostatecznie moje plany pójścia na granicę rozpierzchły się rano. Ja jak zwykle wstałam o ale Gajce, która dość późno zasnęła, postanowiłam tego oszczędzić. Wyasygnowałam więc kasę i wraz z Malee pojechałyśmy na granicę. Juz na miejscu okazało się, że na pace nie ma mojego diablito – z mojej winy. Malee wróciła pod Guesthouse, zabrałyśmy diablito i po raz drugi wróciłyśmy na granicę. Kochana, nie chciała za to ani Na granicy kolejna niespodzianka. Otóż przed bramkami siedzi sobie pan w uniformie strażnika i kasuje po 100 bth. Chwilę mi zajęło, zanim pojęłam, że miły pan ściąga haracz, ale tylko od tych, którzy zgubili magiczną karteczke arrival/ Za chwilę kolejne zdziwienie. Po podbiciu paszportu każą ustawić nam sie w kolejce, do miejsca, które trochę wygląda jak okienko w banku. Znowu chodzi o płacenie jakiejś kasy. Jakiej, do cholery? Okazuje się, że należy przymusowo kupić bilet na autobus kursujący po moście przyjaźni za jedyne 20 bth od osoby. Nie ma możliwości przejścia go pieszo (!!!) W okienku można też wymienić baty na nowiutkie dolary, by zapłacić nimi za wizę po laotańskiej stronie. Nas, Polaków, obowiązuje opłata wysokości 30 USD/wizę. Różne narodowości mają różne Wysiadamy po laotańskiej stronie. Szybko wypisujemy karteczki arrivalowo-departurowe, dodajemy po jednym zdjęciu, wpłacamy mamonę i po 5 minutach dostajemy paszporty ze świeżutką wizą. Dodatkowo Gajki wraca z pachnącą Musicie zapłacić tuktukowi 100 bth/osobę za dowóz do przystani. Jest do niej kawał, piechotą nie da rady. Łódka odpływa – am, generalnie jak jej się slow boat. Ban Houayxay, Laos /Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem/8. Bilet kupujecie na miejscu. Nie spodziewając się podstępu nie przeliczyłam sobie batów na kipy, i zapłaciłam słone 500 bth za jeden odcinek, zamiast 105 tyś kip. Płaccie w kipach więc, nie dajcie sie zrobić w bambo, bankomat jest na granicy, a potem w kilku miejscach po drodze, spokojnie jest gdzie wybrać. Ja na szczęście zapłaciłam tylko za pierwszy odcinek, do Pakbeng , potem już mądrzejsza o spostrzeżenie płaciłam w kipach. Za pierwszy odcinek nie płaciłam też za Gaje, ale podejrzewam, że to wyszło niechcący – poszłam sama do kasy i jak zawsze kupiłam bilet dla jednej osoby, a na łódce nikt potem nie sprawdzał. Zdziwiłam się natomiast bardzo, jak zażądano ode mnie opłaty za dziecko dzień później (na drugi odcinek bilet kupuje się juz na łódce, w trakcie rejsu, 105 tyś kip) – z czego wnioskuję, że za dziecko też się płaci pełną opłatę. Ja odmówiłam, ale to akurat związane było z warkunkami rejsu – drugiego dnia zmieniono nam łódkę na mniejszą, w związku z czym brakło dla nas miejsc siedzących w części turystycznej i wylądowałysmy z Gają na podłodze za maszynownią, w grupie koczujących tam Laotańczyków. W teorii powinniście być godzinę przed wypłynięciem łódki (my nie byłyśmy). Na pierwszy odcinek miejsca w łodzi są numerowane (nasze nie były), natomiast na drugi dzień miejsce musicie sobie wywalczyć sami (dosłownie – w naszym przypadku było więcej ludzi niż miejsc – więcej o tym pisze TU) Bagaże lądują w luku lub za maszynownią, gdzie koczują też Laotańczycy (na dziobie, na rufie, lub w pomieszczeniu obok maszynowni. Nielicznym tylko udaje się go zatrzymać, więc przemyślcie bagaż podręczny w kontekscie prowiantu, napojów tudzież ubrań. Na łodzi jest WC (bez papieru) oraz bar (nie polecam – zupki chińskie, chipsy, piwo – wszystko megadrogie)Rejs slow boat na trasie Ban Houayxay – Luang Prabang, Laos /Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem/9. Pakbeng, czyli wieś w której zatrzymujecie się na nocleg jest pułapką turystyczną. Jeśli nie masz swojego namiotu, musisz znaleść nocleg. Wszyscy twierdzą, że z noclegiem nie ma problemu i ja to potwierdzam. Na nadbrzeżu już obskakuje turystów grupa naganiaczy, która oferuje noclegi w kosmicznych cenach. Nas interesował nocleg w cenie max 40 tyś kip. Przeszliśmy rząd naciągaczy, którzy koniecznie chcieli nam sprzedać za więcej, po czym weszłyśmy we wioskę. Przeszłyśmy kawałek w górę, po czym uprzejmi ludzie, słysząc jak z uporem mówimy 40 tyś kip, pokierowali nas do prostego, drewnianego hosteliku, (Vatsana Guesthouse) gdzie bez problemu dostaliśmy pokój z wygodnym, małżeńskim łóżkiem i netem za wyżej wymienioną Guesthouse, Pakbeng, Laos /Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem/Jedzenie to kolejny balet. Posiłki w restauracjach zaczynają się od 20 mil kip wzwyż, noga z kurczaka na straganie – 15 mil kip, pół starej, francuskiej bagietki z sałatą i odrobiną mięsa i pomidora – 20 mil. Gorąca woda jest na szczęście gratis, tak więc raniutko zaparzyłam sobie moją Neskę z połową mleka za jedyne 5 tyś kip, a drugą połowę spałaszowała Gaja wraz z Ostatnia niespodzianka czeka na Was już po przypłynięciu do Luang Prabang. Otóż znów trzeba zakupić bilet w cenie 20tyś kip/osoby na tuktuka do centrum. Jako że my wysiadłyśmy z łodzi ostatnie, wszystkie tuktuki już odjechały, został tylko jeden, który oświadczył, że pomimo posiadania biletu i tak nas nie zawiezie, bo mu sie nie opłaca. Robiło się ciemnawo już i niemiło, i dopiero interwencja przejeżdzającej na rowerach grupy Francuzów zmusiła kierowcę do zawiezienia nas na miejsce. Tak więc czuj duch – w grupie siła. Z technikali – po kilometrze piechoty dochodzi sie do głównej drogi i tam można łapać stopa do Luang Prabang. Miałyśmy to na uwadze, zastanowiając sie, jak wydostać sie z tej zakichanej przystani o się w The One Hostel. Nie polecam. Na zdjeciach ładny, w środku ładny, ale nigdzie jakoś nie pisze (a może pisze, ale ja nie doczytałam), że na 12 osób w dormi przypada JEDNA łazienka (czyli ubikacja, prysznic i umywalka). Możecie sobie więc wyobrazić poranny i wieczorny ablucyjny cyrk. O innych niedogodnościach owego hostelu nie scriptumNo, to by było tyle. Życze Wam przyjemnej podróży i wspaniałych wrażeń ze spływu po Mekongu. Dodatkowo życzę Wam ciepłej pogody i sprawnego silnika w barce, ale o tym jest już w następnych odcinkach (otworzysz je TU). No i – jeśli odkryjecie inne kruczki/zależności/zaskoczenia – proszę, nie omieszkajcie sie podzielić nimi w komentarzach, tak by podróżująca brać przebyła tą drogę bez niemiłych Laos /Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem/
Cześć! Zwracam się do Was z prośbą o pomoc w zaplanowaniu mojej pierwszej samodzielnej, dalekiej podróży :) Razem z chłopakiem zdecydowaliśmy się na 2-3 tygodnie w Azji, październik - styczeń, dokładny termin będzie uzależniony od cen biletów lotniczych i pogody na miejscu.Wstępny wybór padł na Wietnam lub Tajlandię.
Tajlandia samochodem to nie jest oczywisty pomysł dla większości turystów. Z drugiej strony, podróżując na własną rękę nie zawsze potrzebujemy auta. Gdy jednak nasz plan wymaga częstego przemieszczania się lub pokonywania długich dystansów warto rozważyć wynajem pojazdu. Szczególnie, jeżeli odkrywamy nowe miejsca w większej grupie. Z naszego wyjazdowego doświadczenia wynika, że do wielu ciekawych zabytków lub pomników przyrody nie dociera komunikacja publiczna. To dodatkowy argument wart rozważenia. Tajlandia samochodemPodstawowa zasada – szukaj auta online. Poszukiwania właściwego samochodu warto rozpocząć od sprawdzenia ofert internetowych brokerów, dokładnie jak w przypadku np. ubezpieczeń. Tego rodzaju stron w internecie jest naprawdę wiele, niemniej nigdy nie mieliśmy problemów korzystając z Atlaschoice (EDIT: Atlaschoice zakończył działalność wiosną 2017r.) oraz Economycarrentals. Jadąc do Tajlandii skorzystaliśmy z pośrednictwa tej drugiej i na niej się bardzo często udostępnia kody rabatowe. Warto na nie polować w w auto z segmentu „mini-economy”, posiadające 5 drzwi (bagaże na tylnej kanapie) i klimatyzację. To pewnego rodzaju standard, ale lepiej dokładnie sprawdzić w wynikach, czy auto posiada interesujące nas wyposażenie. Każdy dodatek kosztuje, niemało, stąd nie dokładaliśmy żadnego oprócz fotelika dla dziecka. Nie ma sensu brać GPS, ponieważ taniej wyjdzie zakup dobrego uchwytu na telefon oraz bezpłatna mapa offline (np. Google Maps, Here czy Osm And), dzięki której nie zapłacimy ani grosza za transfer danych poza krajem. W Europie auta standardowo mają manualną skrzynię biegów, choć w Tajlandii mieliśmy do dyspozycji auto z automatem w podobnej cenie (nie mieliśmy de facto wyboru). OK, stanęło na małym samochodem – ubezpieczenieOK, czas na ubezpieczenie. Jest to najważniejsza część całego deal’u. Spotkacie się z pojęciem CDW (Collision Damage Waiver) lub EW (Excess Waiver), które określają kwotę odpowiedzialności za szkody na samochodzie. W większości przypadków nie są w tym ujęte „najpopularniejsze” przypadki, a więc zarysowania/wgniecenia, pęknięte/wybite szyby, urwane lusterka… i kradzież. Ogólnie zauważyliśmy, że na wyspach (Cypr, Gran Canaria) auta posiadają szersze ubezpieczenie, formalności są minimalne, a samochód można zostawić na lotniskowym parkingu… z otwartymi drzwiami i kluczykiem w schowku. A więc o jakiej kwocie odpowiedzialności mówimy? Zależy ona od konkretnej sieci wypożyczalni aut, choć można przyjąć okolice 800 – 900 EUR. Dużo? Za luksus spokojnej jazdy trzeba niestety dopłacić, często nawet połowę ceny Tajlandii przy wynajmie auta i zabezpieczenia od zniszczeń żądano od nas karty kredytowej. Karty debetowe nie będę warto zwiedzać Tajlandię samochodem?Tajlandia samochodem na pewno pokaże nieoczywiste i ukryte przed rzeszami turystów skarby i zakamarki, do których transportem publicznym nie dostaniemy się. Odpowiedź jedna nie jest jednoznaczna, bowiem zależy od tego jak będziemy korzystali z auta oraz gdzie będzie ono parkowane. Na pewno mniej sprawdzone i bardziej egzotyczne lokalizacje powinny skusić nas do zakupu dodatkowego ubezpieczenia. Jeśli myślicie, że otrzymujemy wówczas 100% zabezpieczenia, to się posiadają dane, z których wynika prawdopodobieństwo wystąpienia określonych zdarzeń samochodowych – szybciej zdarzy nam się zarysować lakier na drzwiach niż całkowicie zniszczyć auto. W Tajlandii ograniczenie naszej odpowiedzialności dotyczyło kwoty ok. 400 zł przy wykupieniu wszystkich opcji ubezpieczenia. Na pocieszenie warto zaznaczyć, że tzw. ubezpieczenie OC jest nawet w najniższym standardzie, bez dopłat. Podobnie rzecz się ma z wszelkimi podatkami drogowymi czy limitem kilometrów – są to w większości relikty samochodem – krok po krokuPaliwoPaliwo – temat rzeka. Obecnie najczęściej spotykamy się z polityką „full to full”, gdzie dostajemy auto zatankowane pod korek i takie zwracamy. Jest to najrozsądniejsze rozwiązanie, ponieważ nie wiąże się z koniecznością opłaty za zużyte paliwo przy zwrocie auta do wypożyczalni. Jeśli już tak się zdarzy przez naszą niefrasobliwość, to musimy być przygotowani na koszt znacznie powyżej średniej ceny paliwa. Tak, wypożyczalnie zarabiają w takich sytuacjach najwięcej, ale nie pozostają bez winy na początku. W Tajlandii otrzymaliśmy auto wyświetlające informację o pełnym baku, który po przejechaniu 15 km zdążył wypalić tyle paliwa, aby wskaźnik obniżył się o jeden poziom. Przypadek? Nie, samochód był sprytnie zatankowany w 95% tak, aby oszukać komputer… a raczej naiwnego opcją jest „full to empty”, jednak wiele wypożyczalni z niej rezygnuje. Prościej jest wymagać od klienta zwrotu auta zatankowanego niż samodzielnie tankować paliwo. No i gdzie tu potencjalny dodatkowy zarobek dla wypożyczalni 🙂ZaliczkaKiedy już ustaliliśmy czego potrzebujemy, czas na pokrycie kosztów wynajmu samochodu. Zdecydowanie odradzam płatność 100% już teraz, nawet za cenę utraty ewentualnego rabatu. Najczęściej jesteśmy proszeni o wpłatę ok. 10% całej kwoty lub mamy szczęście i auto jest rezerwowane dla nas bezpłatnie. Mieliśmy sytuację, w której broker Atlaschoice rozwiązał współpracę z siecią wypożyczalni na naszym lotnisku docelowym. Musieliśmy w ciągu 3 dni znaleźć alternatywę, ale na szczęście auto było właśnie zarezerwowane bezkosztowo. Oczywiście wpłacając zaliczkę zostanie ona nam zwrócona, niemniej dokona się to po dość długim czasie i będzie wymagało od nas interwencji i zgłoszenia takiego zapłacić? W Europie niektóre wypożyczalnie akceptują karty debetowe, ale zakładają na nich blokadę środków wielokrotnie przewyższającą koszt wynajmu. Podobnie jest z gotówką. Przydaje się karta kredytowa. W większości przypadków płacąc nią zgadzamy się na potencjalną blokadę środków do wysokości kwoty wynajmu (a więc chwilowo płacimy podwójnie) do czasu aż auto wróci i protokół kontrolny nie wykaże szkód. Nam zdarzyło to się tylko raz, właśnie w równowagi, mieliśmy kilka lat temu w Hiszpanii nieprzyjemną przygodę, gdy jedna z wypożyczalni zaakceptowała online kartę kredytową, ale na miejscu odmówiła jej wykorzystania. Ratowaliśmy się wypłatą gotówki z bankomatu. Obecnie wypożyczalnie zaczynają akceptować płatności poprzez PayPal, co może być ratunkiem dla osób nieposiadających kart rezerwacji auta powinniśmy otrzymać na nasz email szereg potwierdzeń i dodatkowych informacji, wśród których znajdować się będzie e-receipt (forma paragonu) oraz plik, który należy przedstawić na miejscu, przy odbieraniu auta. Economy Car Rentals zakłada nam automatycznie konto do obsługi danej rezerwacji, dzięki czemu komfortowo możemy dokonać zmian lub ją anulować. Warto w tym momencie skontaktować się ze wskazaną w dokumentach wypożyczalnią w miejscu docelowym i potwierdzić naszą rezerwację. Chodzi bardziej o sprawdzenie czy reaguje ona szybko, czy też zbywa nasze prowadzi wewnętrzny system zbierania punktów za wypożyczanie aut za ich pośrednictwem. Korzystając z usług 1-2 razy w roku możemy zgromadzić ilość punktów pozwalającą na obniżenie kosztu najmu kolejnego auta o 5-10%.Odbiór i zdanie samochoduOdbiór samochodu to często miły moment. Aby tak pozostało przydaje się aparat fotograficzny w telefonie, którym zalecam zrobienie zdjęć auta zarówno przy odbiorze jak i jego zdawaniu. Są wypożyczalnie, które za naruszenie umowy wynajmu uznają… brak umycia samochodu. Bardziej poważnie, chodzi o zabezpieczenie się na wypadek poszukiwania przez wypożyczalnię „dziury w całym” i chęci wyremontowania auta naszym kosztem. Na szczęście w Tajlandii, zdając auto na lotnisku w Krabi, spotkaliśmy się z miłą obsługą ze strony Thai Rent a Car – auto podlegało kontroli przez 10 sekund, wliczając w to smagnięcie wzrokiem karoserii i zweryfikowanie poziomu samochodem to także bardzo poważnie traktowany… zakaz przewożenia durianów. Nie dziwię się, ponieważ ten owoc wydziela straszny fetor, który jest powszechnie uznawany za najbardziej przykry zapach na całym świecie. A taki ładny…KosztyCałkowity koszt wynajęcia samochodu na 7 dni = 829 zł (bez fotelika, którego nie mieli).Litr paliwa kosztuje 27-28 THB (cena urzędowa, centralnie ustalana dla całego kraju).Przez tydzień przejechaliśmy 700 km i za paliwo zapłaciliśmy 95 zł (791,5 THB).PytaniaDla uporządkowania wiedzy w tym temacie warto zadać sobie i wypożyczalni szereg pytań:Czy auto odbieram i zdaję w tym samym miejscu?Jaka polityka paliwowa ma zastosowanie?Czy akceptowane są karty debetowe czy też wyłącznie kredytowe?Płatność na miejscu czy też przy rezerwacji? Jeśli to drugie, czy płacę zaliczkę czy pełen koszt?Jakie recenzje ma sieć wypożyczalni aut, z której wynajmę samochód?Czy mam pewność, jakie zdarzenia obejmuje wybrana przeze mnie opcja ubezpieczenia?Czy znam zasady ruchu drogowego w kraju docelowym i posiadam wszelkie uprawnienia?Jakie usługi dodatkowe są mi niezbędne przy wynajmie auta, a które mogę zastąpić?Nic jednak nie zastąpi zdrowego samochodem… na lewym pasieW Tajlandii przyszło nam przejechać ok. 700 km malutkim Mitsubishi Miracle ok. 700 km. Były to częste acz krótkie wypady, podczas których niezmiennie zaskakiwała nas kultura jazdy Tajów. Jest to kraj o ruchu lewostronnym, co jest samo w sobie wyzwaniem dla naszego mózgu. Pan Haart notorycznie mylił kierunkowskazy ze spryskiwaczem. Auto posiadało automatyczną skrzynię biegów – dla niedoświadczonego w tym kierowcy zajmuje chwilę przyzwyczajenie się do braku konieczności machania dźwignią. Ta która jest, jest po lewej, a nie prawej. OK, 2 dni i oswoiliśmy „bestię”.DrogiDrogi są bardzo dobre jakościowo. Gorzej z oznakowaniem, ale po pewnym czasie to już nie bije po oczach. Tajowie przyswoili amerykański, ascetyczny system oznakowania dróg wychodząc z założenia, że uczestnik ruchu podejmuje rozsądne decyzje. Z tym ostatnim nie do końca możemy się zgodzić widząc jakiej jakości pojazdy poruszały się koło nas – domowe przeróbki trójkołowców z daszkiem, motory przeznaczone dla 2 osób wiozące nawet 5, z zakupami… Szybko zrozumieliśmy, że lokalne wymogi w kwestii bezpieczeństwa są znacznie niższe niż te w Europie. Wystarczy wspomnieć, że w Tajlandii nie ma wymogu prawnego przewożenia dziecka w foteliku. Na deser, widzieliśmy wielokrotnie dzieci jeżdżące z zawrotną prędkością motorami, bez film pokazujący ulice Bangkoku (pierwsza część filmu) i spokojniejsze ulice w prowincji Krabi. Mam nadzieję, że nagranie przybliży klimat azjatyckich kultura jazdySama jazda jest przyjemna, o ile nie przemierzamy dowolnego miasta w godzinach szczytu. Wtedy dwa pasy ruchu zamieniają się w cztery, które na dodatek mają dość płynne granice. Na skrzyżowaniach brak jest zielonych strzałek do skrętu w prawo, ale i tak wszyscy skręcają. Plagą są wszelkiej maści skutery i mniejsze motory wciskające się w każdą szczelinę między samochodami. Najbardziej uderzającą praktyką jest jednak włączanie się do ruchu z ulicy podporządkowanej – auto lub skuter po prostu po woli wjeżdża nam przed maskę i wymusza gwałtowną redukcję prędkości. Tydzień jeżdżenia wystarczył, aby przestać zwracać na to uwagę. Chaos, pęd i prędkość stanowią wybuchową mieszankę, ale o dziwo jakoś to wszystko działa. Nie byliśmy świadkami nawet drobnej stłuczki. Ciężko przez to uwierzyć, że Tajlandia to kraj o jednym z najwyższych poziomów wypadków drogowych na i te auta – w sumie Tajowie na południu jeżdżą albo pick-upami, albo małymi szybkimi Hondami albo furgonetkami. Aut europejskich jest jak na lekarstwo, a szczytem dobrego smaku jest przyozdabianie pojazdów wszelkiego rodzaju dodatkami mówiącymi „hej, mam piekielnie szybkie auto”.Tajlandia samochodem – BangkokW Bangkoku jazda ulicami to wyższy stopień piekła. Jeździliśmy tam tuk-tukami (trójkołowe motory z zadaszoną kanapą na 3-4 osoby za kierowcą), co pozwoliło naszym płucom przyswoić roczną dawkę spalin w kilka dni. W tym mieście ruch jest tak duży, że główne arterie pozostają często zakorkowane do późna w nocy. Wszelkiej maści drogi szybkiego ruchu mają od 3 do 8 pasów w jedną stronę, a i tak kierowcy potrafią utworzyć dodatkowe. Po prostu jeżdżą pasami awaryjnymi lub jadą lusterko w lusterko. Nie ma szans, aby karetka przebiła się przez ścisk aut, skuterów i tuk-tuków. Widzieliśmy to na własne ważniejszych skrzyżowaniach widzieliśmy policjantów „starających się” sterować ruchem. W obowiązkowych maskach przeciwsmogowych. Ciekawostką byli „stacze uliczni” – osoby te obserwowały pojazdy wyjeżdżające z garaży w drapaczach chmur lub z budów i widząc ruch zatrzymywały falę aut jadących ulicą. Jak? Machając czerwonymi chorągiewkami i używając niemiłosiernie głośnych gwizdków. Warto również nadmienić, że krawężniki są w Bangkoku potężnych rozmiarów i na pewno nie pozwalają na dzikie zaparkowanie samochodu. Zresztą, w Bangkoku nie ma gdzie zaparkować…PodsumowanieI o dziwo to wszystko działa. Ten mętlik, bałagan i harmider. Szukaliśmy intensywnie dźwięków klaksonów i nie udało nam się. Albo Tajowie są bardzo kulturalni, albo było tak głośno, że nic nie słyszeliśmy. Ale co tam, kto by się jadąc tuk-tukiem i popijając wodę z kokosa tym przejmował. Tajlandia samochodem to świetny pomysł pod warunkiem, że omijamy aglomeracje miejskie.
Dwa spełnione marzenia. Dwoje ludzi i ich pierwsza wielka podróż. Tajlandia widziana ich oczami jest autentyczna jak smak ostrego chili. Czasem bez planu, czasem realizując dawno snute marzenia, podróżują przez cały kraj, chłonąc jego różnorodność. Potem powstaje opowieść, w której zachwyt odkrytym na nowo światem miesza się Od dłuższego czasu chodził mi po głowie tekst dotyczący mojej niedojrzałości. Od dłuższego czasu mimowolnie „potykam” się o artykuły, komentarze, doniesienia o sytuacji i warunkach słoni w ośrodkach turystycznych gdzieś daleko w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie każdy przybysz może wykupić sobie romantyczną przejażdżkę na słoniu w dżungli. Jednym z moich celów ostatniego wyjazdu do Tajlandii-Kambodży była chęć pokazania Nadii prawdziwego i żywego słonia. Wtedy pomyślałem sobie, że jazda na słoniu to będzie super atrakcja dla półtorarocznej dziewczynki, gdyż zna to zwierzę od urodzenia, ponieważ jedną ze ścian w jej pokoju zdobi niebieski „PU”, co w narzeczu Nadii oznacza słonia, a która jest codziennie podziwiana. Wtedy tak myślałem, a teraz mam kaca, oj wielki jest to zapyta: „Ale o co chodzi?” Przecież przywieźliście wspaniałe wspomnienia, przecież macie fajne zdjęcie na grzebiecie pięknego słonia, przecież opowiadaliście jak to przyjemnie minął wam dzień. To wszystko prawda – nam dzień minął wspaniale, a co może powiedzieć ten słoń, na którym jechaliśmy pośród egzotycznego lasu? Czy on też był zadowolony? Jednak trzeba zacząć od początku, bo sam już się w tym trochę pogubiłem. Będąc pierwszy raz w Tajlandii w 2007 roku poszliśmy na trzydniowy trekking w góry, na północy kraju w okolicach Chiang Mai. Jednym z przystanków na trasie były odwiedziny specjalnego obozu dla słoni, gdzie mogliśmy podziwiać te wspaniałe zwierzęta, a także wsiąść na ich grzbiet i pojechać w dżunglę. Będąc pierwszy raz w Azji byliśmy przeszczęśliwi, że możemy doświadczać takich atrakcji. Nasz przewodnik opowiadał jak to miejsce bardzo dba o swoje słonie, które zostały uratowane przed przymusową i ciężką pracą w dżungli przy wyrąbie drzew. Wyjaśniał jak dużo jedzenia muszą dla nich przygotowywać każdego dnia, jak to codziennie myją zwierzęta w rzece i podają smakołyki, że traktują swoich podopiecznych podobnie jak członków swoich słonie wyglądały na bardzo zadbane, czyste, zadowolone bez jakiegokolwiek ran. Podczas przejażdżki nie było żadnych krzyków, bicia zwierząt czy ranienia, wręcz przeciwnie przewodnik kierowca często głaskał, przytulał, karmił, takie słoniowe pieszczoty. Delikatne ruchy piętą za uchem sterowały słoniem. Wszystko brzmiało bardzo prawdziwie, a my byliśmy zadowoleni, że dzięki naszym pieniądzom zwierzęta są dobrze traktowane i karmione, czyli dobry uczynek. Po powrocie z wyjazdu dostałem od paru osób wiadomości mówiące o tym, że przyczyniłem się do haniebnego procederu męczenia zwierząt w Tajlandii. Jak to ja? Przecież jeszcze kilkanaście lat temu biegałem z ulotkami uświadamiającymi ludzi, jakie zło wyrządza cyrk, w którym można oglądać popisy zwierząt, że to istne obozy tortur itd., a teraz sam miałbym przyłożyć rękę do męczenia słoni?Nie, to niemożliwe. Na pewno w innych obozach dzieją się niedobre rzeczy, bo przecież w tym, który odwiedziłemwszystko było w porządku. Przecież przed wyborem, sprawdziłem agencję turystyczną, gdzie kupowaliśmy trekking. To na pewno, gdzieś indziej. Sumienie trochę czasu. Chciałem pokazać małej Nadii prawdziwego słonia, więc pojechaliśmy do Tajlandii. Chciałem, aby dotknęła zwierzęcia swoimi drobnymi rączkami, aby go pogłaskała, aby wsiadła na jego ogromny grzbiet i się na nim przejechała. Czy chciałem zbyt dużo?Kilka dni temu trafiłem na tekst Katarzyny Boni, który stał się katalizatorem do tego, aby przelać na papier to co siedziało w mojej głowie. Pogubiłem się w moich rozważaniach. Nie wiem jak to jest. Świat nigdy nie jest czarno-biały, a ma całą paletę odcieni szarości. Pierwotnie przed napisaniem tego tekstu chciałem poszukać więcej informacji na temat jazdy na słoniu, jednak odpuściłem. Po przeczytaniu artykułu nie miałem ochoty uruchamiać zamieszczonych w nim filmików, powiem więcej nie miałem dość odwagi w sobie, aby przycisnąć Play. Głównie chyba dlatego, że bałem się tego, co mogę tam zobaczyć, że może moje poprzednie tłumaczenia od tego momentu wydadzą się tak banalnie naiwne, że aż jest pewne – mam ogromne poczucie dyskomfortu, że pomimo, że wydawało mi się, że jestem w miarę świadomą osobą, to jednak pozwoliłem sobie na jazdę na słoniu. Nawet jeżeli przyjmę, że proceder męczenia słoni występuje tylko w niektórych ośrodkach (mam cichą nadzieję, że to tylko znikomy odsetek i że w tych obozach, z których korzystałem to się nie dzieje), tam, gdzie nie byłem, to zaraz w głowie pojawiają się pytania: Jak słoń, na którym jechałeś został nauczony wożenia turystów? Sam się nauczył? Czy tresura opierała się na ogromnej więzi ufnego zwierzęcia i jego wieloletniego opiekuna i był to dobrowolny, powolny proces czy była to droga przez mękę – bicie, tresura i zastraszanie ogniem i prądem? Niestety nie potrafię z czystym sumieniem na nie dołożymy do tego fakt, że pomimo, że słoń to kilkutonowe, wielkie zwierzę, które dysponuje ogromną siłą to jednak jego kręgosłup kompletnie nie nadaje się do wożenia na swoim grzbiecie turystów, to mój kac jest jeszcze większy. W dzisiejszych czasach nie możemy być niczego pewni, jednak warto abyśmy byli przynajmniej świadomi pewnych zachowań i szlagier w postaci cytatu „Take only memories, leave nothing but footprints” jest tak bardzo prawdziwy i ponadczasowy. Następnym razem, a na pewno jeszcze nie jeden raz, będziemy chcieli podziwiać te wspaniałe zwierzęta, nie skorzystamy z opcji jazda na słoniu. Nadia będzie mądrzejsza od swojego tatusia i wybierze takie miejsce, gdzie nie ma opcji jazdy, gdzie zwierzęta można obserwować, karmić, kąpać w rzece – wystarczy poczytać i poszukać. Tego też życzę wszystkim czytającym – mądrych wyborów, za które później nie będziemy musieli się Nasz wyjazd „Tajlandia i Kambodża z maluchem u boku” odbył się w terminie – roku. Łukasz Kędzierski - etatowy miłośnik podróży z plecakiem i aparatem. Nieustannie patrzy na świat przez wizjer aparatu, aby uchwycić piękno otaczającego nas świata. Zafascynowany Azją Południowo-Wschodnią, którą nie może się nacieszyć i dlatego ciągle tam wraca. Wspinaczka, buldering, jaskinie, kanioning oraz nurkowanie często przewijają się przez jego wyjazdy. Pokazuje, że można podróżować z małym dzieckiem, bo to nic trudnego - wystarczy chcieć ->
Tajlandia z dzieckiem: Gdzie zobaczyć słonie w Tajlandii? Czy wolno jeździć na słoniach? Sanktuaria i rezerwaty słoni. Dziś będzie trochę o słoniach. Przed wyjazdem do Tajlandii postanowiłam zajrzeć do książek Neli, bo przypomniało mi się, że wiele razy opisywała ten kraj. W jednej z nich „10 nie
Opinia Piotra Paulo o słoniach w Tajlandii Mieszkam i pracuję w Tajlandii od 12 lat. Zajmuje się aktywnie propagowaniem turystyki. Zawodowo jestem instruktorem – trenerem nurkowania i koordynatorem wycieczek pod- i nadwodnych. Od dziecka spędzam aktywnie czas na łonie natury, a cały pobyt w Tajlandii silnie związał moją pracę zawodową z przyrodą morską i lądową. Sporo wolnego czasu przeznaczam na poznawanie azjatyckiej dżungli. Nie jestem jednak ani biologiem, ani niebywałym znawcą dzikiej przyrody. Napisałem ten artykuł wobec wielu wątpliwości, które wzbudza sposób traktowania zwierząt jako wakacyjnych atrakcji, w szczególności chodzi mi o słonie w Tajlandii. Mam na myśli liczne oskarżenia pod adresem poganiaczy, ośrodków – obozów, organizatorów turystyki, a nawet Tajów w rozumieniu ogólnonarodowym. Treść napisana jest z mojej subiektywnej perspektywy, na podstawie zebranych doświadczeń. Nie jest to w żadnym zakresie opracowanie naukowe, a jedynie zbiór moich wrażeń i wiadomości zebranych na podstawie obserwacji i codziennych rozmów z ludźmi, którzy przeżyli większą lub mniejszą część swojego życia ze słoniami. Nie jestem dobrym fotografem dlatego, aby uatrakcyjnić arytkuł użyłem, poza swoimi, zdjęć z licencją „commercial use”. Jeśli uznacie ten artykuł za ciekawy, to wyrażam zgodę na jego udostępnianie pod warunkiem podania źródła. Przejrzałem internet pod kątem publikacji zachęcających do bojkotu słoniowych ośrodków czy wypuszczania ich na wolność. Wielu autorów albo wprost przepisuje posty swoich zagranicznych kolegów, albo powtarza opinie na podstawie obejrzanych w internecie filmów i przeczytanych artykułów. Wyrażane zdanie, często brednie, niby-górnolotne treści poparte doświadczeniem jednorazowego turysty, albo wręcz tylko oglądacza materiałów o różnej wiarygodności, przekładane są na generalizujące opinie zalewające internet. Niejednokrotnie agresywne, przykre, nieprawdziwie. Podobne manipulacje danymi oglądamy na co dzień w świecie wielkiej polityki, i coraz więcej z nas zaczyna być wyczulonym na wiarygodność źródeł. Jednak w sprawie egzotycznych słoni, zwłaszcza w okresie ich owianego tropikalną mgłą dzieciństwa ukazanego przez Youtube lub jakiegoś „bloggera” stajemy się często dziwnie naiwni i bezkrytyczni. Pamiętam, gdy udostępniłem (moim zdaniem cudny) filmik o słonicy pomagającej małemu wydostać się ze śliskiego koryta rzeki, a niedawno inny ze słoniowego żłobka w Ayutthaya, gdzie malec bawił się z ludźmi. Pod obydwoma postami prawie natychmiast pojawiły się komentarze o torturowaniu słoni i o tym, że wspieram i propaguję przemoc wobec zwierząt, i co ja sobie w ogóle wyobrażam, i czy widziałem filmy o torturowaniu słoni? Stąd właśnie ten artykuł. Postanowiłem uporządkować po swojemu kwestię słoni. Zapraszam do czytania i kontaktu ze słoniami 🙂 Piotr Paulo Słonie są gruboskórne. MIT. Słonie mają bardzo gruba skórę, podobnie jak np. nosorożce, ale nie są gruboskórne. To bardzo wrażliwe stworzenia, zarówno fizycznie jak też psychicznie. Trąba słonia ma wiele tysięcy mięśni i jest bardzo unerwiona, odpowiadając za większość zmysłów zwierzęcia. Słonie mają doskonałą pamięć. Wracając w te same miejsca nie mam wątpliwości, że słonie poznają mnie i przychodzą „przywitać się” prawie tak jak psy. Wydaje mi się, że bez wątpliwości potrafię zauważyć kiedy słoń się cieszy, kiedy jest obojętny, a kiedy smutny. Wielokrotnie widziałem łzy słoni. Widziałem w wielu miejscach Azji małe słoniki przykute krótkim łańcuchem do pala. Te słonie zostały oddzielone od matek, płaczą wielkimi łzami, widać smutek emanujący z ich całego zachowania, nie wspominając o charakterystycznym kiwaniu wskazującym na chorobę sierocą. Rozmawiałem wielokrotnie na ten temat z Tajami. Znaczna część z nich nie rozumie o co mi chodzi – przecież nikt tego słonia nie bije, lecz karmi mlekiem (sojowym !!!) z butelki ze smoczkiem. Być może dochodzi tu jeszcze jeden aspekt – wiara w karmę, z której wynika mniej więcej tyle – jeśli urodziłeś się słoniem, to znaczy, że nie zasłużyłeś na inne lepsze, życie tylko na słoniowe. WNIOSEK: Na całym świecie spotyka się ludzi, którzy w imię własnych interesów, kaprysów, niewrażliwości albo zwykłej niewiedzy krzywdzą zwierzęta. W Azji wydaje się, że wielu ludzi nie rozumie terminu znęcania się psychicznego, a czasem nawet fizycznego nad zwierzętami. Przedmiotowe traktowanie zwierząt częściowo wynika z religii a częściowo z braku świadomości i wiedzy. Tajowie zwykle chcą się rozwijać, z natury nie są agresywni ani sadystyczni, wręcz przeciwnie. Pokazanie im dobrego wzorca i przyjaznych sposobów zarabiania pieniędzy przy użyciu słonia daje efekty (o czym w ostatnim akapicie). Trzeba złamać psychikę słonia, inaczej nie będzie posłuszny człowiekowi MIT. Trzeba wyraźnie rozróżnić dwa gatunki słoni: afrykańskie i indyjskie. Afrykańskie są dzikie i nie chcą wchodzić w interakcję z człowiekiem, nie dają się tresować. Aby „pozyskać” kły od słonia afrykańskiego prawie zawsze konieczne było zabicie zwierzęcia. Dlatego Afryka wprowadziła znacznie wcześniej niż Azja zakaz handlu kością słoniową. Słonie indyjskie są inne, stosunkowo łatwo dają się oswajać, a jeśli urodziły się wśród ludzi, nie potrzebują tresury by służyć człowiekowi. Do dziś udomowionym słoniom przycina się kły ze względów medycznych; odbywa się to w sposób humanitarny a zwierzęta zachowują się spokojnie podczas zabiegu. WNIOSEK: Słonie indyjskie przeszły metamorfozę ze zwierząt całkiem dzikich do bardziej „gospodarskich”. Rozmnażają się i żyją wśród ludzi. To inny gatunek niż żyjące w buszu na wolności słonie afrykańskie. Na co dzień odwiedzamy tylko te słonie, które urodziły się w niewoli. Nie spotkałem się nigdy osobiście z przypadkami fizycznego znęcania się nad słoniami, co oczywiście nie znaczy, że tego zjawiska nie ma. Nie jest ono jednak ani znaczne ani powszechne, jak się niektórym wydaje. Ślady znęcania fizycznego zawsze zostają. Widziałem wielokrotnie słonie podrapane od drzew. Gdy swędzi je skóra, potrafią ocierać się do krwi o drzewo. Za każdym razem widzę wówczas, że maja posmarowane otarcia gencjaną. Nic dziwnego, wszak słoń kosztuje tyle co samochód. WNIOSEK: Nasze wrażenia są relatywne, a wyobraźnia nie zawsze podpowiada prawdziwe scenariusze. Zamiast bezmyślnie powtarzać tezy o torturowaniu słoni, zastanówmy się, czy to jest prawda. Pokazy cyrkowe z użyciem zwierząt zapamiętałem jako koszmar z dzieciństwa. Nigdy nie zabrałem swoich dzieci do cyrku. W „naszej” wiosce słoni wśród kilku maluchów jest jedno małe słoniątko, które tam się urodziło, i które znam od początku istnienia. Któregoś dnia ten mały słonik, zaczął grać na harmonijce ustnej, a potem nauczył się od dorosłych słoni różnych popisów, które nazwałbym bez wahania cyrkowymi. WNIOSEK: Nigdy nie uwierzyłbym, że nie przeszedł jakiejkolwiek (albo raczej koszmarnej) tresury, gdyby nie fakt, że widziałem go na tyle często w wiosce, że byłoby to po prostu niemożliwe. Ponownie wyobraźnia podpowiada nam różne scenariusze. Jest coś takiego w ludzkiej naturze, że np. krótkie filmiki o znęcaniu nad zwierzętami (i ludźmi) na youtube mają ogromną ilość wyswietleń w porównaniu do tych pokazujących ich normalne zachowania. Widziałem kilka przerażających filmów o katowaniu słoni – czy są prawdziwe? Nie wiem; często twarze oprawców są zamglone i nigdy nie widziałem aby autor wspominał o miejscu, gdzie miałoby się to odbywać. Trochę mnie to zastanawia, bo w polskim wydaniu gdy np. nakręcony jest film z „trofeami” z polowania to zwykle autor dba o więcej szczegółów, gdyż celem udostepniania filmu jest ukrócenie takiego procederu. Może się mylę, nie wiem, to tylko moje wrażenia, że w sieci pojawia się coraz więcej bzdur, powielanych przez ludzi, którzy często propagują nienawiść tylko dlatego, że coś tam widzieli, (co w dodatku może być manipulacją) a nie na podstawie własnych doświadczeń. Nie wspomnę już, że nigdy nie uwierzę w wyjątkową wrażliwość do zwierząt człowieka, który jest agresywny do innych ludzi. Inny wniosek – słonie podobno nie rozmnażają się w złych warunkach, zwłaszcza gdy czują się zniewolone. Poganiacze krzywdzą słonie Mit. Poganiacze, zwani Mahutami używają narzędzi, które wyglądają jak zaostrzony młotek albo krótka włócznia. Obydwa kojarzą się mi z narzędziami tortur z Toledo. Z moich obserwacji wynika, że są używane do naciskania skóry słonia w różnych miejscach. W Europie do „sterowania” koniem używa się bata. Myślę, że gdyby pokazać bat wielu Azjatom, to byliby przerażeni. W tym regionie używano bata do zupełnie innych celów, a nasza wyobraźnia działa w odniesieniu do wcześniejszych doświadczeń. Tresowanie konia do skakania przez przeszkody lub mistrzostw w „ujeżdżaniu” nie uważa się za znęcanie. Podobnie wiele słoni przyuczanych jest do swoich zadań bez tortur. W obu jednak przypadkach, jeśli chcielibyśmy wprowadzić odnoszenie się do zachowań dzikich osobników, to trzeba powiedzieć że wytresowane umiejętności zwykle nie są naturalne dla dzikiego brata konia ani słonia. I co z tego, że nie są? WNIOSEK: Skóra słonia jest delikatna i łatwa do uszkodzenia. Właściciel musiałby być idiotą aby narażać drogiego słonia na chorobę, śmierć, albo chociażby wyłączenie z pracy wskutek zakażeń od ran. Oczywiście nie brakuje idiotów na świecie. Wpisując w google po polsku frazę „znęcanie się nad” dostaniemy szokujące podpowiedzi i ilość filmów o tysiącach wyświetleń. Podobno polski chłop też potrafi zrobić krzywdę koniowi, o psich losach nie wspominając. Czy wobec tego należy mówić, że Polacy to sadyści znęcający się nad zwierzętami? Najlepiej byłoby uwolnić słonie MIT. W latach 1950 do 2015 zalesienie Tajlandii spadło z prawie 80% powierzchni kraju do około 30%. W tym samy czasie populacja dzikich słoni spadła z około 100 tysięcy do (co nie jest pewne) 2 tysięcy. Wyłapywanie dzikich słoni i kłusownictwo znacznie zmniejszyło się od czasu wprowadzenia zakazu niekontrolowanego wyrębu dżungli, co jednak nie powoduje odbudowy populacji dzikich słoni. W kwietniu tego roku (2017) odwiedziłem z moim synem prowincję Mae Hong Son, która była przez stulecia słoniowym rajem, (dziś mieści między innymi znany ośrodek dla „szczęśliwych słoni” położony na 100 hektarach pomiędzy Chiang Mai a Pai) Podczas naszej podróży temperatura osiągała codziennie ponad 40 stopni. Wg danych meteo ostatnie dwa lata były nie tylko najgorętszymi okresami od czasu wojny, ale fala ekstremalnych upałów i suszy utrzymywała się kilkukrotnie dłużej niż kiedykolwiek w znanej historii. Północne tereny Tajlandii dotknięte suszą – kwiecień 2017 Widzieliśmy przez wiele dni podróży ciągnące się po horyzont czerwono-brunatne połacie pylistego gruntu z pojedynczymi, dogorywającymi zielonymi roślinami i hektary lasów bez jednego liścia. Widzieliśmy głodujące zwierzęta domowe i wieśniaków w niewiele lepszym stanie modlących się o jedną kroplę deszczu. Tam zrozumieliśmy, że naturalne środowisko słoni zostało w znacznym stopniu bezpowrotnie zniszczone, las wycięty a zmiany klimatu tylko potęgują tą sytuację, która będzie się z czasem dalej pogarszać. Prowadziłem tam wiele rozmów o słoniach. Wieśniacy mówią o nich z nienawiścią i przerażeniem. Ostatnio dziki słoń wdarł się na plantacje arbuzów i pożarł ją w całości. To oznacza brak środków do życia dla całej rodziny i zagrożenie życia bo głodne zwierzę tratuje zagrody i prymitywne domostwa. WNIOSEK: Hipotetyczne uwolnienie słoni w Tajlandii nie jest możliwe, bo nie mają dokąd wrócić. Ludzie żyjący w skrajnej nędzy nie zrozumieją nigdy górnolotnych opowieści o gatunkach chronionych i będą skłonni do wielu (trudnych do wyobrażenia w najedzonej Europie) zachowań w celu nakarmienia swoich dzieci. Zostawianie pieniędzy w ośrodkach ze słoniami nie przynosi korzyści dla zwierząt MIT. W wiosce słoni, którą odwiedzamy, codziennie przyjeżdża transport krzaków ananasów po dokonanym zbiorze owoców. Każdy słoń je dziennie kilkaset kilogramów pożywienia roślinnego. Wykarmienie ich jest kosztowne. Osobiście cieszę się, że w jakiś sposób przyczyniamy się nie tylko do tego, że karmimy słonie za każdym razem koszami bananów, ale gdy widzę te ciężarówki z liśćmi zawsze myślę, co stałoby się z tymi konkretnymi osobnikami, gdyby nie były dokarmiane. Ktoś powie, że radziłyby sobie doskonale, tak jak przez tysiące lat, bez człowieka. Ja myślę, że nie. Nie jest to tylko kwestia tego, że połacie dżungli zamieniły się w stosunkowo niewielkie parki narodowe pełne ludzi. To także kwestia innych umiejętności zwierząt urodzonych w niewoli. Przykładowo: oprócz słoni, podczas naszych wycieczek odwiedzamy ośrodek rehabilitacji gibbonów (ginący gatunek małp). Dla wielu osób, którym los zwierząt nie jest obojętny, widok małp w klatkach kojarzy się co najmniej źle. Wolontariusze, opiekujący się gibbonami odpowiadają cierpliwie – potrzeba wielu lat, by przygotować zwierzę do powrotu do naturalnego środowiska jeśli nie nauczyło się tego w stadzie, inaczej, nawet mając warunki do życia – zginie. WNIOSEK: Osobiście cieszę się, że namówiłem setki Polaków na odwiedzenie miejsca rehabilitacji gibbonów i wioski słoni. Bez zostawionych tam pieniędzy, zwierzęta byłyby mniej zadbane, a wypuszczenie ich na wolność jest zwyczajnie niemożliwe i w wielu przypadkach oznaczałoby wyrok śmierci dla zwierzęcia. Jeżdżenie na ławeczkach przytroczonych do słoni jest złe FAKT. Siedzisko na grzbiecie zostało wymyślone i udoskonalane przez azjatyckich wojowników dawno temu, gdy słonie bojowe używane były jako żywe czołgi. Dzisiejsza ławeczka jest kontynuacją pomysłów wojennych, z tą różnicą, że przeciętny żołnierz sprzed 100 lat ważył 50 kg, a przeciętna turystyczna para waży trzy albo więcej razy tyle. Noszenie całymi dniami takiego ciężaru na wygiętym kręgosłupie nie jest zdrowe ani dla słonia ani dla żadnej innej istoty. Rzeźba birmańskiego słonia bojowego – Ayutthaya. Zwróćcie uwagę, że Mahut jadąc na swoim słoniu nigdy nie siada na wygietej części kręgosłupa lecz na karku albo na głowie i jesli chcecie mieć zdjecie na słoniu to namawiamy aby właśnie tak siadać. Według mnie najwiekszym problemem związanym ze zniewalaniem słoni nie jest jednak kwestia krzywd fizycznych, lecz psychicznych. Mam na mysli przede wszystkim rozdzielanie matki i dziecka przed czasem, gdy oboje są na to gotowi. Instynkt macierzyński u słonia uważany jest za silniejszy niż ludzki. Słonica powinna karmic małego przez dwa lata. Słoniowe niemowlęta, zabierane od matek często w wieku 6 miesiecy zostaną przykute łańcuchem i wystawione publicznie ku uciesze turystów. Trudno się dziwić, że zapadają na chorobę sierocą, nie rozwijają się normalnie ani fizycznie ani psychicznie, obojętnieją. Czy łatwiej poddają się tresurze, tego nie wiem, ale wiem napewno, że małego słonia łatwiej i taniej można przywieźć w rejony turystyczne z odległej północy niż dużego. WNIOSEK: Moim zdaniem złe jest wspieranie obozów, w których widzicie przykute czy przywiązane, trzymane w pełnym słońcu zwierzęta, kiwające się na boki słoniątka, które za opłatą można fotografować. Złe jest nawet zatrzymywanie się w takich miejscach „tylko na zdjęcie”. Złe jest jeżdżenie na ławeczce w obozach, zwłaszcza jeśli macie kilka kilogramów nadwagi i na dodatek chcecie zaoszczędzić trzy grosze wsiadając we dwójkę (a może jeszcze z dzieckiem na kolana) w miejscu gdzie słoń chodzi w kółko po jałowej, suchej ziemi (łatwiejsze dla organizatora niż po zalesionej trasie w dżunglii) zwykle bez przerw na jedzenie, prysznic i odpoczynek. Kąpiel ze słoniem w rzece zawsze sprawia zwierzęciu przyjemność FAKT. Słonie lubią wodę, zwłaszcza w gorący dzień. Nie miałyby nic przeciw, gdyby leżenie w wodzie było ich wyłącznym, poza jedzeniem i spaniem, zajęciem (wielu ludzi też tak ma – nazywamy ich zwykle instruktorami nurkowania). Wiekszość słoni jednak musi pracować, aby zarobić na swoje wyzywienie i zwykle na „swoją” tajską rodzinę. Jeśli nie będzie kąpieli to słoniom z powrotem przytroczy się metalowe ławki na grzbiet, albo wyśle do innych ciężkich prac. Nie bojkotujmy miejsc, gdzie podejście ludzi zaczyna uwzględniać słoniowe marzenia, tylko wspierajmy je. Tajowie wyciągają biznesowe wnioski bardzo szybko; jeśli będzie wieksze zainteresowanie kąpielą, to słonie w końcu przestaną nosić turystów na grzbietach. Należy propagować odpowiedzialną turystykę FAKT. To bardzo szczytne hasło, z którym pewno każdy chętnie się identyfikuje, pytanie jednak, co się pod nim kryje, bo w sumie wszystko i nic. Myślę, że każdy człowiek ma swoją granice tolerancji dla relacji człowiek- zwierzę: co jest jeszcze ok, a co już nie. Rozmawiam z wieloma turystami o zwierzętach i zadaję im to pytanie nie od dziś. Wielu z nas odwiedza lub odwiedzało ZOO, wielu delfinaria, część nie ma oporów by robić sobie zdjęcia z naćpanym kameleonem albo orłem z podciętymi skrzydłami. Ktoś wsiada na słonia, ktoś inny mówi że to złe, ale że kąpiel jest w porządku. Dla jeszcze innych nawet to jest nieakceptowalne. Cześć z nas nie toleruje warunków hodowli zwierząt na mięso, a inni nawet na mleko czy jajka. Dowiadując się o warunkach w jakich żyją zwierzęta hodowlane ciarki przechodzą po plecach, a jednak stosunkowo niewiele osób przechodzi na radykalny weganizm. WNIOSEK: Moja linia akceptacji w odniesieniu do słoni przebiega bardzo wyraźnie. Nie akceptuje miejsc, gdzie słoń jest przykuty łańcuchem do asfaltu albo widzę, że płacze. Dlatego namawiam Rodaków na długa i kosztowną podróż prawie 200km od Phuket bo tam znalazłem najbliższe miejsce gdzie byłem w stanie zaakceptować traktowanie słoni. Tam też nie zawsze jest idealnie, sprzeciwiamy się, gdy poganiacz uderzy słonia, nie podoba nam się, że (te same) słonie wciąż noszą turystów na przytwierdzonych na grzbiecie ławeczkach. A jednak uważamy, że robimy dobrą robotę. „Nasi” kąpią słonie – wycieczka do dżungli Khao Sok W ośrodku, do którego przyjeżdżamy kąpać słonie powstają nowe udogodnienia: poręcz przy zejściu nad rzekę, prowizoryczne schodki – znaki zmian i jej akceptacji ze strony Tajów. Zabawa w rzece zaczyna być traktowana jak ciekawa opcja proponowana odwiedzającym a nie tylko wydziwianie Polaków. Ostatnio przewodnik z innej grupy rozmawiał z naszym tajskim przewodnikiem, pytał o szczegóły, o to, jak ustala się z Mahutami kąpiel i zabawę zamiast jeżdżenia na ławce na słoniu. Ja się uśmiechnąłem. I mam nadzieję, że wkrótce kilka słoni też będzie się uśmiechać i to nie tylko na widok polskich grup.
Tajlandia dawniej – wszyscy synowie króla. Tajlandia dawniej – koniec władzy monarszej. Tajlandia dawniej – krwawa droga do demokracji. Tajlandia dziś – Ameryka nad Mekongiem. Tajlandia dziś – król patrzy na swoje dzieło. Tajowie zwykli porównywać zarys swego kraju do głowy słonia, zwierzęcia bardzo tu szanowanego, symbolu

Editorial We accept all major credit cards from Ukraine. Więcej podobnych zdjęć stock

Alexandra J. Blog podróżnika. Wyprawa do Azji: Tajlandia i Laos. Tajlandia: 16: Dodano: 07/03/2017: Odsłon: 3036: Komentarze: Więcej dzienników z podróży 16

Informacje MSZ Osoby zaszczepione i ozdrowieńcy mogą podróżować do Tajlandii bez dla osób niezaszczepionych też nie jest obowiązkowy, ale w celu swobodnego przemieszczania się po kraju należy okazać dowód wykonania testu PCR lub profesjonalnego test ATK do 72 godzin przed podróżą. (ostatnia aktualizacja: r.)TajlandiaTajlandia to kierunek coraz częściej wybierany przez polskich turystów. Choć podróż samolotem jest długa, ceny lotów są stosunkowo niskie. Niewysokie są również ceny w samej Tajlandii, dlatego wybierając ten kierunek jako cel urlopu, można odpocząć w pięknym miejscu, nie wydając zbyt wielu z Polski w Tajlandii z pewnością zachwyci gorący klimat oraz egzotyczny charakter. Krystalicznie czysta woda, cudowne, szerokie, piaszczyste plaże, a do tego zapierająca dech w piersiach, niecodzienna, często dziewicza przyroda, to znaki rozpoznawcze tego azjatyckiego dla siebie znajdą tu zarówno ci, którzy pragną odpocząć na rozgrzanym słońcem piasku, jak i miłośnicy turystycznych przygód. To również raj dla tych, którzy uwielbiają nurkować, ponieważ Tajlandia obfituje w rafy koralowe. Jazda na słoniu, aromatyczna kuchnia, czy zwiedzanie azjatyckich świątyń? Wszystkiego tego doświadczyć można właśnie w warto wiedzieć o Tajlandii?Bangkok - stolica Tajlandii, a jednocześnie jej największe miasto. To także jedno z najgorętszych miast na świecie, przez Tajlandczyków nazywane Krung Thep (Miastem Aniołów). Odwiedzając je, nie można pominąć jego największych zabytków i turystycznych atrakcji, takich jak świątynie Wat Phra Kaew, Wat Pho, Wat Arun, Wat Benchamabophit, czy Wat - jedna z najbardziej charakterystycznych i najpiękniejszych wysp Tajlandii. Warto zobaczyć przede wszystkim wodospady Ton Sai oraz Bang Be, a także świątynię Wat Chalong, w której znajduje się słynna figura Luang Pho Chaen. Nie można pominąć także Parku Narodowego Khao Phra Taeo, plaży Patong Beach i Kata Noi - dawna stolica Tajlandii, obecnie intrygujące miasto zabytkowych ruin. Większość zabytków leży na wyspie, która znajduje się u styku trzech rzek: Lopburi, Pa Sak i Chao Phraya. To idealne miejsce na jednodniową wycieczkę, zwłaszcza jeśli znajdujemy się w pobliżu Satchanalai - jeden z dziesięciu parków historycznych Tajlandii, utworzony dla ochrony ruin królestwa Sukhothai. Na terenie parku znajduje się wiele historycznych, istotnych kulturowo obiektów. Są to między innymi: Wat Phra Sri Rattana Mahathat, Wat Chedi Chet Thaeo, Wat Nang Phaya, Wat Chang Lom, Wat Khao Suwan Khiri, czy Wat Khao Phanom Phloeng. W 1991 roku miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa - dla niektórych zaskoczeniem może okazać się to, że w większości tajlandzkich pryszniców nie ma zasłonek ani... sufitów. W związku z tym, co niecodzienne dla turystów z Europy, podczas deszczu woda kapie do pomieszczenia. Dlaczego warto kupić ubezpieczenie podróżne do Tajlandii na Tajlandii wszystkie koszty leczenia opłaca sam lekarska kosztuje około 200 zabieg medyczny będzie trzeba zapłacić od 500 zł do 1000 na wyjazd do Tajlandii można mieć już od5 zł* dzienna cena ubezpieczenia dla osoby dorosłej * przykładowa ofertaPorównaj cenyCo zabrać na urlop w Tajlandii? Dokumenty na wyjazd do TajlandiiAby wjechać na teren Tajlandii, należy posiadać ważny paszport. Wiza przy podróżach nie dłuższych niż 30 dni nie jest z najważniejszych rzeczy, jakie trzeba zabrać ze sobą na urlop do Tajlandii, są odpowiednie ubrania oraz wygodne obuwie. Buty powinny być dostosowane do zwiedzania oraz odporne na można zapomnieć także o odpowiednim zabezpieczeniu przed słońcem. Podstawowa rzeczą będzie krem z odpowiednio wysokim filtrem, okulary przeciwsłoneczne, a także kapelusz lub inne nakrycie chodzi o walutę, to obowiązującą w Tajlandii jest bath (THB). Najbardziej korzystnie będzie wymienić pieniądze w banku. Karty kredytowe takie jak MasterCard czy Visa są w Tajlandii honorowane, ale płacąc nimi trzeba uważać na zabrać ze sobą również środki opatrunkowe i podstawowe leki, takie jak środku przeciwbólowe, probiotyki, czy witaminy. Paszport Gotówkę Ubezpieczenie turystyczne Dodatkowo warto wziąć:Aplikację iPolakKrem z filtrem UVCzy w Tajlandii jest bezpiecznie?Tajlandia jest niezwykle barwnym, pełnym energii krajem, który dostarcza odwiedzającym go turystom wielu atrakcji i wrażeń. Niektóre z nich mogą jednak okazać się niebezpieczne. Wybierając Tajlandię jako kierunek podróży, warto wiedzieć, na jakie zagrożenia trzeba należy zachować przede wszystkim jeśli chodzi o picie wody i jedzenie. Woda płynąca z kranów absolutnie nie nadaje się do picia, a nawet do mycia zębów. Aby uniknąć przykrych dolegliwości, takich jak zatrucia pokarmowe trzeba korzystać wyłącznie z wody ostrożność trzeba zachować także w przypadku zwierząt. W Tajlandii znajdziemy bowiem liczne gatunki, które są mogą okazać się niebezpieczne dla skuterem także może okazać się niebezpieczne. Wybierając ten sposób zwiedzania Tajlandii, trzeba uważać na ruch drogowy, wypadki oraz odpowiednie EKUZ na urlop w Tajlandii – czy obowiązuje?Planując urlop w Tajlandii, koniecznie trzeba wykupić odpowiednią polisę turystyczną. Na terenie tego azjatyckiego kraju nie obowiązuje bowiem Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). EKUZ obejmuje polskich obywateli jedynie w przypadku wyjazdu do krajów Unii medyczna na terenie Tajlandii nie należy natomiast do najtańszych. Zwykła, podstawowa konsultacje u lekarza pierwszego kontaktu to koszt minimum 200 złotych. Drobny zabieg medyczny wyniesie nas od 500 do nawet 1000 doba spędzona w szpitalu (w przypadku złamania czy poważnego urazu) może wiązać się z kosztami od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Koszty ratownictwa to natomiast wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy związku z koniecznością pokrywania kosztów leczenia w Tajlandii z własnej kieszeni, należy wykupić ubezpieczenie turystyczne. To ochrona, dzięki której w razie problemów ze zdrowiem czy nieszczęśliwych wypadków otrzyma się wsparcie finansowe, prawne oraz informacyjnce. Ubezpieczyciel pokryje koszty leczenia, zapewni wsparcie w ramach odszkodowania NNW czy OC w życiu prytwanym, a także w razie kradzieży bagażu czy sprzętu sportowego. Ochronę można rozszerzyć o:choroby przewlekłe,klauzulę alkoholową,ubezpieczenie dla aktywnych (uprawianie sportów wysokiego ryzyka i ekstremalnych).Ile kosztuje ubezpieczenie turystyczne do Tajlandii?EuropaWienerProamaErgoSkładka30 PLN32 PLN32 PLN38,50 PLNKoszty leczenia i assistanceTAKTAKTAKTAKSuma ubezpieczenia30000 Euro40000 Euro100000 PLN20000 EuroKoszty ratownictwa5000 Euro8000 Euro100000 PLN-Koszty hospitalizacjiTAKTAKTAKTAKLeczenie ambulatoryjneTAKTAKTAKTAKTransport medyczny do PolskiTAKTAKTAKTAKTransport zwłokTAKTAKTAKTAKStomatolog300 Euro200 Euro200 Euro250 EuroAssistanceWariant standard PodstawowyWariant standard PodstawowyBagażTAKTAK-TAKSuma ubezpieczenia bagażu300 Euro1000 PLN-800 PLNOC-TAK--Suma ubezpieczenia-25000 Euro--Szkody osobowe-25000 Euro--Szkody w mieniu-25000 Euro--NNW (Następstw Nieszczęśliwych wypadków)TAKTAKTAKTAKSuma ubezpieczenia3000 Euro10000 PLN20000 PLN20000 PLNUszczerbek na zdrowiu3000 Euro10000 PLN20000 PLN20000 PLNŚmierć1800 Euro10000 PLN20000 PLN10000 PLNUbezpieczenie turystyczne na wyjazd do Tajlandii powinno zawierać w sobie kilka podstawowych elementów, które uchronią nas od ponoszenia kosztów na wypadek nieszczęśliwego zdarzenia: Koszty leczenia - ubezpieczenie kosztów leczenia jest niezbędne podczas hospitalizacji, wizyt lekarskich, leków, zabiegów medycznych oraz wszelkich specjalistycznych transportu do kraju - jeden z najistotniejszych elementów polisy. Koszty medycznego transportu do polski są drogie, a ubezpieczenie zapewni ich NNW (od następstw nieszczęśliwych wypadków) - jeśli uznamy jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu lub wyniku wypadku będziemy musieli zostać poddani rehabilitacji, będziemy mogli otrzymać odszkodowanie z tytuły wykupionej polisy. Jego wysokość zależy zawsze od początkowej, gwarantowanej sumy od odpowiedzialności w życiu prywatnym (OC) - przyda się, kiedy w wyniku naszego działania ucierpi osoba trzecia, lub jeśli w jakiś sposób uszkodzimy jej własność. Ubezpieczenie bagażu - jeśli w trakcie podróży nasz bagaż zaginie lub zostanie zniszczony, otrzymamy rekompensatę w granicach sumy gwarantowanej. To szczególnie ważne, jeśli przewozimy cenny sprzęt elektroniczny lub warto wiedzieć?Tajlandia to jeden z ulubionych egzotycznych kierunków wjechać na teren tego kraju, należy posiadać ważny uwagi na wysokie koszty leczenia, lepiej mieć ze sobą polisę ubezpieczenie można zakupić od 3,2 zł dziennie. EuropaAzjaAmeryka północnaAmeryka południowaAfrykaAustraliaArtykuły i porady
Wśród innych atrakcji godne polecenia są: odwiedzenie Bang-Pa-in, wycieczka po polach ryżowych, spływ bambusową tratwą, jazda koleją śmierci w dolinie rzeki Kwai oraz obejrzenie wodospadów w Kanchanburi. Turyści chętnie korzystają z możliwości przejażdżki na słoniu lub zabawy w puszczanie kolorowych latawców.
Mapa Strony Poznaj Tajkę online Tajski Boks (Ang: Muay Thai) (Taj: มวยไทย) Być może o nim słyszeliście, albo nawet widzieliście w telewizji – ciosy łokciami, kopnięcia w głowę i kocia muzyka, to Tajski Boks, czyli Muay Thai. Nie da się to jednak porównać z zobaczeniem prawdziwej walki na żywo na stadionie w Tajlandii: głośna muzyka, okrzyki widowni, oraz niepowtarzalna atmosfera. Historia Muay Thai jest historią Tajlandii. Tajowie od wieków musieli walczyć z najeźdźcami, którzy chcieli zająć ich kraj. Z biegiem lat wykształcili swój własny styl walki wręcz bez zbroi, który świetnie nadawał się do starć w dżungli, gdzie długa broń i zbroje są niewygodne. Wtedy Tajski Boks nie był sportem, tylko należał do treningu odbywanego przez wszystkich żołnierzy wstępujących do tajskiej armii, a skuteczne ciosy często powodowały poważne obrażenia. Dzisiaj Muay Thai został sportem podziwianym przez miliony, szansą na sukces dla chłopców z biednych rodzin i biznesem przynoszącym wielkie pieniądze. Szkoły Muay Thai powstały w wielu krajach i zainteresowanie tym sportem ciągle rośnie. Sportowcy zainteresowani trenowaniem i stawaniem do prawdziwych walk mogą zapisać się do szkół w Tajlandii, lub odbywać intensywne szkolenie na obozach Muay Thai często znajdujących się z dala od miast. Amatorzy, którzy chcą tylko spróbować czegoś nowego mogą poszukać jedno- lub kilku-dniowych kursów oferowanych w większości miejscowości turystycznych. Adresy firm zajmujących się treningiem znajdziemy w Katalogu Linków. Wspinaczka skałkowa Wapienne formacje krasowe, które znaczą wybrzeże Morza Andamańskiego na południu Tajlandii, tworzą idealny teren dla wspinaczy skałkowych, a w ciągu kilku ostatnich lat sport ten naprawdę zyskał tutaj na popularności. Popularnymi miejscami są okolice Krabi, wybrzeże Railay, nieliczne miejsca na wyspie Ko Pi Pi, oraz okolice górskie w Cziang Maj. Dookoła Laem Phra Nang w prowincji Krabi znajduje się kilkadziesiąt szlaków wspinaczkowych, do których można dotrzeć spacerem, pokonując niewielką odległość od turystycznych bungalowów, restauracji i plaż. Kilka szkół wspinaczkowych już założyło tutaj swoje ośrodki, służąc instruktażem, przewodnikami i niezbędnym sprzętem. Dla wszystkich chętnych można w Laem Phra Nang nauczyć się wspinaczki - trwające pół dnia kursy dla początkujących kosztują 500B, całodzienna wspinaczka z przewodnikiem 1000B, a trzydniowy kurs 3000B. Opłata za wypożyczenie sprzętu wynosi około 800B dziennie dla dwóch osób. Dla chętnych, którzy chcą mieć przygotowaną podróż w formie wyjazdu weekendowego z Bangkoku kilka firm przygotowuje taką ofertę na wspinanie a jej koszt to około 11 000B w pełnym pakiecie. Można skorzystać z grupowej wyprawy, oraz z indywidualnej. W cenie zakupionych pakietów ma się ubezpieczenie, opiekę instruktorską, robione są też ujęcia fotograficzne naszych poczynań, a nawet kręcony film. Kontakty do firm prowadzących świadczenie organizacji wypraw, szkoleń, oraz firmowych wyjazdów integracyjnych możecie znaleźć w Katalogu Linków. Spływy Kajakarstwo jest stosunkowo nową ofertą aktywnego wypoczynku w Tajlandii i skoncentrowane jest przy wybrzeżu Morza Andamańskiego, którego wapienne wychodnie, morskie jaskinie, hongi (ukryte laguny), bagna namorzynowe i malownicza linia brzegowa stwarzają doskonale i niezwykle warunki do wiosłowania. Kajaki nie mają ryczącego silnika, który płoszyłby przyrodę, często można zaobserwować o wiele więcej stworzeń, niż w przypadku podróży bardziej konwencjonalną łodzią motorową. Najdłużej działającym organizatorem wypraw kajakarskich w Tajlandii jest SeaCanoe i to właśnie dzięki tej pionierskiej firmie kajakarstwo rozwinęło się w tym kraju. Organizują dzienne wycieczki z Puket, Pang Nga i Ao Nang, które kosztują od 1500 - 2000B od osoby i zawsze zyskują dobre oceny. Oferują też dłuższe wyprawy, od trzech do sześciu dni. Można też wybrać się na spływy kajakowe po rzece i spływy pontonowe przełomami na kilku rzekach w północnej i zachodniej Tajlandii, a zwłaszcza na rzece Kwai w pobliżu Kanczanaburi, na rzece Umpang w pobliżu Umpang i na rzece Paj w pobliżu miejscowości Paj. Na niektórych odcinkach tych rzek nurt jest całkiem wartki, zwłaszcza w okresie pory deszczowej trwającej od lipca do listopada, istnieje jednak szeroki wybór propozycji dla nowicjuszy. Kontakty do firm zajmujących się spływami kajakowymi i na pontonach znajdziecie w Katalogu Linków. Narty wodne Sporty wodne stały się nieodłącznym obrazem największych kurortów nadmorskich Tajlandii. Narciarstwo wodne ma swoje miejsca w zatoce Tajlandzkiej w okolicach Pataji, szkółki jazdy są nawet w Bangkoku, poza tym można skorzystać ze swoich możliwości na Ko Samui, Ko Pangan i Puket. Wypożyczenie nart to koszt około 500B na 15 min, warto wcześniej ustalić cenę, gdyż często są one regulowane zasadą negocjacji. Przydatne adresy do firm oferujących przejażdżki na nartach znajdziecie w Katalogu Linków. Trekking Trekking, czyli piesze wędrówki, połączone z noclegiem w dżungli lub w wioskach plemion górskich to punkt obowiązkowy wielu turystów odwiedzających Tajlandię. Dzięki tej formie można dość dobrze poznawać poszczególne części tego kraju. Trekingi są organizowane w wielu miejscach, jednak największą popularnością cieszą się na północy kraju w okolicach Cziang Maj. Dużo wypraw organizuje się w okolicach Cziang Raj, Me Hong Son, Me Sot, Kanczanaburi, Kao Jaj czy Krabi na południu. Wyprawy trwają od jednego dnia do nawet tygodnia wędrówek po różnych szlakach. Zbiera się grupy od 4 do max 12 osób i wyrusza na takie wycieczki z tajskim przewodnikiem. Głównym celem takiej wyprawy jest poznawanie krajobrazu oraz plemion przybyłych tutaj z Birmy i Laosu. Nie są to takie plemiona jak z filmów, nie maja wodza, bardziej małe grupy etniczne posiadające własna kulturę, język, stroje, obyczaje. Oprócz poznania tych ludzi, w czasie wycieczki, chodzi się po dżungli, jeździ na słoniu, spływa tratwa bambusowa, można wziąć kąpiel w wodzie z gorących źródeł, czy pod wodospadem i zobaczyć gejzery. W czasie pory deszczowej gejzery maja wysokość nawet kilku metrów, a w suchej około metra. Podczas północnych trekkingów można poznać życie ludzi w pozostałych jeszcze wioskach ludów z plemion Karen, Lahu, Akha, Monów, do ktorych powoli również wdziera się cywilizacja, lecz można jeszcze zobaczyć niektóre elementy ich tradycyjnego życia. Trekkingowe przygody są prowadzone przez cały rok. Należy jednak pamiętać, że istnieją zasadniczo trzy sezony i będą wymagać pewnych różnic w przygotowaniach: Od grudnia do lutego jest zimny sezon. Polecamy długie rękawy, sweter lub cieplejszą odzież, w nocy może być chłodno. Od czerwca do września jest pora deszczowa. Zabieramy lekkie przeciwdeszczowe kurtki wygodne do chodzenia i dobre buty, najlepiej wodoodporne. W kwietniu i maju jest ciepły sezon. Krótka odzież, lub długa ale przewiewna zakrywająca ciało przed słońcem, oraz owadami. Podczas pakowania na Trekking, im mniej bagażu będziesz nosił wokół, tym bardziej będziesz zadowolony z siebie. To co możemy polecić do spakowania w plecak na podstawowe 3 dni: • Buty - dobra para butów do biegania, a nawet lepsze są lekkie buty trekkingowe; • 2 T-shirty (bawełna), jedną parę spodni krótkich lub długich; • 2 pary skarpet; • Ręcznik (lub sarong), kostium do pływania, kosmetyki i rzeczy osobiste; • Środek na moskity; • Osobiste leki na receptę, soczewki kontaktowe, okulary; • Krem przeciwsłoneczny (wodoodporny), kapelusz, okulary; • 1 długi zapinany sweter i spodnie (w nocy może być chłodno, zwłaszcza w sezonie zimowym); • Mała latarka; • Kamera i aparat. Adresy firm zajmujących się organizacją wypraw trekkingowych znajdziecie w Katalogu Linków. Jazda na rowerze Najbezpieczniejszym i najbardziej przyjemnym sposobem poruszania się po wielu miastach (oczywiście za wyjątkiem Bangkoku) i terenach wiejskich jest jazda na rowerze. Nie wszędzie można go wypożyczyć, jednak dużo domów gościnnych ma zwykle kilka sztuk, a w niektórych miejscowościach turystycznych propagujących jazdę na rowerze, np. Kanczanaburi, Cziang Maj i Sukotaj znaleźć można naprawdę duże wypożyczalnie. Opłaty powinny wynieść około 30 - 50B za dzień. Niektóre wypożyczalnie na północy oferują również rowery górskie za około 80B. Jest to doskonały sposób na poznanie skarbów kultury i osobliwości przyrody Tajlandii Na północy bardzo modne jest kolarstwo górskie a od grudnia do maja organizowane są okrężne wycieczki rowerowe np. w Paj, Taton (Thaton), San Kom (Sang Khom), Ko Pangan i Ko Samui. Wart odwiedzenia jest jednodniowy szlak przez rejon skał krasowych pomiędzy Krabi, a Pang Nga. Ostatnio nawet w samym Bangkoku propagowana jest turystyka rowerowa, powstało sporo miejsc w których można wypożyczyć jednoślad, akcja ma nazwę „Green Bangkok” i choć brzmi efektownie, to w tej zatłoczonej aglomeracji jazda rowerem po ulicach może być dość niebezpieczna. Samo przemieszczanie się na rowerze niemal w każdej części Tajlandii będzie równoznaczne z dużo większym wysiłkiem niż dzieje się to w Polsce. Tutaj przy wyższych temperaturach, mocniejszym słońcu i większej wilgotności zdecydowanie bardziej potrzebne jest uzupełnianie płynów. Nie mniej jednak może to być doskonała szansa na podbudowanie własnej kondycji, mając czas na spokojne urlopowe regenerowanie sił. Adresy firm zajmujących się organizacją wypraw rowerowych znajdziecie w Katalogu Linków. Takraew Takraew (czyt. ‘takrał’) to narodowy sport Tajlandii, który najłatwiej opisać jako siatkówkę nożną. Gra się w trzy-osobowych drużynach lekką ratanową piłką, z tą jednak różnicą, że zamiast rąk, używać można tylko nóg i głowy. Inna odmiana polega na tym, że zawodnicy stoją w kole i starają się zdobyć punkt przez wkopnięcie piłki do zawieszone na wysokości kosza. Jest to wyjątkowo widowiskowa gra, którą zazwyczaj łatwo zobaczyć na boiskach szkolnych oraz w parkach. Bungy Jumping Bungy jest próba sprawdzenia własnej odwagi, aby przełamać lęk przed opuszczeniem się w „odchłań” i poczuciem chwilowej bezwładności. W Tajlandii znajduje się kilka miejsc do skoków bungy, są one realizowane najczęściej w otoczeniu barwnej przyrody, aby dostarczało to emocji zarówno wizualnych jak i oczekiwanej po tym adrenaliny. Niemal w każdym większym miejscu turystycznym znajdują się firmy świadczące takie usługi, może to być w Bangkoku, Pataji, Cziang Maj, Krabi, Puket oraz Ko Samui. Ceny za skok wachają się od około 1500B za jedna osobę do 3200B za skok we dwoje. W cenę pakietów wliczone są najczęściej zdjęcia, pamiątkowy certyfikat, czasem T-shirt. Skoki odbywają się z wysokości pomiędzy 40 a 50m. Adresy miejsc gdzie można zrealizować swoje marzenie znajdziecie w Katalogu Linków. Jazda na słoniach Słonie w Tajlandii należą do dziesięciu najbardziej zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt i dlatego pobliżu Cziang Maj utworzono Centrum Ochrony Słoni ze szpitalem dla tych zwierząt oraz szkołą, w której młode słonie przechodzą tradycyjny trening. Można także oglądać inne ośrodki dla słoni: obóz Me Kok (Mae Kok) prowadzonych przez górskie plemię Karenów w prowincji Cziang Raj; obóz Cziang Dao (Chiang Dao) na brzegu rzeki Ping; obóz Umpang (Umphang) w górskiej wiosce Karenów; obóz w Ajutaji; wioskę w prowincji Surin. Słonie w Puket są specjalnie trenowane do pracy na plantacjach drzew kauczukowych. Możliwość przejażdżki na słoniach są niemal w każdym miejscu w Tajlandii, gdzie tylko docierają turyści. Część kempingów oferuje tylko krótkie przejażdżki pół godzinne lub godzinne w cenach średnio oscylujących w granicach 500B. Wiele z wyżej wymienionych ośrodków prowadzi przygotowane programy pokazowo-artystyczne, szkółki w których można poznać cykl dnia życia słonia, oraz przejażdżki specjalnie przygotowanymi trasami, które są atrakcyjne szczególnie w porośniętych lasach na odludziu. Często spotyka się słonie na ulicach w centrum Bangkoku, które są prowadzone przez swoich opiekunów pomiędzy samochodami i skuterami. Słoń jest symbolem tego kraju, najbardziej szanowanym zwierzęciem, sama Tajlandia kształtem przypomina Tajom głowę słonia, maja swoją wyspę słonia Ko Czang, gdyż Czang znaczy w tłumaczeniu słoń, oraz był on swego czasu umieszczany na fladze tego państwa. Najczęściej właśnie w Bangkoku turysta przybywający do Tajlandii może pierwszy raz zobaczyć słonia na ulicy, pokarmić go, dotknąć, ale to nie zastąpi prawdziwego przeżycia, jakiego dostarczy półtoragodzinna jazda na nim poprzez malownicze okolice Tajlandii: pola, rozlewiska i busz. Wrażenia z podróży pozostaną na długo w pamięci. Prowadzanie słoni przez zakorkowane miasto nie nalezy do przyjemnych dla tego zwierzęcia, powodując stres i wdychanie spalin. Takie są jednak realia szukania sposobów na zarabianie, sprzedając napotkanemu turyście pęczek bananów do wykarmienia i możliwości zrobienia sobie zdjęcia z tym pięknym zwierzęciem. Ceny wycieczek na słoniu z pełnym programem artystycznym, które trwają średnio 1,5 do 2 godzin wachaja się od 1300 do 2000B za słonia, na którego mogą wsiąść dwie osoby. Adresy firm zajmujących się organizacją wypraw rowerowych znajdziecie w Katalogu Linków. Łowienie ryb Połowy ryb zawsze były bardzo atrakcyjną formą spędzania czasu przez wiele osób. W Tajlandii jest nie inaczej, tu ze względu na bardzo długą linię brzegową, oraz wiele rzek i kanałów można znaleźć wiele miejsc do połowów. Mieszka tu setki ryb słodkowodnych od najmniejszych stawów i strumieni, poprzez rzeki jak Czao Praja (Chao Praya), Mekong, po większe jeziora. Oprócz tego organizowane jest wiele wypraw statkami w morze na połowy ryb morskich. W Tajlandii istnieją setki stawów hodowlanych w własności prywatnej, gdzie płaci się za wstęp, a w okolicach parków narodowych sztuczne zbiorniki wodne utworzone przez zapory, takie jak Ko Lam (Khoe Lam) i Srinakarin, niektóre z nich są zlokalizowane w przepięknych sceneriach widokowych. Wędkowanie w Tajlandii może wymagać wielu metod i technik, które będą nieznane dla zachodniego wędkarza, w konsekwencji, aby uzyskać najlepsze wyniki połowów w Tajlandii najlepiej jest korzystać z usług lokalnego przewodnika. Na wodach otwartych można wypłynąć w rejs z programem łowienia ryb, oraz nurkowania z fajką w pobliżu różnych wysp. Ceny za całodzienny rejs wahają się od 1500 do 3500B w zależności od pakietu. W cenach zawarte są transfery do hotelu, lunch i napoje. Tajlandia jest domem dla około 700 gatunków słodkowodnych ryb, a co ciekawe liczba ta rośnie. Najwięcej gatunków żyje w dorzeczy Mekongu. Tam zamieszkuje więcej gatunków ryb niż w jakiejkolwiek innej rzece na Ziemi. Ryby z Mekongu są głównym źródłem białka dla 73 mln osób, które żyją całego nurtu rzeki. Większe gatunki ryb mogą rosnąć do ogromnych rozmiarów i osiągać ogromną masę, jakie trudno wyobrazić sobie w Europie. Mekong Catfish znany jest z osiągnięcia masy ponad 270kg, a Karp Syjamski Olbrzym może osiągać wagę zbliżoną do 130kg. Adresy firm zajmujących się rejsami z połowami ryb można znaleźć w Katalogu Linków. Gokarty Tajlandia ma tory kartingowe znajdujące się w Bangkoku, Cziang Maj, Hua Hin, Rajong ( Rayong), Nakorn Raczasima (Nakhorm Ratchasima) i w Pataji. Większość torów ma układ o różnej długości i złożoności, w sposób odpowiedni dla kierowców kartów we wszystkich przedziałach wiekowych, w tym dzieci. Instruktorzy są zawsze obok, ponieważ jest to wymagane dla bezpieczeństwa korzystających i sprzętu. Przed rozpoczęciem jazdy warto zapoznać się z zasadami bezpieczeństwa na torze. Największy kryty tor go-kart na świecie, znajduje się na RCA Plaza Bangkok. Stadion otwarty w kwietniu 2004. Jest to pierwszy kryty tor go-kart w Tajlandii i 3 w Azji. Cena 390B, włączając wyścigowe wyposażenie, hełm, ubranie wyścigowe i gokarty. Karting Stadium Ltd, 31/11 RCA Plaza, Soi Soonvijai, Rama 9 Road, Bangkapi, Bangkok 10320 Karting Stadium Ltd., 31/11 RCA Plaza, Soi Soonvijai, Rama 9 Road, Bangkapi, Bangkok 10320 Tel: 02 203 1205-7 Fax: 02 203 0621 Tel: 02 203 1205 -7 Faks: 02 203 0621 Hua Hin (Hua Hin) Profesjonalne, bezpieczne i ekscytujące kartingowe doświadczenie czeka na każdego w pięknej Royal miasta Hua Hin. Położony jest przy głównej drodze naprzeciwko lotniska w Hua Hin. Plenerowe 700m toru jest otoczone górami i palmami. Go Kart Hua Hin oferuje wybór 13hp NKT Senior Karts, 6hp Junior Karts i 6hp NKT do dwumiejscowych kartów. Odbywają się tam wyścigi o medale lub turnieje mistrzowskie (wymagana rezerwacja z wyprzedzeniem). Każdy może cieszyć się atmosferą między jazdą korzystając z bufetu z żywnością i napojami lub odpocząć i obejrzeć wyścigi w klimatyzowanych poczekalniach. Czynne codziennie od 10:30 do (sprawdź w prasie lokalnej nocne godziny otwarcia). Ceny są włącznie do 12 minut sesji: 350B Junior Kart; 400B dwumiejscowego Kart i 450b Senior Kart. Go Kart Hua Hin, Soi 2 Petchkasem Road, Hua Hin, Prachuab KhiriKhan, Thailand, 77110 Go Kart Hua Hin, Soi 2 Petchkasem Road, Hua Hin, Prachuab Khirikhan, Tajlandia, 77110 Tel/Fax +66 (0) 32 547 199 and (0) 81 817 3000. Tel. / fax +66 (0) 32 547 199 i (0) 81 817 3000. Pataja (Pattaya) Kart Speedway Pattaya Kart Speedway tor był pierwszym otwartym w Tajlandii i istnieje do dziś z powodzeniem działając od ponad 10 lat. Oferowane są tam 3 rodzaje torów do wyboru zaprojektowane w celu zapewnienia dobrych emocji na różnych powierzchniach oraz przejechania się na wszystkich poziomach umiejętności. Adresy innych firm prowadzących tory do kartingu znajdziecie w Katalogu Linków. Golf Wakacje to czas podróży i odpoczynku, które najlepiej połączyć z jakąś pasją, a na pewno będą udane. Golf jest świetnym sposobem połączenia urlopu ze sportem i relaksem, nie wymagającym wcześniejszego przygotowania fizycznego. Nawet jeśli nigdy wcześniej nie uprawiało się tego sportu, nie ma większych problemów z opanowaniem podstawowych zasad. Dlatego golf jest sportem dla każdego, bez względu na wiek. Wystarczy tylko mała, biała piłeczka, kijki i teren, gdzie będzie można pograć. Ci, którzy chcą grać w golfa zawodowo, muszą zadbać o sprzęt, na którym nie warto oszczędzać. Właśnie w Tajlandii można dokonać zakupów dosłownie wszystkiego, gdyż tutejsze salony mają bogaty wybór i bardzo atrakcyjne ceny. Jednak jeśli ktoś traktuje golf jako rozrywkę, zabawę i nie stać go na zakup nowego, dobrego sprzętu, można taki sprzęt wypożyczyć na polu golfowym lub kupić używany. Golf to sport, który wymaga dużej precyzji, zwłaszcza przy końcowych uderzeniach. Niestety w Polsce nie ma wielu porządnie przygotowanych pól golfowych, ponieważ golf wciąż nie jest sportem popularnym, jak to jest za granicą. Znakomitym rozwiązaniem dla amatorów golfa i dalekich podroży jest Tajlandia, gdzie najwięcej znakomicie przygotowany terenów znajdziemy w okolicach Pataji, oraz na wyspie Puket. Tajlandia to niezwykłe miejsce, pełne pięknych krajobrazów, czystych plaż, a przede wszystkim doskonałych pod każdym względem pól golfowych. Na Puket co roku organizowane są prestiżowe turnieje golfowe, na które zjeżdża wielu zawodowców. Matka słynnego golfisty Tigera Woodsa pochodzi właśnie z Tajlandii, wiec i w jego żyłach płynie tajska krew. Tajlandia w ostatnich latach rozwinęła się pod względem turystycznym. Przyciąga wysokiej klasy hotelami, które zapewniają wszelkiego rodzaju rozrywki. Jest to także wymarzone miejsce dla wszystkich, którzy kochają nurkować. Na dalekim południu się rafy koralowe, pełne cudownych podwodnych krajobrazów, zatem istnieje możliwość połączenia pasji gry w golfa z późniejszymi wypadami w urocze zakątki kraju. Na wyspie Puket jest 9 pól golfowych. Biorąc pod uwagę jej powierzchnię (ok. 500 km2), czyni ją to jednym z najgęściej „ugolfowionych” miejsc na świecie. Pola golfowe oraz komfort gry są tutaj takie, jak nigdzie indziej. Na każdym polu wyszkoleni caddie, czynią grę niezwykle przyjemną i komfortową. Nie trzeba martwić się o piłki, o odległość do flagi, o położenie dołka. Twój caddie (tak jak w profesjonalnym golfie) zadba nie tylko o twoja grę i sprzęt, ale również o dobre samopoczucie na polu. Po grze w golfa można dać Caddiemu napiwek z podziękowaniem za usługi, 200 - 300B. Ponadto kioski z napojami i przekąskami rozmieszczone co 3 - 4 dołki, a co najważniejsze przepiękna pogoda, daje możliwość gry w golfa przez cały rok. To właśnie oferuje miłośnikom golfa Tajlandia. Najpierw należy jednak przygotować się do pogody w Tajlandii, ponieważ jest dość gorąco. Tajlandia ma 3 sezony jest ciepło,gorąco i deszczowo. Jeżeli przyjeżdża się z drugiej części świata trzeba być przygotowanym na 30 - 37 stopni w ciągu dnia, zależy to od części kraju w której się jest. Oprócz profesjonalnych pól do gry w golfa znajdziemy w Bangkoku wiele torów do trenowania uderzeń, ogrodzone wysokimi siatkami. Jedno z takich miejsc znajduje się nawet w barze na 17 piętrze najwyższego budynku Bangkoku „Sky Towerze”. Dla miłośników mini golfa są przygotowane również małe pola z różnorodną liczbą dołków. Takie miejsca znajdziemy we wszystkich popularnych miejscowościach turystycznych. Kliknij tutaj, aby ściągnąć listę najpopularniejszych pól golfowych w Tajlandii. TAT (Tajski Urząd Turystyczny) przygotował darmowy i pięknie wydany przewodnik (Ang). Można go ściągnąć tutaj . Kite surfing Kitesurfing to w tej chwili jeden z najmłodszych sportów, a zarazem najdynamiczniej się rozwijających. W Polsce co roku przybywa kilkaset osób, które rozpoczynają naukę tego niesamowitego sportu. Kitesurfing jest młodszym bratem windsurfingu. Jest to sport, w którym do nóg przyczepia się deskę, a do tułowia latawiec. Patrząc na kitesurferów, którzy wzbijają się na parę sekund, na wysokości dochodzące do kilkunastu metrów, łatwo jest ulec urokowi tego sportu. Kto nie chciałby, choć na chwilę poszybować w przestworzach? Nie dziwi fakt, ze miłośników tego sportu jest coraz więcej, tym bardziej, że kitesurfing nie jest tak trudny, na jaki wygląda. Wielu osobom wydaje się, że na naukę kitesurfingu poświęcić trzeba parę dobrych tygodni, na pewno zdziwi ich fakt, ze po kilku godzinach mogą już samodzielnie pływać. Dodatkowo postępy w pływaniu z latawcem są znacznie szybsze niż w przypadku innych sportów wodnych. Już po paru dniach nauki można swobodnie płynąć pod skok i wykonywać prostsze akrobacje. W sporcie tym stosuje się 3 rodzaje desek: - directional - twin - mutant Latawce dzieli się na dwie grupy, są to latawce twarde (pompowane), albo miękkie (komorowe). Kitesurfing jest stosunkowo drogim sportem, naukę warto rozpocząć z instruktorem, który nauczy nas podstaw techniki. Polsce jednym z najlepszych miejsc do kite’a jest Rewa, w Tajlandii można spróbować tego sportu w Pataji, Puket, Czumpon i Hua Hin. Szkoły prowadzące zajęcia prowadzą to w systemie 1 instruktor, 2 uczących się lub indywidualnie. Ceny za lekcje w przybliżeniu podajemy poniżej: Ceny w THB / os. 1 godz. 1. dzień - Wprowadzenie 2. dzień - Technika przeciągania ciałem Pełne 3 dni zajęć Niestandardowy opcjonalny dodatkowy dzień Prywatne 1 650B 5 500THB 5 500THB 16 500THB 5 500THB Pół-prywatne 1 000B 3 340THB 3 340THB 10 000THB 3 340THB Przykładowe procentowe ilości dni wietrznych powyżej 12 węzłów na wyspie Puket: Styczeń 75% Luty 75% Marzec 50% Kwiecień 10% Maj 10% Czerwiec 50% Lipiec 70% Sierpień 75% Wrzesień 30% Październik 10% Listopad 30% Grudzień 45% Adresy kontaktowe do firm zajmujących się szkoleniami, wypożyczaniem sprzętu znajdziecie w Katalogu Linków. Paralotniarstwo Paralotniarstwo nie jest sportem prostym. Niebezpieczeństwo runięcia w dół z dużej wysokości jest tym większe im mniejsze są nasze umiejętności. Dlatego nigdy nie zaczynaj samemu. Paralotnia wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych i pochodzi w prostej linii od spadochronów wojskowych w kształcie skrzydła. Po raz pierwszy stosowano je w latach 1955-1956. Do Polski paralotniarstwo zawitało w latach osiemdziesiątych. W połowie ubiegłego wieku w USA wymyślono, że taniej będzie szkolić żołnierzy startujących ze zbocza góry, niż z samolotu. Obecne paralotnie odbiegają od swoich pierwowzorów sprzed lat. Są bardziej wytrzymałe, szybsze i bardziej bezpieczne. Na rynku istnieje olbrzymia ilość producentów sprzętu. Tylko w Polsce jest ich czterech. Ceny zestawów wahają się od 1600 do ponad 10 000 zł. Są tacy dla których paralotniarstwo to sposób na życie. Szukają miejsc do uprawiania tego sportu, a ich garaże zmieniają się w hangary z gąszczem linek. Niesamowite widoki, bezpośredni kontakt z powietrzem. Czasami ptaki towarzyszące sportowcom w trakcie lotu. Jest wiele za. A przeciw? Niebezpieczeństwo, finanse i strach? Tajlandia oferuje ciekawe miejsca do latania, wraz z połączeniem z jakością instrukcji bezpieczeństwa. Zajęcia prowadzą zaawansowani certyfikowani instruktorzy SFAT, z ponad 10 letnim doświadczeniem, którzy przyjaźnie dla użytkowników wprowadzają teorie i postępy we wszystkich niemal kategoriach nauczania, a to powoduje wzrost zainteresowania tym sportem. SFAT - Sport Flying Association Thailand. Stowarzyszenie to ma na celu promowanie bezpieczeństwa w ultra-lekkim, Paraglidingu, Paramotoringu i ultra-lekkich lotach w Tajlandii. Prezes stowarzyszenia, Khun Niwat, działa bardzo ściśle z Tajską DCA w celu przestrzegania zasad i działań w Paraglidingu, Paramotoringu i bezpieczeństwa w statkach powietrznych lotnictwa ogólnego w Tajlandii. Tajlandia jest wiodącym krajem w Azji Południowo-Wschodniej w promowaniu wykorzystania samolotów sportowych i osobistego użytku. Pamiętaj, aby zachować Paragliding jako bezpieczną zabawę. Nie powinno się latać bez nadzoru, dopóki nie zostały zakończone i zdobyte odpowiednie kursy ratingowe. Mapa najciekawszych miejsc do paraloniarstwa Istnieje w Tajlandii kilka szkół pilotażu, które oferują dobre warunki do nauki i latania dla początkujących. Linki do nich można znaleźć w Katalogu Linków. Podstawowe informacje o szkoleniach Pełny pakiet Certyfikat Flight - 800 dolarów To jeden z najbardziej popularnych pakietów dla poważnych pilotów, łączy w sobie wszystkie inne pakiety mniejsze i jest zaprojektowany w celu uzyskania umiejętności i czasu potrzebnego na lot do większości miejsc na świecie. Unikalne w Tajlandii jest to że instruktarz można dostać w południowej i środkowej Tajlandii, co daje szersze spojrzenie na paragliding w różnych miejscach, na warunki pogodowe, które wiążą się wraz z tymi obszarami. Podczas czasu spędzanego z instruktorem razem, celem jest zakończyć SFAT certyfikat lotniczy nowicjusza (Sport Flying Association Tajlandia), co pozwala na uzyskanie jak największego komfortu w posiadanych umiejętnościach i wiedzę, jaka jest możliwa i niezbędna. Należy podpisać się do pełnego członkostwa w TGC (Tajlandia Glider Club), aby zakończyć szkolenie i uzyskać SFAT ocenę, która zależeć będzie od indywidualnych umiejętności pilotów. Tandem Lekcja - 80 USD (100 USD w weekendy) Jest to świetny sposób aby doświadczyć piękna lotu, oraz na sprawdzenie siebie, przy minimalnym zaangażowaniu ze strony początkującego. To wspólny lot z jednym z wykwalifikowanych instruktorów, aby poczuć magię w przestworzach i zdobyć nowe doświadczenie. Co może przydać się paralotniarzowi: Rzeczy do zabrania, należy wnieść większość tych przedmiotów. Są one wymienione w kolejności od najważniejszego do najmniej ważnego: - Dobrze wspierające kostkę buty - Rękawice - Warstwę długiej odzieży - Czapka i okulary słoneczne - Woda w butelce - Snacki i przekąski - Getry Jazda quadami Quad czyli inaczej ATV to skrót z angielskiego All-Terrain Vehicle to motocykl na czterech kołach, przeznaczony głównie do sportu i rekreacji. ATV jest otwartym pojazdem (bez kabiny), przeznaczonym do jazdy poza drogami utwardzonymi. Zazwyczaj są to pojazdy 3-kołowe (3-kołowiec to trike), 4-kołowe (quad), 6-kołowe lub nawet 8-kołowe. Pojazd taki ma być używany przez siedzącą na nim okrakiem, pojedynczą osobę. Pojazd ten powinien mieć opony o obniżonym ciśnieniu (ułatwiające poruszanie się po grząskim terenie). Powinien być sterowany przez drążki kierownicze (czyli powinien mieć kierownicę w postaci drążków – podobną jak ta używana rowerze – w odróżnieniu od okrągłych kierownic stosowanych w samochodach). Ze względu na zastosowanie pojazdy te są zwykle dzielone przez producentów na: 1. sportowe – wyścigowe 2. terenowe – przeprawowe 3. rekreacyjne W Tajlandii nie jest jeszcze tak bardzo popularny, ale w wielu miejscowościach turystycznych, czy na wyspach można spotkać wypożyczalnie tych pojazdów. Dość duże zainteresowanie quadami cieszy się na wyspach, gdzie można poruszać się po stromych wzniesieniach, czy różnych bezdrożach objeżdżając je dookoła i szukając własnych przygód. Wypożyczający powinien ubrać się w odpowiedni strój i kask chroniący głowę, gdyż najwięcej wypadków w Tajlandii na skuterach i quadach powodują turyści nie mający wprawy w tutejszych warunkach ruchu. Wiele firm na północy w okolicach Cziang Maj, na południu w okolicach Krabi, czy Puket oferuje specjalne trasy do pokonania o różnych stopniach trudności. Ze względu na dość mocne słońce zalecane jest ubieranie nakrycia wierzchniego zakrywające znaczną część ciała. Pomocne linki do firm organizujących aktywności na ATV znajdziecie w Katalogu Linków. Kajaki Pływanie na kajakach jest bardzo dynamicznie rozwijane w „kraju uśmiechu”, taki też wyraz twarzy nam pozostanie, kiedy zaczniemy przemierzać nurty różnych rzek, albo podziwiać krajobrazy jaskiń, wysp nad morską taflą wody. Kajakarstwo jest stosunkowo nową, ale bardzo szybko rozwijającą się ofertą aktywnego wypoczynku w Tajlandii i skoncentrowane jest przy wybrzeżu Morza Andamańskiego, którego wapienne wychodnie, morskie jaskinie, hongi (ukryte laguny), bagna namorzynowe i malownicza linia brzegowa stwarzają doskonale i niezwykle warunki do wiosłowania. Kajaki nie mają głośnego silnika, który płoszyłby przyrodę, często można zaobserwować o wiele więcej stworzeń, niż w przypadku podróży tradycyjną łodzią motorową. Organizowane są dzienne wycieczki z Puket, Pang Nga i Ao Nang, które kosztują od 1000 - 2000B od osoby i zawsze zyskują dobre oceny. Oferują też dłuższe wyprawy, od trzech do sześciu dni. Można też wybrać się na spływy kajakowe po rzece i spływy pontonowe przełomami na kilku rzekach w północnej i zachodniej Tajlandii, a zwłaszcza na rzece Kwai w pobliżu Kanczanaburi, na rzece Umpang w pobliżu miejscowości Umpang i na rzece Pai w pobliżu miejscowości Paj. Na niektórych odcinkach tych rzek nurt jest całkiem wartki, zwłaszcza w okresie pory deszczowej trwającej od lipca do listopada, jest jednak wiele programów pływania dla mało wprawionych w wiosłowaniu. Podajemy przykładowe ceny wypożyczeń kajaków: Typ kajaka Cena Czas wypożyczenia Kajak pojedynczy 150B 1 godzina Kajak pojedynczy 1200B 1 dzień Kajak pojedynczy 3000B 3 dni Kajak podwójny 200B 1 godzina Kajak podwójny 1500B 1 dzień Kajak podwójny 5000B 3 dni Licencjonowany przewodnik 2000B 1 dzień Windsurfing Windsurfing jest zauważalny na wielu plażach w Tajlandii, jeśli znajdziemy się w takich kurortach jak Pataja, Puket, Hua Hin, Rajong, Czumpon czy Tab Sai (Tab Sai). Doskonałe warunki pogodowe, słońce, ciepła woda, spokojne morze są sprzyjające stawianiu pierwszych kroków na desce z żaglem. Nawet osoby dluzej uprawiające ten sport na pewno znajda miejsca dla siebie aby wypróbować lokalne tajskie warunki do surfowania. W Pataji czy na Puket odbywają się często zawody międzynarodowe, na które zjeżdżają się doskonali zawodnicy z całego świata. Windsurfingowy sprzęt jest dostępny do wypożyczenia na większości plaż w Puket, zarówno z ośrodków jak i z lokalnych szkół. Sprzęt może być wynajęty na godzinę, pół dnia cały dzień lub dłużej. Najlepsza pora do uprawiania windsurfingu w Puket jest podczas suchego sezonu, od listopada do maja, kiedy wiatr jest stabilny, a morze jest spokojne. Wiatry są stałe od listopada do lutego. Windsurfing w czasie pory deszczowej, od maja do października nie jest zalecany ze względu na stan mórz i wiatry monsunowe. Historia powstawania tego sportu jest zdecydowanie dłuższa, lecz nie od razu zaczął cieszyć się taka popularnością jak dziś. Przez długi okres deski były duże i mało zwrotne. Po latach pojawiły się na wybrzeżach deski zwane funboardami i sinkerami. Były one krótkie, miały mniejszą wyporność. Pojawiły się też Footstrapy, strzemiona trzymające stopę. Do zalet należały większa zwrotność, niższa waga oraz większa, osiągana prędkość. Profesjonalny windsurfing dzieli się na dwa główne nurty: Racing - (od ścigania), polega na wyścigu zawodników, na pewnej, wyznaczonej trasie. Deski są tutaj bardzo szybkie, jednak mało zwrotne i toporne. Na drugi składa się „Wave” jazda po dużych falach oraz „Fresstyle”: Wave - do uprawiania tej dyscypliny konieczne są silne wiatry, oraz fale powyżej 2 m. To najbardziej ekscytująca odmiana windsurfingu. Freestyle należy do takiej rodziny sportów jak freestyle snowbording, freestyle bmx, oraz deskorolka. Używa się do niego specjalnych desek, na płaskiej wodzie wykonuje się spektakularne manewry. Oficjalnie windsurfing pojawił się dopiero w 1998 roku, dlatego, że do tej pory nie było odpowiedniego sprzętu. Obecnie jest on już bardzo innowacyjny, i pozwala na ekstremalne manewry i triki. Freestyle jest bardzo popularny, bo można go uprawiać praktycznie wszędzie, minimalny próg wiatru nie jest bardzo wysoki. Można go już uprawiać w płytkich stawach, a akweny nie muszą być duże. Poniżej podajemy przykładowe ceny lekcji windsurfingu w Tajlandii: Windsurfing lekcje Godziny Cena THB Tylko Instruktor windsurfingu 1 300 Kurs dla początkujących (poziom 1) - 5 godzin, 2 - 5m żagiel, 2 godziny instruktarzu 5 2200 Kurs dla średnio zaawansowanych (poziom 2) - 10 godzin, żagiel, bezpłatne porady szkoleniowe 10 4000 Poziom 1 Starboard Start Board and 2,0 - 5,0M Starboard School Sail: • podnoszenie, żeglowanie i zatrzymywanie • kierowanie I podtrzymywanie żeglowania • przejścia i lokalizowanie żeglowania • noszenie sprzętu Poziom 1 umiejętności może trwać od 1 - 10 godzin nauki w zależności od płaskiej wody, naturalnych zdolności uczniów i wcześniejszych doświadczeń. Poziom 2 Starboard Start or Rio and 6,2M Neilpryde School Sail: • start z plaży • Przednia część deski i uprzeze • Obie części deski i uprzeze Poziom 2 umiejętności może trwać od 1 - 5 godzin nauki w zależności od płaskiej wody i naturalnych zdolności uczniów i wcześniejszych doświadczeń. Przykładowe ceny wynajęcia desek w Tajlandii: Windsurfing wynajem 1 godz. 10 godz. Deska wodna - Dacron Sail z Start / Rio Board (poziom 1 - poczatkujacy) 400 Deska wodna Dacron Sail z Start / Rio Board (poziom 2 - poziom średniozaawansowany) 500 4000 Deska wodna Monofilm z Fun Board (poziom 3 do zaawansowany) 600 5000 Przydatne adresy w Tajlandii znajdziecie w Katalogu Linków. Kiedy otworza granice dla turystów No coś tam się dzieje w końcu......... Phuket jakoś tam otworzyli, trochę ludzi przylatuje, ale część narzeka na brak działającej...> Czytaj więcej Autor: tomekd - 3/08/2021 | 9:27 Ceny nieruchomości w czasie Covid Robią ludzie zakupy, różne biznesy wystawiane na sprzedaż, hotele, lokale komercyjne do pożniejszego wynajęcia są kupowane, gdyż są...> Czytaj więcej Autor: marco - 1/07/2021 | 19:01 Na stałe do Tajlandii Ernest a to sorki wielkie........ Może niedługo tej nieproszony celebryta pójdzie gdzieś w cholere i będzie można kontynuować plany....> Czytaj więcej Autor: ernestkwapisz - 14/06/2021 | 2:34 Hotele na kwarantannie No to miałeś niezłe przeżycie, mnie nie chciałoby się lecieć gdzieś na drugi koniec świata, aby potem kiblować w hotelu przez 2 tygodnie.........> Czytaj więcej Autor: johny28 - 19/05/2021 | 14:34 Jak z wysyłką paczek DHL z Tajlandii Witajcie, mam takie pytanie, rozmawiam z jedna firma w kraju uśmiechu, planuje u nich zakup towarów kosmetycznych, ale potrzebne mi jest...> Czytaj więcej Autor: sebastian28 - 8/05/2021 | 16:07 Obecnie nie ma więcej zdjęć
Popatrz łaskawie na tych ludzi i daj im siłę do walki z okrucieństwem jakie spotkało te zwierzęta Jednocześnie ja dziękuję Ci za łaskę podróży i za odrywanie tak humanitarnych miejsc. A Was kochani proszę zanim kupicie jazdę na słoniu, zanim kupicie spacer z tygrysem lub pokaz papug zastanówcie się czy wasze ego tego potrzebuje. Po raz pierwszy w życiu jeździłem na słoniu. Jechałem na nim kilkaset metrów, a potem plusknąłem razem z nim w rzece. Było to prawdopodobnie jedno z najbardziej niezapomnianych przeżyć podczas całej podróży do Pai.. Spacerując ulicami Chiang Mai zobaczyłem plakat reklamowy zapraszający na fascynującą jedno- lub dwudniową wycieczkę na słoniach z kąpielą tych kadłubów w rzece. Zdjęcia na plakacie były dość atrakcyjne, ludzie i słonie, wydawało mi się, byli tak radośni i radośni, że chciałem również przeżyć to doświadczenie - zabawę ze słoniami. Dopiero teraz ta radość była jakoś całkowicie smutna. Treść artykułu 1 Jazda na słoniu 2) Przydatna informacja 3) Na mapie Jazda na słoniu Najtańsza oferta, którą widziałem w Chiang Mai w ciągu 1 dnia, to 2500 bahtów za osobę (pod warunkiem, że dwie osoby jeżdżą na słoniu) lub 3500 na osobę (jeśli słoń jest tylko do Twojej dyspozycji). I chociaż program obejmuje znacznie więcej, te pieniądze wciąż nie są tego warte. Dlatego porzuciłem już ten pomysł. Drogie, a jednak śmierdzi, prawdopodobnie ... A oto jestem w Pae, a na pierwszym rogu turystycznym widzę zupełnie inne ceny za prawie tę samą przyjemność! I nawet jeśli nie było żadnych zapasowych ubrań kąpielowych, jak w Chiang Mai, a sama przyjemność nie trwała cały dzień, ale tylko godzinę lub dwie, postanowiłem spróbować. Ale nie zacząłem od razu zamawiać wycieczki w tym małym biurze podróży, postanowiłem pojechać ponownie i zobaczyć. Po wypożyczeniu roweru pojechałem na przedmieścia Pai (na południu) i po pewnym czasie zaczęły napotykać różne obozy słoni (obóz słoni). Wybrałem najtańszy katalnya, korzyść, wszystko to nie rozumiem różnicy. Byłem zaskoczony, że istnieją dwie takie usługi naprzeciw siebie, w ciągu jednej godziny kosztuje 600 bahtów / osobę (jeśli są dwie na słoniu), aw drugiej - 300 bahtów / osobę (na tych samych warunkach). Co więcej, po pierwsze trzeba było znaleźć partnera, a po drugie byli gotowi, aby mnie nieść sam, tylko drożej. Przybywszy tam następnego dnia rano, znalazłem słonia na smyczy. Nudnie żuła suche liście i rozmyła łańcuch. Wydawało się, że to nic specjalnego, ale wyglądała na zbyt zmęczoną. I mimowolnie pojawiło się pytanie, czy naprawdę chce pójść do tej rzeki i czy naprawdę tego potrzebuje. Zaczynając trochę dręczony wyrzutami sumienia, wspiąłem się na to ciepłe, duże, a przy okazji zupełnie nie śmierdzące zwierzę, i ruszyłem w drogę. Pierwsze wrażenia - słonie mają grubą, szorstką skórę, a głowa jest owłosiona i kłująca! I tak łatwo odpaść, jeśli lubisz robić zdjęcia. Kolorowy drower siedział z dużym haczykiem na patyku z przodu, wsadził stopy i haczyk w uszy słonia i ciągle wydawał dziwne dźwięki. Zasadniczo tutaj nawet koty nie są nazywane «Kitty Kitty», i «miau miau» a nawet baza. Słoń szedł powoli, czasem nawet zatrzymując się. Większość drogi poruszaliśmy się po asfalcie, co nie jest tak interesujące, mimo że kierowca później dał mi miejsce na szyi naszego dużego transportu. Jedź więc na słoniu z siodłem Jedź więc na słoniu z siodłem Jedź więc na słoniu z siodłem Z jakiegoś powodu siodło jest przymocowane z tyłu Ten sam niesamowity haczyk Zbliżając się do rzeki, zaczęły wnikać myśli, że słonie nie są tak nieszkodliwymi zwierzętami, a jeśli coś mu się nie spodoba, nie będzie ceremonii. I czując, że słoń nie odczuwa szczególnie silnej chęci, by gdzieś pójść i pluskać się w wodzie, a krzyki i pragnienia poganiacza nasilały się i stawały się częstsze, już zastanawiałem się, czy go potrzebuję. Prawdopodobnie, gdybym się zrelaksował i naiwnie uwierzył, że słoń też lubi pływać, wylewa mi wodę z bagażnika z bagażnika, gwałtownie zanurza się lub wrzuca do rzeki, byłbym bardziej zabawny. Widziałem jednak, że wszystkie te działania są wykonywane po natarczywych rozkazach zbójcy, wbijając hak w jego zwierzę. Po 10 minutach takich salta powiedziałem kierowcy, że wszystko mi się podoba, ale już dość. Mój entuzjazm do kąpieli całkowicie ostygł, gdy zobaczyłem drugiego słonia, który przyszedł do nas później, przed pływaniem, bezpiecznie sikał do wody i rzucił tam przyzwoitą kupę. Słoń jedzie w Thailand Ale ci sąsiedzi bardzo szybko stali się całkowicie mokrzy Czasami słoń idzie całkowicie pod wodę Dość latał z tyłu naszego uszatego jeźdźca Miękkie lądowanie Chcę wierzyć, że obaj uczestnicy kąpieli są zadowoleni Udało się jeździć na słoniach i pływać, czas wrócić do domu Przyprowadziwszy słonia do boksa, nakarmiłem go trzcinami i poszedłem umyć się z wody rzeki specjalnymi betonowymi czcionkami. Wchodzisz na swoje ubranie i piszesz. Wrażenia pływania okazały się mieszane. Z jednej strony nowe doświadczenie, ponieważ nie codziennie kupujesz ze słoniem. Z drugiej strony specyficzna eksploatacja zwierząt, przemoc. Ogólnie rzecz biorąc, teraz patrzę na te wszystkie pokatushki zupełnie inaczej. W ten sposób sto słoni jeździ na słoniu bez odpoczynku, jedzenia i umiera. Nie jestem pewien, czy warto. Lepiej jest szukać farm słoni, w których są one dobrze traktowane, i takie też są. Przydatna informacja - Jedna godzina jazdy i pływania w rzece w różnych obozach dla słoni może kosztować od 300 do 1200 na osobę (jeśli dwie osoby jeżdżą na słoniu); - Jeśli wycieczka jest tania, będziesz pływać w ubraniach, więc lepiej zabrać ze sobą zapasowy na zmianę ubrania. Ceny na narty w jednym z biur podróży Ceny za jazdę na słoniu w innym biurze podróży Na mapie Sąsiedztwo Pai Pai Neighborhood: Wszystkie informacje o Pai są gromadzone tutaj. Pai - pensjonaty, co zobaczyć, jak zdobyć, hotel można zarezerwować pod adresem Roomguru. Podobne artykuły
1. Słonie nie są przystosowane do dźwigania dużych ciężarów. Wbrew powszechnym opiniom, słonie nie są przystosowane, aby przez cały dzień wozić na sobie turystów! Takie działania mogą doprowadzić nawet do trwałego urazu kręgosłupa, a także wielu innych zdrowotnych komplikacji.
Mając kupione bilety do Tajlandii wiedzieliśmy, że jedną z atrakcji, którą musimy koniecznie zaliczyć jest spotkanie ze słoniami. Gdy zaczęliśmy czytać o tym, gdzie najlepiej zobaczyć te stworzenia, natrafiliśmy na bardzo wiele artykułów w sieci dotyczących jazdy na słoniach czy wykorzystania ich w szeroko rozumianej turystyce. Wiedzieliśmy już, że z pewnością nasze spotkanie ze słoniami powinno odbyć się bez szkody dla nich. Dlaczego przejażdżka na słoniu jest zła? Pomimo tego, że słonie wydają się być masywnymi zwierzętami to jazda na ich grzbiecie sprawia im bardzo dużo krzywdy. Niech nie zwiedzie was to, że ofert jazdy na słoniach dookoła Tajlandii jest bardzo dużo. Dla właścicieli tych zwierząt jest to bardzo dochodowy biznes, z którego nie będą chcieli zrezygnować. Na tego typu oferty natrafimy praktycznie w każdym tajskim biurze podróży. W procesie tresury słonia wykorzystuje się haki, którymi kłuje i przebija się uszy zwierzęcia. Słonie te często godzinami są przywiązane bez możliwości swobodnego ruchu. Zdjęcie na grzbiecie tak dużego zwierzęcia może kusić turystów lecz czy warto – odpowiedzcie sobie sami… Który rezerwat słoni w Tajlandii wybrać? Najlepszą alternatywą dla jazdy na słoniach są tzw. sanktuaria słoni. Zwierzęta, które znajdują tam schronienie są odkupywane z rąk złych ludzi. Dzięki temu otrzymują szansę na spokojne życie. Najwięcej sanktuariów znajduje się w okolicy Chiang Mai, między innymi dlatego zdecydowaliśmy akurat tam poszukać tego właściwego. Samych sanktuariów jest bardzo dużo, podobnie zresztą jak biur podróży w których taką wycieczkę możemy nabyć. Bardzo ważne jest, aby wybrać rezerwat w którym słonie traktowane są humanitarne. W naszym przypadku upłynęło kilka godzin zanim znaleźliśmy ofertę, która skrojona byłaby do naszych wymagań. Z racji ilości samych sanktuariów, warto posiłkować się opiniami w serwisach takich jak Tripadvisor czy Google. My zdecydowaliśmy się na Chiang Mai Elephant Sanctuary – ośrodek który zlokalizowany jest około 2 godzin jazdy od centrum miasta. Więcej informacji o ośrodku: Jak wygląda wycieczka do rezerwatu słoni w Chiang Mai? Niezależnie od wybranego sanktuarium plan aktywności wygląda podobnie. Do wyboru mamy wycieczkę na pół dnia lub na cały dzień. Dostępna jest także opcja z noclegiem. To, która z opcji będzie odpowiednia, w dużej mierze zależy od naszego budżetu i wielkości grupy z którą pojedziemy. W naszym przypadku okazało się, że byliśmy jedynymi, którzy w tym dniu zdecydowali się na odwiedziny słoni, więc opcja na pół dnia była w zupełności wystarczająca. Około 8 rano zostaliśmy odebrani z hotelu pick-upem. Z racji, że byliśmy tylko we dwójkę całą pakę mieliśmy tylko dla siebie. Droga z początku asfaltowa w pewnym momencie zamieniła się na błotnisty, kręty szlak pod górę. Dookoła mijaliśmy gęste zarośla i drzewa bananowe. Całą drogę traktowaliśmy jak dodatkową atrakcję. Dzika natura oraz przepiękne widoki zapierały wdech w piersiach. Gdy dotarliśmy na miejsce czuliśmy się nieco zagubieni. Daleko od miasta wokół zieleń. Słonie, które na początku budziły respekt. Nie byłem pewny czy mogę tak sobie podejść, pogłaskać czułem się dość niepewnie. Po chwili rozglądania zawołał nas nasz przewodnik. Zaczęliśmy od posiłku i tutaj miłe zaskoczenie, do wyboru macie mięsne oraz wegetariańskie danie oraz owoce (w naszym przypadku: ananasa i arbuza do oporu). Kawa, herbata również jest w cenie, a inne zimne napoje i alkohol można zakupić dodatkowo. Wyobraźcie sobie, że jecie posiłek 5 metrów od biegających sobie dziko słoni. Niezapomniane wrażenie. Po posiłku poproszono nas aby przeprać się w strój kąpielowy. Swoje rzeczy zostawiliśmy w zamykanych szafkach. Udaliśmy się na karmienie słoni i tu zaczyna się nasza przygoda ze słoniami. 🙂 Na miejscu stały 3 skrzynki w której znajdował się bambus. Tym właśnie nakarmiliśmy nasze słonie. Na początku byliśmy trochę speszeni, ale przy każdym kolejnym karmieniu odważaliśmy się o krok bliżej. Nie ma czego się bać! Od razu mówimy! Przewodnik po czasie pokazał nam pierwszą komendę: „bon bon” po której słoń podnosił trąbę a my wkładaliśmy mu pokarm bez pośrednio do buźki. Cudowne uczucie. Pamiętajcie słoń was nie ugryzie. Gdy już nakarmimy słonie udajemy się na „słoniowe SPA”. Przez chwilę możecie poczuć się jak dzieci, ale prawda jest taka, że mogą wam tylko pozazdrościć. Czym jest pluskanie się w kałuży a kąpiel od stóp do głów w błocie. Jest to świetna zabawa. Liczcie się z tym, że piasek będzie wszędzie, ale chyba można raz na jakiś czas zaszaleć? Kąpiel w błocie to przyjemność do słoni to tak jak dla nas peeling, ale 100 razy przyjemniejszy 🙂 Lubicie jak ktoś was drapie? Zwłaszcza tam gdzie nie możecie sięgnąć? Tak właśnie czuje się słoń gdy wcieracie w niego nawilżony piasek. Gdy już całe wasze ciało pokryje błoto, czas na kąpiel w rzece. W tym celu schodzimy ok. 400 metrów w dół wąską dróżką. Nie szerszą niż 1 metr. W połowie gdy luźno rozmawiacie sobie z przewodnikiem o codziennym życiu słyszysz głośnie: „WATCH OUT!” A za swoimi plecami widzisz biegnące słonie w twoim kierunku. Chwila zgrozy. Udało dobiec się do szerszego odcinka. Uffff. Ale za chwilę słyszysz śmiechy lokalsów, którzy po raz kolejny nabrali turystów. Oczywiście słonie nic wam nie zrobią zatrzymają się. Dla pewności gdy już czuliśmy się bezpiecznie przepuściliśmy słonie. Gdy dotarliśmy nad rzekę wskoczyliśmy z naszymi zwierzakami do wody gdzie czekała nas kąpiel. Zaczęła się wielka walka Polska vs. Tajlandia. Walczyliśmy dzielnie na wiadra wody. Mecz sędziowali Słoń A oraz Słoń B., które jednogłośnie ogłosili zwycięstwo Polski. Tam też pożegnaliśmy się ze słoniami i udaliśmy pod wodospad. Nie chcemy was straszyć, ale możecie napotkać węże choć mogę się z wami założyć, że ich nawet nie zauważycie. Wodospad znajduje się przy domu postawionym przez mieszkańców pobliskiej wioski. W tym miejscu też macie okazje kupić pamiątki oraz napoje. Po chwili odpoczynku ruszamy z powrotem gdzie przez chwilę widzieliśmy się jeszcze z naszymi słoniami a następnie poproszono nas o przebranie się i powoli zbieraliśmy się do wyjazdu. Wyjazd kończy się wspólnym zdjęciem z przewodnikiem na tle nazwy sanktuarium i wręczeniem nam pamiątki z pobytu. Ile kosztuje rezerwat słoni w Tajlandii? Mając na uwadze, że jeden słoń zjada dziennie 200 kilogramów, głównie traw, bananów i bambusa cena 1300 bathów za osobę (na chwilę obecną: 166 złotych) wydaje się kroplą w morzu potrzeb. W cenę wchodzi transport, jak już wcześniej wspominałem było to około 70 km w jedna stronę, posiłek. Dodatkowo na koniec otrzymaliśmy pamiątkę z pobytu w sanktuarium. Odliczając te wszystkie dodatkowe profity zostaje na prawdę śmieszna kwota. Posiłek był na prawdę przepyszny a transport spod samych drzwi do punktu docelowego jest na pewno dużym plusem zwłaszcza jeżeli nie znamy drogi. Myślę, że nie warto organizować takiego wypadu na własną rękę. Pamiętajcie aby porównać parę ofert w różnych biurach podroży oraz w różnych sanktuariach. My zanim się zdecydowaliśmy odwiedziliśmy kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt biur a nastawieni byliśmy na zupełnie inne sanktuaria tj. Maerim Elephant Sanctuary, Ran-Tong Elephant, Elephant Family Sanctuary oraz Jungle Sanctuary. O których słyszeliśmy dobre opinie. W końcu zdecydowaliśmy się na Chaing Mai Elephant Sanctuary, mniej znany, ale na pewno z całego serca polecamy! Pamiętajcie w każdym biurze usłyszycie inna cenę warto się targować i pamiętać, że poza sezonem między czerwcem a październikiem możecie sobie pozwolić na większą asertywność aby obniżyć cenę. Na waszą korzyść przemawia mniejsza ilość turystów co wpływa na mniejszy popyt a wiadomo każdy chce zarobić, więc woli dać mniejszą cenę aby tylko zdobyć klienta. Biura podróży znajdziecie na każdym rogu. Tam gdzie dostaniecie dobrą ofertę weźcie ulotkę zapamiętajcie miejsce. Jeżeli nie znajdziecie lepszej oferty wróćcie, a jak lepszą to zastąpcie ulotkę, ale szukajcie dalej. My skorzystaliśmy z oferty biura podróży w Triple S Hostel (Si Phum Sub-district, Mueang Chiang Mai District, Chiang Mai 50100, Tajlandia). Pani z którą rozmawialiśmy zapewniała nas o tym, że wysyła swoich klientów tylko tam gdzie ma pewność, że słonie są dobrze traktowane. Jak się ubrać? Przede wszystkim weźcie ze sobą: kąpielówki/ strój kąpielowy, ręcznik, krem z filtrem (zwłaszcza w sezonie), wygodne buty (choć my cały pobyt byliśmy na boso). Przyda się również nakrycie głowy. Jeżeli macie również przy sobie buty do pływania warto je zabrać, w rzece znajduje się wiele ostrych kamieni przydadzą wam się zwłaszcza gdy wybierzecie pakiet 2-dniowy. No i oczywiście jeżeli jesteście alergikami lub przyjmujecie leki na stałe to warto pamiętać aby mieć je pod ręką. O co pytać podczas wyboru rezerwatu? Dla nas było najważniejsze aby spędzić jak najwięcej czasu ze słoniami, nie ukrywamy, że mieliśmy mega szczęście, bo byliśmy tylko w dwójkę a obawa, że możemy trafić akurat gdzie grupa będzie liczyć minimum 10-15 osób była spora. Dlatego też planowaliśmy wybrać sanktuarium gdzie będzie dużo słoni a jeszcze lepiej jak będzie wśród nich słoniątko. Zdecydowaliśmy się zatem na sanktuarium gdzie było 13 słoni plus maleństwo i w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że w grupie będzie ponad 40 osób! Gdy informowaliśmy o tej liczbie w kolejnych punktach gdzie można było kupić wycieczkę to Tajowie niedowierzali! Dzwonili aby wyjaśnić sytuację i okazało się, że to przez grupę Chińczyków, którzy w tym czasie mieli wakacje. Po rozmowie z nami część osób zrezygnowała z promowania tego sanktuarium i chowając ulotki dziękowali za uświadomienie. Dlatego rada od nas! Zapytajcie o: ilość słoni w sanktuarium, ale nie zrażajcie się jeżeli jest ich mało. Ważnym drugim pytaniem ile osób maksymalnie liczy grupa (poproście także o telefon do sanktuarium w celu potwierdzenia liczebności grupy!). Wtedy też zobaczycie na ile osób przypada jeden słoń. Zapytajcie również jak będzie przebiegać plan wycieczki, ponieważ może on odbiegać od planu prezentowanego w ulotce. Powiedzieliśmy wam już co zabrać, ale na wszelki wypadek dopytajcie czy coś jeszcze będzie potrzebne. Zapytajcie również ile osób liczy grupa na chwilę obecną. My wybraliśmy wycieczkę dzień wcześniej około godziny 21, więc nie ma potrzeby rezerwowania wycieczki z kilkudniowym wyprzedzeniem a im później tym będziecie mieć pewność, że liczba osób w waszej grupie nie wzrośnie drastycznie w kilka godzin. Na koniec, powiem wam tylko, że jeżeli wahacie się czy na pewno warto, albo boicie się tych dużych zwierząt, albo po prostu chcecie się wybrać do Tajlandii i nie wiecie jakie atrakcje warto zaliczyć w tym pięknym kraju. To na waszej check liście na pierwszym miejscu powinno być sanktuarium słoni. Nie pożałujecie! Wjeżdżamy w Laos. Inny świat, pełen ubogich domków – uboższych niż w Tajlandii, dziurawych dróg – dziurawszych niż w Tajlandii i pięknych ludzi – równie pięknych jak w Tajlandii. Koło domów płoną ogniska, wszędzie bałagan i zwykła, widoczna gołym okiem bieda. Nic nowego. Mniej więcej to samo widziałam jak Latinoameryka długa i szeroka – Tajlandia – popularnie nazywana jest jako „kraina uśmiechów”. Doskonały kraj na nasz „pierwszy raz” jeżeli chodzi o przygodę z Azją oraz prawdziwą egzotyką. Z naszego punktu widzenia to taki troszkę „europejski” kraj w tropikalnym wydaniu, gdyż komunikacja jest na bardzo przyzwoitym poziomie, porozumiewanie się po angielsku nie stanowi problemu, rewelacyjne jedzenie dostępne na ulicy, szeroka oferta noclegowa, kraj bezpieczny i przyjazny turyście. Nic tylko spakować plecak i wyruszyć w podróż. Tajlandia jest dosyć popularną destylacją wśród backpackerów, jednak mimo to nadal można znaleźć ustronne plaże, wysepki i miejsca. W naszych relacjach z podróży prezentujemy informacje praktyczne dotyczące planowania i wyboru miejsc, które warto odwiedzić, ceny, noclegi, komunikację i inne, a wszystko to zilustrowane pięknymi zdjęciami. Zachęcam także do zapoznania się z wpisem „Tajlandia z maluchem u boku” który stanowi zapiski z podróży pisane podczas wyjazdu. Tajlandia to jeden z popularniejszych kierunków, jeżeli chodzi o Azję Południowo-Wschodnią. Wiele osób wybiera krainę uśmiechów, jak jest potocznie nazywana Tajlandia, jako cel swojej pierwszej podróży do Azji. Sami wielokrotnie pytani przez znajomych, którzy chcą zasmakować egzotyki, gdzie pojechać pierwszy raz na własną rękę, wymieniamy Tajlandię. Spełnia ona wszystkie podstawowe warunki: jest bezpieczna, posiada szeroką ofertę noclegową w każdym przedziale czytaj więcej … Piękna pogoda, słońce w pełni, ciepła bryza znad morza, delikatny powiew wiatru odczuwalny na twarzach, a z plecaków, siatek i toreb wystają maski, fajki i płetwy. To znak, że płyniemy, aby zobaczyć jak wygląda podwodny świat w zatoce Tajlandzkiej. W paru miejscach już było nam dane oglądać podwodne krajobrazy, lecz po rozczarowaniu okolicami Koh Tao, chcieliśmy zobaczyć jaką jakość prezentuje czytaj więcej … Czy już wspominaliśmy, że czasami lubimy po prostu nic nie robić? Położyć się w cieniu palmy na delikatnym, białym piaseczku z szumem morza w tle? Tak po prostu trochę poleniuchować? Zazwyczaj koniec naszego wyjazdu gdzieś w egzotyczne rejony spędzamy właśnie na plaży. Tym razem nie było inaczej. Po kiepskich wrażeniach z wyspy Koh Tao, po wspaniałym miejscu w zatoce Tonsai czytaj więcej … Na koniec krótkiej wizyty w Kambodży czekał nas powrót. Chcieliśmy wrócić do Tajlandii, lecz nie do Bangkoku, a od razu na wyspę Koh Chang. Wcześniej naczytaliśmy się mnóstwa nieciekawych opisów tej trasy, że całość bardzo długo trwa i jest mocno uciążliwe. Każdy odradzał wybieranie się w taką podróż z małym dzieckiem. Zatem jak naprawdę wygląda przejazd Siem Reap Koh Chang? czytaj więcej … Od dłuższego czasu chodził mi po głowie tekst dotyczący mojej niedojrzałości. Od dłuższego czasu mimowolnie „potykam” się o artykuły, komentarze, doniesienia o sytuacji i warunkach słoni w ośrodkach turystycznych gdzieś daleko w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie każdy przybysz może wykupić sobie romantyczną przejażdżkę na słoniu w dżungli. Jednym z moich celów ostatniego wyjazdu do Tajlandii-Kambodży była chęć pokazania Nadii prawdziwego i czytaj więcej … Siedzimy już dłuższą chwilę w zatoce Ton Sai, więc postanowiliśmy ruszyć się w jej okolice i zobaczyć jak wygląda, zachwalana przez wiele osób, plaża Hat Phra Nang. Czy spełni nasze niezbyt wygórowane oczekiwania? Jedynie co o niej wiemy to, że jest tam wybudowany wielki i drogi hotel oraz znajduje się tam ciekawe miejsce o nazwie Princess Cave, która wypełniona jest czytaj więcej … Nie ma tu prawdziwych dróg – jedynie utwardzona ścieżka pośród lasu, wzdłuż której znajduje się parę miejsc, gdzie można wynająć bungalow. Czas płynie tu bardzo powoli. Na ścieżce spotykamy jedynie samych wspinaczy, kuglarzy i rastamanów. Wszyscy niespiesznie przestępują z nogi na nogę. Idą po wodę do sklepu lub do baru coś zjeść. Zatoka Ton Sai – czy jest to najbardziej czytaj więcej … Mamo, tato wstajemy już? Jest dopiero godzina 7 kochanie – śpij jeszcze. Nadia pokręciła się trochę na łóżku i znowu zasnęła. Minęło trochę czasu. Tym razem budzi mnie burczenie brzucha. Spoglądam na zegarek – no ładnie, jest już po 10, zatem najwyższy czas, aby wstać. W końcu jesteśmy tu, a plaża Ton Sai, piasek i woda na nas czeka. Głupio czytaj więcej … Słońce wstało parę chwil temu. Nie jest jeszcze zbyt gorąco. W oddali słychać powolne kroki, uderzanie metalu o metal oraz chlupot wody w dużym baniaku. Zza zakrętu wyłaniają się powoli postaci, w krótkich spodenkach z gołym torsem, z przewieszoną liną wspinaczkową. Gdzie oni się wybierają i co mają zamiar załoić (w żargonie wspinaczkowym znaczy, którą drogę mają zamiar spróbować przejść)? czytaj więcej … W podróży zawsze następuje ten dzień, że trzeba zmienić lokalizację. Czasami jest on podyktowany tym, że nie podoba nam się w obecnym miejscu, a czasami, że chcemy zobaczyć coś innego. W Tajlandii wydaje się, że każde przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest banalnie proste, bo zawsze znajdziemy firmę, która taką usługę prowadzi i będzie chciała nam ją sprzedać. Podobnie czytaj więcej … Tajlandia to doskonały kierunek na pierwszą egzotyczną podróż! Słynie ze wspaniałego jedzenia, w tym pysznego street-foodu, na którym można znaleźć zaskakujące potrawy, przyrodniczego piękna i różnorodnych krajobrazów oraz fascynującej kultury. Tajlandia jest krajem, do którego na pewno chce się wielokrotnie wracać, bo za każdym razem można odkryć coś nowego. Dla kogo
Słonie w Tajlandii ocierają się o ciemną stronę turystyki Przejażdżka na słoniu w wielu miejscach jest nadal atrakcją. Są jednak specjalne rezerwaty zwłaszcza w okolicach Chiang Mai, gdzie o słonie się dba, a płacisz za to żeby na nich nie jeździć. Co więcej szykujesz im jedzenie, wyprowadzasz na spacer, myjesz w jeziorze. Tak – chciałam zobaczyć słonia na wolności, ale jednak nawet w rezerwacie nie byłam przekonana , że te słonie są tam szczęśliwe. Bo przecież na komendę podchodzą do jedzenia, na komendę wchodzą do wody żeby je umyć .. w głębi duszy myśle ze to taki sam biznes ubrany w ładne opakowanie. Z drugiej strony dzięki takim ośrodkom nie musza dźwigać turystów i występować w cyrku i spokojnie dożyć starości. Słonie w Tajlandii budzą wiele kontrowersji w oczach człowieka zachodu, ale temat na pewno nie jest taki prosty, jak nam się wydaje. Od wieków słonie w Tajlandii były wykorzystywane przez miejscową ludność i na stałe zapisały się w tajskiej kulturze, mitologii i religii. Wizerunek słonia z człowiekiem na grzebiecie utrwalił się na wielu malowidłach i rzeźbach na ścianach świątyń jako zapis historii. Słonie w Tajlandii uważane są za święte – jest to symbol szczęścia i dobrobytu. Biały słoń jest również symbolem rodziny królewskiej. Jego podobizna znajdowała się również na fladze Syjamu. Słonie w Tajlandii wykorzystywane były w wojnach do walki z wrogiem oraz pracy w lesie przy wycince drzew. Powierzchnia lasów z Tajlandii zmniejszyła się do mniej niż 20% w 1992, zaledwie w ciagu niecałych 50 lat. W tych miejscach powstawały kolejne plantacje, pola uprawne oraz tereny pod zabudowę , a tym samym teren dżungli, który był naturalnym siedliskiem dzikich słoni zmniejszał się. Król ostatecznie zakazał wycinki lasów, choć nielegalnie ten proceder trwa po dziś dzień. Słonie, które nie mogły być oficjalnie przydatne do pracy w lesie zostały wrzucone w świat turystyki i zmuszone do zabawiania turystów. Nie mogły wrócić na wolność bo po pierwsze wychowane w kontrolowanych warunkach nie poradziłby sobie w dżungli. Po drugie, przez wycinkę drzew dżungla zmniejszyła się i dawne siedliska dzikich słoni przestały istnieć. Obecnie słoń indyjski jest gatunkiem zagrożonym. W samej Tajlandii jak szacują eksperci, jego populacja spadła do około 3-4 tysięcy osobników. Niestety większość, bo nawet 70-80% z nich znajduje się w niewoli. Słonie w Tajlandii – świat turystyki Broszury reklamowe biur podróży wypełnione są wieloma atrakcjami – jedną z nich jest jazda na słoniu. Wielu turystów wciąż korzysta z tego rodzaju rozrywki, by poźniej chwalić się spotkaniem z dzikim zwierzęciem. To nie dotyczy tylko słoni – głaskanie tygrysów jest taką samą „wątpliwą” atrakcją. O słoniach w Tajlandii zrobiło się głośno, gdy o sieci trafił filmik z torturowania słoni zwany phajaan. Rytuał ten stosowany był do oswajania słoni przez setki lat. Tajowie tłumaczą to jako „łamanie ducha”. Małe słoniątka odbierane są matkom, a wiadomo, że słonie to stadne i bardzo rodzinne zwierzęta. Następnie słonik jest przywiązywany do pala i torturowany. W konsekwencji zwierzę staje się uległe woli człowieka. Małe słoniątka trafiają do cyrków i parków rozrywki, gdzie są odpowiednio tresowane i służą zabawianiu turystów. Problem wykorzystywania zwierząt w segmencie turystyki nie dotyczy jedynie Tajlandii. Daleko nie musimy szukać, gdyż na naszym polskim podwórku zwierzęta też są wykorzystywane. Co roku słychać w wiadomościach o koniach nad Morskim Okiem. Grecy za atrakcję turystyczną obrali osiołki, w Indonezji na wulkan Bromo dostaniesz się koniem, w świecie arabskim taką atrakcją są wielbłądy. Jedynie podnoszenie świadomości całych społeczeństw może zakończyć tego typu rozrywki. Sanktuaria dla słoni Obecnie istnieje wiele miejsc w Tajlandii, które staja się azylem dla torturowanych słoni. Mowa tu o tzw sanktuariach dla słoni, których coraz więcej powstaje, zwłaszcza na północy kraju. Celem jest wykupienie słonia z cyrku i zapewnienie mu godnego bytu i starości, wyżywienia i opieki. Odwiedzając tego typu miejsce trzeba mieć świadomość, że jednak jest to też pewien rodzaj turystyki. Skoro uwolnione słonie nie mają gdzie wrócić, bo ich dawne tereny dawno zostały zaadoptowane przez człowieka, a ponadto, nie przeżyłyby na wolności, wydaje się że idea sanktuarium ma sens. Dorosły słoń waży 3-4 tony i potrzebuje około 200 litrów wody dziennie. Słonie są roślinożercami. Żywią się bananami, bambusem, trzciną cukrową. Biorąc pod uwagę fakt, że śpią po 4-5 h dziennie, ich bytowanie opiera się na jedzeniu lub szukaniu pokarmu. Utrzymanie takiego słonia więc sporo kosztuje. Dzięki pieniądzom z tego rodzaju atrakcji turystycznej placówka ma szansę otoczyć zwierzęta właściwą opieką. Program wycieczki obejmuje przygotowanie słoniom jedzenia (siekanie bambusa na drobne kawałki, kule z mąki ryżowej i bananów, zrywanie bananów), karmienie ich , wyprowadzenie na spacer i kąpanie w błocie. Wybierając daną placówkę na pewno warto zaciągnąć informacji – wujek google się kłania. Ośrodki mają niby jedną ideę, ale wykonanie może być różne. Z założenia placówki te powinny być przyjazne dla zwierząt i kierować się ich interesem. Spotkanie ze słoniem na żywo to niesamowite doświadczenie. Polecam je każdemu w takiej właśnie formie. Jeśli podobał ci się wpis i chcesz ze mną podróżować na bieżąco, zajrzyj na mój Instagram i FB. Do usłyszenia w social mediach! Kilka ciekawostek na temat słoni azjatyckich (indyjskich): Jest najmniejszym z gatunków są niższe od samców i mierzą 2,5 metra i ważą około 3 tonSamiec osiąga nawet 3 m wysokości i waży około 5 tonMają beczkowatą budowę – tułów jest krótki, grzbiet wygietyW odróżnieniu od słonia afrykańskiego mają dużą głowę i małe uszy (afrykański ma zdecydowanie odwrotną budowę)Słonie są owłosione – ich sierść jest sztywna i krótkaPotężne ciosy zwane potocznie kłami posiadają tylko męskie osobniki ( u słonia afrykańskiego mają je również samice)Uszy słonia służą również do wachlowania a dzięki temu schładzania temperatury ciałaTrąba słonia jest jak ręka – jest silna, zwinna i chwytliwa. Słoń może zerwać trawę, ale również podnieść pień słonia są małe i bocznie osadzone. Mają słaby wzrok, problem może pojawiać się z widocznością już na 20 metrówSłoń jest roślinożercą, zjada zielone liście, pędy bambusa, akacji, fukusów, liście palm, owoce, gałązki i słonie żyją około 70 lat i umierają z zagłodzenia – zęby szybko się ścierają i odrastają nawet 6 razy w ciągu życia słonia. Po tym jak utraci je na stałe, nie ma szans na przeżycie. Słonie w niewoli żyją dłużej, gdyż są dokarmiane miękkim żyją w klanie, są to bardzo rodzinne, uczuciowe i sentymentalne zwierzęta. Priorytetem jest ochrona małych że są bardzo inteligentne, mają dobrą pamięć i szybko się ucząKochają kąpiele wodne i te w błocie. Pozwala im to wyregulować temperaturę ciała. Błoto ponadto zabezpiecza przez pasożytami oraz pełni funkcję filtra słonecznego
Nie zapomnijmy jednak o kolejnym bardzo ważnym aspekcie. Mianowicie, jazda na słoniu jest najgorszym co może go spotkać po phajaan. Wiecie dlaczego? Bo te zwierzęta mają bardzo słaby kręgosłup i jak powożą tak sobie przez lata tłustych turystów na metalowych siedziskach, cierpią do końca życia na bolesne zwyrodnienia! Po raz pierwszy w życiu jeździłem na słoniu. Jechałem na nim kilka sto metrów, a potem kolejny i zakradł się z nim do rzeki. To było prawdopodobnie jedno z najbardziej pamiętnych doświadczeń z całej podróży w pai. Spacerując po ulicach Chiang Mai, zobaczyłem reklamę plakat zapraszający na ekscytującą jednodniową lub dwudniową wycieczkę do słonie, z kąpielami w rzece. Zdjęcia na plakacie były dość atrakcyjne, wydawało mi się, że ludzie i słonie tak wesoły i zabawny, że chciałem też doświadczyć to doświadczenie jest zabawne ze słoniami. Tylko ten był wart najbardziej radość jakoś całkowicie nieszczęśliwa. Treść artykułu 1 Jazda na słoniu 2 Przydatne informacje 3 Na mapie Jazda na słoniu Najtańsza oferta, jaką widziałem w Chiang Mai za 1 dzień – to 2500 bahtów na osobę (pod warunkiem, że dwie osoby jeżdżą na słoniu) lub 3500 / osobę (jeśli słoń jest do twojej dyspozycji). I chociaż w program zawiera wiele innych rzeczy, ale takich pieniędzy jeszcze nie ma warto. Dlatego już odrzuciłem ten pomysł. Drogie, ale wciąż on śmierdzi prawdopodobnie … I oto jestem w Pai, w pierwszym kąciku turystycznym, który widzę Prawie taka sama przyjemność w zupełnie innych cenach! I może nie zaoferowano Ci zapasowego stroju kąpielowego, takiego jak w chiang Maj, a sama przyjemność nie trwała cały dzień, ale tylko godzinę lub Dwa, postanowiłem spróbować. Ale nie zamówiłem wycieczki natychmiast w tym mini-biurze podróży, postanowił jeździć więcej, patrz. Po wypożyczeniu roweru pojechałem do przedmieście Paya (południe), a po pewnym czasie zaczęła się droga natknij się na różne obozy słoni (obóz słoni). Wybrałem najtańszy katalnyu, dobry, różnica nadal nie jest zrozumiał. Byłem zaskoczony, że tutaj są dwie takie usługi, każda naprzeciwko przyjaciel, w ciągu godziny kosztuje 600 bahtów / osobę (jeśli są dwa na słoniu) i jeden kolejny – 300 bahtów / osobę (w tych samych warunkach). I w pierwszym miejsce zdecydowanie potrzebowało znaleźć partnera, aw drugim były gotowy do noszenia i ja sam, po prostu droższy. Przybywszy tam następnego ranka, znalazłem się w pobliżu. słoń na smyczy. Znudziła się suchymi liśćmi i grzechotała łańcuchem. I wydaje się, że to nic specjalnego, ale wydawało się, że też ma coś w tym rodzaju zmęczony I nieświadomie pojawiło się pytanie, czy naprawdę chciała idź tą rzeką, a jeśli naprawdę to wszystko zrobi. Trochę zaczynając cierpieć wyrzuty sumienia, wspiąłem się jest ciepły, duży i, nawiasem mówiąc, całkowicie nie śmierdzący zwierzę i ruszaj w drogę. Pierwsze wrażenia – słonie są tak grube szorstka skóra i głowa – tak owłosione i kłujące! I tak od niego po prostu odpuść, jeśli jesteś zbyt chętny do robienia zdjęcia. Z przodu był kolorowy kierowca z dużym hakiem na patyku szturchnął nogi i wbił się w uszy słonia i ciągle publikował niektóre dziwne dźwięki. Zasadniczo nawet tutaj koty nie są nazywane „kitty, kitty”, ale „meow meow”, a nawet cokół. Słoń szedł powoli, czasem nawet zatrzymując się. Większość sposób, w jaki poruszaliśmy się po asfalcie, co nie jest zbyt interesujące że kierowca później dał mi miejsce na szyi naszego dużego transport. Więc jedź na słoniu z siodłem Więc jedź na słoniu z siodłem Więc jedź na słoniu z siodłem Siedzisko siodłowe z jakiegoś powodu jest zamontowane z tyłu Ten niesamowity hak Kiedy zbliżamy się do rzeki, myślimy o słonie nie są tak nieszkodliwymi zwierzętami, a jeśli jest to coś całkowicie poważnie nie podoba się, nie będzie szczególnie stać na ceremonii. I uczucie że słoń nie odczuwał szczególnie silnej chęci nigdzie i plusk w wodzie, a okrzyki i rozdarcia kierowcy nasiliły się Często myślałem już i czy jest to dla mnie konieczne. Prawdopodobnie, jeśli odprężę się i naiwnie w to uwierzę słoń też lubi pływać, podlewaj mnie ze szczytu mojego pnia woda, ostry spadek lub wyrzucenie mnie do rzeki więcej zabawy. Ale widziałem, że wszystkie te działania mają miejsce po natarczywe zespoły włóczęgi, wbijające się w jego zwierzęcy hak. A po 10 minutach takiego upadku powiedziałem kierowcy, że ja Podobało mi się wszystko, ale już wystarczająco. Mój entuzjazm do pływania Ochłódź się całkowicie, gdy zobaczę sekundę później słonia, zanim bezpiecznie kąpie się w wodzie i tam porzuci przyzwoita garść. Słoń Jazda w Tajlandii Ale ci sąsiedzi też wkrótce stali się zupełnie mokrzy. Czasami słoń idzie całkowicie pod wodę Całkiem poleciał z tyłu naszego usznego jeźdźca Miękkie przyłożenie Chcę wierzyć, że obaj uczestnicy pływania są zadowoleni Jazda na słoniu i pływanie się powiodło, czas wracać do domu Przynosząc słonia w boksie, nakarmiłem ją laską i poszedłem zmyć wodę rzeczną specjalnymi betonowymi czcionkami. W prawo ubrania, na które się wspinasz, i wypłucz. Wrażenia z kąpieli okazały się mieszane. Z jednej strony Nowe doświadczenie, ponieważ nie codziennie kupujesz ze słoniem. Z drugiej strony imprezy, specyficzna eksploatacja zwierząt, przemoc. Ogólnie rzecz biorąc Teraz patrzę na te wszystkie pokatushki zupełnie inaczej. Tutaj tak słoń bez odpoczynku i jedzenia setki turystów i umierają. Nie jestem pewien, co to jest warto. Lepiej szukać farm słoni, gdzie jest z nimi dobrze Obróć się, dobrze, i takie też. Przydatne informacje – Jedna godzina jazdy i pływania w rzece w różnych obozach dla słoni może kosztować od 300 do 1200 na osobę (jeśli jedziesz słoniem dwa); – Jeśli podróż jest tania, będziesz pływać w swoim ubrania, więc lepiej wziąć zapasowy strój. Ceny za narciarstwo w jednym z biur podróży Ceny jazdy na słoniach są już w innym biurze podróży Na mapie Wszystkie informacje o Pai są zbierane tutaj Pai – pensjonaty sprawdź, jak dostać się do hotelu można zarezerwować na RoomGuru. Life hacking 1 – jak kupić dobre ubezpieczenie Wybór ubezpieczenia jest teraz nierealistycznie trudny, aby pomóc wszystkim podróżni, wystawiam ocenę. Aby to zrobić, stale monitoruj fora, studiuję umowy ubezpieczeniowe i sam korzystam z ubezpieczenia. Ocena ubezpieczenia Life hacking 2 – jak znaleźć hotel o 20% tańszy Najpierw wybierz hotel w rezerwacji. Mają dobrą bazę oferty, ale ceny NIE są najlepsze! Ten sam hotel jest często możliwy znaleźć 20% tańsze w innych systemach za pośrednictwem usługi RoomGuru. Hotele z rabatem

Rejsy kabinowe to połączenie komfortu i luksusu, dzięki czemu pobyt w urokliwej Tajlandii jest czystą przyjemnością. Konsultując się z naszym doświadczonym doradcą masz pewność, że odnajdziesz idealny jacht na swoją wyprawę w tym malowniczym regionie. Nasza oferta obejmuje różnorodność typów jachtów, w tym jednokadłubowce

Jazda na słoniach, pływanie z delfinami czy selfie z tygrysem – to tylko początek nieeetycznych atrakcji dostępnych w różnych zakątkach świata. fot. Shutterstock. Jak wynika z raportu „Checking out of cruelty”, ponad 500 tys. dzikich zwierząt żyje w niewoli i cierpi, aby służyć jako atrakcja dla turystów. Jak podaje WP

Po zejściu na suchy ląd i dojechaniu do naszego bungalowu szybko dopadła mnie rzeczywistość. Chatka „nieco” mijała się z obrazkiem, tak samo jak plaża. Wieczorem miała odbyć jedna z najlepszych imprez „Half Moon Party” , na którą ostatecznie nie poszliśmy bo cena 1400 THB za osobę wgniotła nas w krzesła.

Tajlandia oferuje tysiące atrakcji, których próżno szukać w innym miejscu – spływ kanoe, przejażdżka na słoniu, wizyta w Świątyni Tygrysów czy kąpiel pod wodospadem. Jeśli planujecie spędzić tu wakacje, przygotujcie się na to, że kawałek waszego serca już na zawsze pozostanie w tym egzotycznym zakątku świata. Mapa Tajlandii. hpkh4f.